Rozmowa z wokalistą KRZYSZTOFEM KRAWCZYKIEM, który za...

    Rozmowa z wokalistą KRZYSZTOFEM KRAWCZYKIEM, który za tydzień zaśpiewa w Kielcach dla najbiedniejszych dzieci

    Artur SZCZUKIEWICZ

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Już za tydzień, 3 września, Krzysztof Krawczyk zaśpiewa na żywo dla kielczan. Kilka dni temu świętował jubileusz 40-lecia pracy artystycznej i odebrał Złotą Płytę za album "To, co w życiu ważne". Wciąż utrzymuje się na topie, wciąż zachwyca głosem i energią. I wciąż jest skromnym człowiekiem gotowym pomagać wszystkim, którzy tej pomocy potrzebują. W przeddzień koncertu Krzysztofa Krawczyka w Kielcach rozmawiamy z nim o ostatnich czterdziestu latach jego życia, o recepcie na sukces i szczęście, o byłej żonie, którą znów zamierza poślubić i o młodych muzykach, z którymi ostatnio nagrywa płyty.

    * Panie Krzysztofie, przede wszystkim wszystkiego najlepszego z okazji jubileuszu, życzę następnych 40 lat na scenie.

    - Dziękuję bardzo.

    * Czy były wśród tych minionych 40 lat takie lata, które uważa pan za stracone, które chciałby pan wymazać z pamięci i przeżyć inaczej, gdyby dane było panu drugie życie?

    - Kiedyś już ktoś mnie o to zapytał i muszę panu powiedzieć, że dość długo zastanawiałem się nad odpowiedzią. Doszedłem w końcu do wniosku, że nie chciałbym niczego w swoim życiu zmienić. Wszystko, co mnie spotkało, ładnie mi się układa w logiczny ciąg wydarzeń. Tam, w niebie, dobrze wiedzą, co robią (śmiech). Jak ktoś jest na celowniku, to go poprowadzą we właściwą stronę. A nie miałem łatwego życia! Gdy byłem dzieckiem, to zdarzało mi się płakać z głodu. Straciłem ojca: przyjaciela i fantastycznego człowieka. Tak widać musiało być. Człowiek jednak łatwo zapomina o bólu, a pamięta o dobrych rzeczach.

    * 40 lat minęło jak jeden dzień...

    - Nie, nie! Nieprawdą jest, że mi te lata bardzo szybko przeleciały - nie było ani szybko, ani lekko. Dziś, kiedy patrzę w lustro, mówię sobie: "Krawiec, jesteś ciężko i solidnie pracującym wokalistą, który czasami również czuje się muzykiem". Dobrze mi z tym.

    * Żeby tak długo jak pan utrzymywać się na fali, trzeba chyba podpisać pakt z diabłem!

    - Bałbym się o tym nawet pomyśleć. Podpisywać jakiś "kontrakt" w zamian za duszę? Wie pan, ja wierzę, że człowiek ma duszę i daję słowo, wolałbym uprawiać ciężko suchą ziemię za kawałek suchego chleba niż oddać duszę diabłu za miliony. Przed złymi siłami bronię się jak mogę.

    * Jaka jest w takim razie pana recepta na sukces?

    - Jeżeli mógłbym poradzić coś młodym artystom, to przede wszystkim to, żeby zawsze byli sobą i nigdy nie odpuszczali! Kiedy już złapie się wiatr w żagle, łatwo zboczyć z obranego szlaku. Trzeba ciężko pracować.

    * I mieć dobre stosunki z prasą. Dziennikarze bardzo pana lubią.

    - Bo ja, proszę pana, jestem po prostu dobry facet (śmiech). Utopiłbym się we własnych wyrzutach sumienia, gdybym komuś powiedział "nie". Poza tym nigdy nie bałem się rozmawiać z dziennikarzami, bo nie mam nic do ukrycia i nie mam się czego bać. Czasem nawet ktoś mi zarzuca, że ja się zbyt szczerze zwierzam. Ale przecież muszę wyjaśniać pewne sprawy! Wszystkie gazety pisały na przykład o moim rozwodzie, o moich stosunkach z synem. Musiałem się z tego wytłumaczyć.

    * Złośliwi twierdzili, że pana rozwód był elementem kampanii promującej pańską płytę.

    - To bzdura. Nie musiałem się rozwodzić, żeby zrobić skandal i dostać się na pierwsze strony gazet. Nie robi się jaj z pogrzebu, a rozwód to przecież pogrzeb małżeństwa. Rozwiodłem się, bo zażądała tego ode mnie moja żona.

    * Dlaczego?

    - Uwierzyła ludziom, którzy spreparowali dowody mojej rzekomej zdrady. Zapomniała, że wyszła za mąż za monogamistę.

    * Po 20 latach małżeństwa uwierzyła obcym, a nie panu?

    - Ewa jest o mnie piekielnie zazdrosna. Zawsze była! Mogliśmy się już ze sto razy rozwieść. Przez 20 lat siała to ziarno zazdrości, aż ono w końcu wykiełkowało. Przyznaję, popełniłem błąd. Mogłem na pierwszej sprawie nie zgodzić się na rozwód, walnąć pięścią w stół, ale uparłem się jak ten stary osioł. Byłem idiotą. Powiedziałem: "Chcesz rozwodu? Proszę bardzo". Tyle, że nie można ot tak, nagle - jak mówili ułani - zmienić konia w brodzie. Kocham Ewę i widzę, że ona też ciągle mnie kocha. Mieszkamy razem, pracujemy razem. Najpierw mijaliśmy się przez miesiąc, a teraz traktujemy się jak narzeczeni. Po prostu chcemy być razem.

    * Zatem - kiedy ślub?

    - Jeszcze w tym roku, najprawdopodobniej w październiku. Nasz rozwód był dla Ewy dobrą nauką: żeby nigdy nie wątpić w drugiego człowieka. W dodatku w człowieka, z którym spędziło się razem wiele, wiele lat. Myślę, że rozwód był nam potrzebny, żebyśmy zrozumieli pewne sprawy i doszli do wniosku, że jednak nie umiemy bez siebie żyć. Poza tym stał się okazją do weryfikacji przyjaciół. Teraz już wiem, kto jest moim prawdziwym przyjacielem, a kto tylko czekał, aż upadnę, żeby mi dokopać. Upadłem, przyjąłem ciosy i podniosłem się. Nie pierwszy i pewnie nieostatni raz.

    * Wróćmy do muzyki. Goran Bregovic nazwał pana królem polskiej piosenki. Niektórzy recenzenci z kolei piszą, że jest pan królem obciachu. Jak pan sam określiłby siebie?

    - Jestem normalnym człowiekiem (śmiech). Ani z obciachem, ani z królowaniem polskiej piosence się nie utożsamiam. Mam swoje prywatne królestwo - półtora hektara ziemi koło Łodzi, 60 brzóz, jakieś zwierzątka. A najważniejsze na świecie jest dla mnie to, że mam cudowną rodzinę!

    * Nagrywa pan ostatnio płyty z młodymi muzykami, którzy twierdzą, że jest pan dla nich wzorem do naśladowania.

    - Kto tak twierdzi?

    * Ania Dąbrowska, Edyta Bartosiewicz i "Piasek".

    - To bardzo miłe z ich strony, że nie przekreślili starego "Krawca" (śmiech). Jestem wdzięczny Ani Dąbrowskiej za to, jak cudnie patrzy na mnie na scenie; jestem wdzięczny Edycie Bartosiewicz za to, że pozwala mi podziwiać jej ogromną osobowość artystyczną; jestem wdzięczny "Piaskowi" za to, że traktuje mnie jak kumpla, do którego można mieć zaufanie.

    * 3 września wystąpi pan w Kielcach w koncercie charytatywnym. Podobno nietrudno było pana namówić, by zgodził się pan na to?

    - Kiedy ktoś prosi mnie o pomoc, po prostu pomagam. A w koncertach charytatywnych biorę udział pod jednym warunkiem - że wiem dokładnie, na jaki cel przeznaczone będą pieniądze zebrane podczas takiego koncertu. Dziś roi się od szalbierzy, nie chcę powiedzieć oszustów, którzy dobroczynność traktują jak sposób na szybkie zarobienie pieniędzy. Cel koncertu w Kielcach jest jasny. Popieram go i cieszę się, że mogę pomóc. My, artyści, musimy pomagać innym. Zarabiamy wystarczająco dobrze, więc możemy od czasu do czasu zagrać koncert i nie brać za występ honorarium. Mam nadzieję, że akcja charytatywna organizowana w Kielcach zakończy się wielkim sukcesem.

    * Dziękuję bardzo za rozmowę i do zobaczenia w Kielcach.



    Krzysztof Krawczyk o swoim występie 3 września w Kielcach podczas Wielkiego Koncertu Charytatywnego

    - Kiedy ktoś prosi mnie o pomoc, po prostu pomagam. A w koncertach charytatywnych biorę udział pod jednym warunkiem - że wiem dokładnie, na jaki cel przeznaczone będą pieniądze zebrane podczas takiego koncertu. Dziś roi się od szalbierzy, nie chcę powiedzieć oszustów, którzy dobroczynność traktują jak sposób na szybkie zarobienie pieniędzy. Cel koncertu w Kielcach jest jasny. Popieram go i cieszę się, że mogę pomóc. My, artyści, musimy pomagać innym. Zarabiamy wystarczająco dobrze, więc możemy od czasu do czasu zagrać koncert i nie brać za występ honorarium. Mam nadzieję, że akcja charytatywna organizowana w Kielcach zakończy się wielkim sukcesem.




    I ty możesz pomóc najbiedniejszym dzieciom

    Każdy może pomóc w zbieraniu pieniędzy na podręczniki i przybory szkolne. Wystarczy kupić bilet na Wielki Koncert Charytatywny, który w piątek (3 września) jest organizowany przez "Echo Dnia" i Wojewódzki Szpital Zespolony w Kielcach. Gwiazdą wieczoru będzie właśnie Krzysztof Krawczyk. Bilety można nabywać w redakcji "Echa Dnia" w Kielcach - telefon 041/368-00-12, a także w salonikach prasowych "Kolportera" i "Empikach" na terenie Kielc. Szczegóły w ramce reklamowej w "Relaksie".

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo