Choć nie ma żony - ma trzech synów. Przychodzili na świat co...

    Choć nie ma żony - ma trzech synów. Przychodzili na świat co pięć lat. Przedstawiamy aktora MARKA WŁODARCZYKA.

    Anna BINKOWSKA

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Marek Włodarczyk.

    Marek Włodarczyk. ©Oko cyklopa

    Dzięki roli samotnego komisarza Adama Zawady w serialu TVN "Kryminalni" i urodzie w typie macho, nieznany dotąd w Polsce Marek Włodarczyk w krótkim czasie podbił serca telewizyjnej widowni, a zwłaszcza jej żeńskiej części. Prywatnie aktor jest ojcem trzech synów. Stan cywilny: kawaler, ale nie do wzięcia.

    Marek Włodarczyk, rocznik 1954, ma na swoim koncie ponad 100 produkcji filmowych, zrealizowanych w Europie Zachodniej, głównie w Niemczech. Wcześniej wielokrotnie grywał gangsterów, mafiosów, policjantów i więźniów. Jego role zostały zauważone i pozytywnie ocenione przez niemiecką prasę. Nieprzypadkowo najczęściej grał obcokrajowców - między innymi Polaków, Serbów, zdarzyło mu się zagrać też Kurda. To ze względu na akcent, którego nie pozbył się, podobnie zresztą jak polskiego obywatelstwa i paszportu, choć od ponad 20 lat mieszka za granicą.

    Od urodzenia blisko sztuki filmowej

    Aktor pochodzi z Łodzi, gdzie ukończył studia na wydziale aktorskim. Choć zamiłowania do aktorstwa nie wyssał wraz z mlekiem matki, to od urodzenia obcował ze sztuką filmową. Mieszkanie, w którym przyszedł na świat, dzieliła ściana od sali projekcyjnej kina. W domu nie było telewizora, była za to dziura wycięta w ścianie. Magiczny świat, oglądany przez nią oczyma małego dziecka, rozpalał i kształtował wyobraźnię. Już jako kilkuletni brzdąc zetknął się z komisariatem. Ojciec był milicjantem i z konieczności zabierał go czasem do pracy.

    Na zakręcie

    Po skończeniu łódzkiej "filmówki" Marek Włodarczyk zagrał w serialu "Daleko od szosy" i wkrótce potem wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Od tego czasu żyje, jak twierdzi, na nieustannym zakręcie - szybko, aktywnie, czasami na krawędzi...

    Większość czasu spędza na planach filmowych. Może miał szansę podbić Hollywood? Postawił jednak na miłość i wrócił do kraju, z tęsknoty za ukochaną dziewczyną. Wspólne życie trwało tydzień. Dzisiaj wie, że nie była to dobra lokata uczuć. - Musiałem zacząć od nowa, podjąć pracę. Tak trafiłem do teatru w Katowicach - wspomina.

    Tego, jak tam się znalazł, dokładnie nie pamięta: - To była dwutygodniowa przerwa w życiorysie. Jeździliśmy z kolegą po Polsce. Niewiele z tego pamiętam.

    Teatr i miasto przywitały go przyjaźnie. Tam poznał matkę swojego najstarszego syna Patryka, aktorkę Grażynę Dyląg. W 1981 roku wyjechał do Berlina, gdzie zastał go stan wojenny. Termin powrotu do Polski odwlekał się. Dostał angaż w teatrze berlińskim. Posypały się propozycje grania na niemieckich scenach, również w Kolonii i Hamburgu, gdzie osiedlił się z rodziną. Najbardziej ceni sobie rolę Stanleya Kowalskiego w sztuce "Tramwaj zwany pożądaniem", która przyniosła mu bardzo pochlebne recenzje.

    Bez śladu kobiety

    Gdy kariera rozwijała się dynamicznie, przeżył swój drugi, poważny życiowy zakręt. Związek z Grażyną Dyląg nie przetrwał próby czasu. Rozstanie po 12 latach aktor okupił fatalnym stanem zdrowia. Rzucił się w wir pracy. - Jeździłem z teatrem po całych Niemczech, Szwajcarii i Austrii. Codziennie graliśmy w innym mieście. Źle znosiłem hotelową samotność, podobnie jak obecnie, w Warszawie. W wynajętym mieszkaniu od kilku miesięcy nie ma śladu kobiety - wyznaje.

    Uczuciową pustkę wypełniła mu niebawem kolejna miłość. I tym razem serce zabiło do aktorki, tyle że niemieckiej. Są razem od 12 lat, mają dwóch synów - siedmioletniego Simona i dwunastoletniego Vincenta. W życiu prywatnym Marka Włodarczyka jest pewna prawidłowość i zasady - synowie przychodzą na świat co pięć lat, a żadna z matek jego dzieci nie była jego żoną. - Nie było czasu na podjęcie decyzji i ślub - twierdzi popularny aktor.

    Mimo że zwroty akcji w jego życiu prywatnym bywały mniej przewidywalne niż w filmie sensacyjnym, nie zamierza nic zmieniać. Źle znosi rozłąkę z rodziną. Dlatego już wkrótce jego życiowa partnerka i synowie zamieszkają w Polsce. Tymczasem aktor poświęca się pracy - 10, 12 godzin spędza na planie filmowym. Przyznaje, że tak ciężko dawno nie pracował. Polubił swojego bohatera - glinę i kolegów z planu. Choć w Niemczech dostał niedawno interesujące i intratne propozycje filmowe, nie żałuje decyzji zagrania w polskim serialu. - Główna rola to wysoka poprzeczka związana z dużą odpowiedzialnością i myślę, że każdy aktor chciałby się z nią zmierzyć - uważa Marek Włodarczyk.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo