Rozmowa z aktorką TAMARĄ ARCIUCH

    Rozmowa z aktorką TAMARĄ ARCIUCH

    Anna WIEJOWSKA

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Tamara Arciuch, rocznik 1975, jest jedną z najbardziej rozchwytywanych polskich aktorek młodego pokolenia. Powszechnie uważa się ją za obecną królową polskich seriali, a ze względu na podobieństwo - polską Sharone Stone. W swoim dorobku ma wiele ról w serialach telewizyjnych, między innymi w "Tygrysach Europy", "Sukcesie", "Lokatorach" i "Camerze cafe". W telenoweli "Adam i Ewa" grała Monikę Rozdrażewską, żonę Adama.
    Na ekrany kin wszedł właśnie film "Wesele" Wojciecha Smarzowskiego, który Tamara Arciuch uważa za swój debiut na dużym ekranie. Wkrótce zobaczymy ją w dwóch nowych serialach - w "Oficerze" w Programie 1 Telewizji Polskiej oraz w "Pierwszej miłości" w Polsacie. Prywatnie jest mężatką, mamą i... kuzynką Izabeli Trojanowskiej.

    * Grana przez panią panna młoda w "Weselu" Wojciecha Smarzowskiego w jednej ze scen z wściekłości rozwala najnowszy model "audi"...

    - Wbrew pozorom, okazało się to zadaniem z gatunku niemożliwych do wykonania. Od początku było jasne, że nie ma mowy o dublach, bo mamy do dyspozycji tylko jedno auto. Na próbach waliłam więc łopatą w garaż. A gdy miało już dojść do uszkodzenia samochodu, nic mi nie wychodziło. Waliłam w niego i... nic. Żadnych śladów na karoserii. Skończyło się tym, że wieczorem, już po zdjęciach, z niemiłosiernie bolącymi nadgarstkami musiałam jechać na pogotowie. Lekarz dyżurny nie chciał mi uwierzyć, gdy na pytanie o to, co się stało, odparłam: "Nic, po prostu waliłam łopatą w »audi TT«".

    * Zagrała pani także w obsypanym w tym roku na festiwalu w Gdyni "Długim weekendzie" Roberta Glińskiego - i to ze swoim pięcioletnim synkiem Krzysiem.

    - To był przypadek. W czasie castingu do tego filmu powiedziałam reżyserowi, że mam syna w wieku filmowego chłopca. Poprosił, bym przywiozła go na zdjęcia próbne. Krzyś spodobał mu się i dostał do zagrania bardzo trudną bądź co bądź rolę. Na planie filmowym czuł się jak ryba w wodzie.

    * Czy w rzeczywistości też jest obdarzony tak wybujałym temperamentem, jak jego filmowy bohater?

    - Tak, Krzysiu jest bardzo żywym dzieckiem. Ale w pracy nie sprawiał najmniejszych problemów. Normalnie wykonywał wszystkie zadania aktorskie. Musiał nauczyć się tekstu i zachowywać się zgodnie z tym, co zostało zapisane w scenariuszu. Jedynie bał się usiąść na parapecie i dlatego zrobił to za niego dubler - syn kaskadera z Warszawy. Krzyś odmówił, twierdząc, że mamusia nie pozwala mu wychylać się przez okno.

    * Nie miał kłopotów, by po filmie odnaleźć się w normalnym życiu?

    - Na planie został potwornie zepsuty. Dosłownie wszyscy go rozpieszczali i hołubili. Miałam obawy, czy sobie z nim poradzę, ale, na szczęście, on bardzo szybko przeszedł do porządku dziennego. Jednak gdy zobaczył siebie na ekranie, założył sobie na głowę koc i krzyczał: "Nuda, nuda".

    * Pani mąż, Bernard Szyc również jest aktorem. To ułatwia życie aktorce?

    - Mój mąż pracuje w Teatrze Muzycznym w Gdyni, a ponadto zajmuje się reżyserią i choreografią. Szalone tempo, nieustanne wyjazdy, nienormowany czas pracy... Wiele osób nie wyobraża sobie takiego życia, jakie wiedziemy z moim mężem. To, że pracujemy w tej samej branży, na pewno sprawia, iż rozumiemy się właściwie bez słów.

    * A trudno pogodzić karierę z rodziną?

    - Bardzo trudno, a dla niektórych w ogóle jest to niemożliwe. Ja wiele zawdzięczam swoim rodzicom, którzy pomagają mi w wychowywaniu Krzysia. Bez nich na pewno nie umiałabym sobie poradzić. Z zasady jednak nie oczekuję, że będzie łatwo. Potrafię wyrzec się przyjemności i na przykład życia towarzyskiego. Każdą wolną chwilę staram się spędzać z dzieckiem.

    * Niektórym widzom może się pani kojarzyć ze złą i podstępną Moniką z telenoweli "Adam i Ewa". Miała pani jakieś problemy związane ze swoim ekranowym wizerunkiem?

    - Nie przytrafiły mi się jakieś skrajne sytuacje, żeby ktoś porysował mi samochód albo mnie zaatakował, a słyszałam i o takich przypadkach, które spotykały aktorów. Natomiast po "Adamie i Ewie" pokazywano mnie palcami i szeptano: "Zobacz, to ta głupia idzie". Kiedyś siedziałam na plaży z moim synkiem i usłyszałam: "O, to ta wariatka z »Adama i Ewy«. A to na pewno dziecko Adama". Zdarzyło się też, że przepadła mi reklamówka, bo producent doszedł do wniosku, że się źle kojarzę.

    * W "Pierwszej miłości", kręconej dla Polsatu, też gra pani złą kobietę?

    - Nie, tym razem gram zwyczajną dziewczynę, która jest zatrudniona w biurze pracy i próbuje pomóc jednemu z bohaterów. Zaprzyjaźnia się z nim. A dalej sama jeszcze nie wiem co się wydarzy. Tak więc nie gram złej kobiety i na razie nie chciałabym tego typu roli, bo zaczęła się za mną ciągnąć szuflada. Teraz chcę grać osoby sympatyczne.

    * Czemu nie chce pani grać czarnych charakterów? Aktorzy cenią sobie takie role.

    - Nie wyrzekam się grania negatywnych bohaterek. Po prostu teraz chcę zagrać coś innego, bo ludzie zaczęli mnie kojarzyć z wredną małpą i może myślą, że potrafię grać tylko takie osoby i charaktery. A w człowieku jest wszystko i to naturalne, że aktor pragnie pokazać cały wachlarz swoich możliwości. Chociaż muszę przyznać, że negatywne postacie są bardzo interesujące do grania.

    * A w jakiej roli zobaczymy panią w serialu "Oficer"?

    - Moja bohaterka Stella jest policjantką. Straszna z niej służbistka, w ogóle nie ma życia osobistego. To rola drugoplanowa, ale i tak interesująca. Gram ją w zmienionych warunkach - noszę okulary i gładko zaczesane włosy. Mam nadzieję, że widzowie nie rozpoznają w niej Moniki Rozdrażewskiej.

    * Mówi się o pani "polska Sharone Stone". Czy uroda pomaga w życiu i karierze?

    - Nie wiem, czy pomaga, czy przeszkadza. W każdym razie dla mnie liczy się tylko takie piękno, które płynie z wnętrza człowieka. Co z tego, że wokół mamy tylu atrakcyjnych ludzi, skoro ich oczy są beznadziejnie puste? Nad swoją urodą nie unoszę się zbytnio, biorąc sobie do serca słowa mojej szacownej koleżanki z teatru, Krystyny Łubieńskiej, która powtarza: "Najpierw ma się młodość, a potem osobowość". Zresztą nigdy nie bazowałam na swoich walorach zewnętrznych, koncentrując się raczej na rozwijaniu osobowości.

    * W jaki sposób najlepiej pani wypoczywa?

    - Podstawą mojego wypoczynku jest cisza. Kocham ciepło, morze, las... Chętnie wypoczywam także na wsi. Nie potrzebuję ekstremalnych rozrywek, typu skakanie ze spadochronem, żeby się zrelaksować. Wystarczy mi spacer po moim ukochanym bulwarze w Gdyni.

    * Dziękuję za rozmowę.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo