Rozmowa z małżeństwem aktorskim - EWĄ GAWRYLUK I WALDEMAREM...

    Rozmowa z małżeństwem aktorskim - EWĄ GAWRYLUK I WALDEMAREM BŁASZCZYKIEM

    Teresa GAŁCZYŃSKA

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Najpierw zafascynowali się swoim aktorstwem i urodą. ON - widząc Ewę w Teatrze Współczesnym w Warszawie. ONA - gdy zobaczyła go w filmie "Autoportret z kochanką". Nigdy nie zagrali razem, choć występowali w tych samych serialach: "Miodowe lata" i "Zostać Miss". Od pięciu lat są małżeństwem, mają czteroletnią córeczkę Marysię i żartują, że muszą zrobić jakąś zadymę, aby przestano ich pytać o receptę na to, jak być przykładnym małżeństwem. Ewa Gawryluk gra ostatnio w serialu "Na Wspólnej", Waldemar Błaszczyk w "Camera cafe"

    * Założę się, że przeczytałaś recenzję po premierze "Autoportretu z kochanką" przyrównałaś tego oto faceta do Brada Pitta i pomyślałaś: "To będzie mój mężczyzna!" Tak było?

    Ewa Gawryluk: - Otóż, mylisz się! Najpierw zobaczyłam Waldka na zdjęciu w gazecie, gdzie miał taką minę, iż pomyślałam: "Kolejny cwaniaczek z warszawskiej szkoły teatralnej, któremu się udało". Nieco później obejrzałam ten film w telewizji, w 1998 roku, dwa lata po premierze kinowej i wtedy rzeczywiście bardzo mi się spodobał. Był naturalny, niczego nie udawał, a jako aktorka potrafię to ocenić. A ponieważ mieszkał w tym czasie z kolegą, z którym grałam w serialu "Z pianką czy bez", zatelefonowałam, aby - zgodnie ze zwyczajem aktorskim - podziękować za świetnie zagraną rolę. Zapewniam jednak, że podczas tej rozmowy, nawet przez moment, serce nie zabiło mi mocniej. To był wyłącznie przyjacielski gest.

    Waldemar Błaszczyk: - A propos miny. Urodziłem się w małym miasteczku. Po roku studiów w szkole teatralnej dostałem propozycję zagrania głównej roli w filmie. Czułem się jak w siódmym niebie, a jednocześnie mało nie umarłem ze strachu, czy sobie poradzę. Nie miałem zielonego pojęcia, jak gra się w filmie. Stąd ta mina, która towarzyszyła mi przez większość dni zdjęciowych.

    Ewa Gawryluk: - W dodatku partnerował Kasi Figurze, która była polskim symbolem seksu.

    Waldemar Błaszczyk: - Raz, że miałem robić coś, do czego nie byłem jeszcze przygotowany. Dwa - sceny rozbierane, w tym jedna erotyczna. Wybitne nazwiska aktorów, których miałem spotkać na planie: Figura, Trela, Baka, Wyrodek i reżyser Piwowarski. I nagle ja - człowiek znikąd - miałem zmierzyć się z tym wszystkim. To był ogromny stres.

    * Odczuwałaś podobnie grając rozbierane sceny w "Szulerze"?

    Ewa Gawryluk:
    - I to jak? Natychmiast po zdjęciach upiłam się, żeby o tym zapomnieć. Jeżeli człowiek nie ma w sobie tak zwanego ekshibicjonizmu, musi złagodzić takie przeżycie. Tym bardziej że scenę erotyczną grałam z aktorem amerykańskim, który, jak się potem okazało, przeżywał to jeszcze bardziej niż ja. Nie chciał nawet zdjąć majtek. Reżyser walczył, jak wykadrować sceny w filmie kostiumowym, gdzie na plan pierwszy wchodziły majtki z napisem Calvin Klein. Jak widać, nie tylko kobiety mają stresy. Faceci również.

    Waldemar Błaszczyk: - Moje wyobrażenie o scenach roznegliżowanych było takie: wchodzi operator, włącza kamerę i wychodzi. Na planie zostaje reżyser, który w trakcie nagrania odwraca się, a później sprawdza efekt na monitorze (śmiech). Okazało, że w praktyce wygląda to trochę inaczej. Nie dość, że podczas zdjęć obecna była cała ekipa, dźwiękowcy, charakteryzacja, i tak dalej..., to przybiegło parę osób, które nie zdążyły jeszcze zobaczyć Kasi Figury na golasa i kilka pań, które mnie nie widziały. Teraz można się śmiać, ale wtedy był to ogromny stres.

    * Większość ludzi oglądając takie sceny myśli, że sprawiają aktorom przyjemność.

    Ewa Gawryluk:
    - Zapewniam, że w takich momentach kompletnie nic się nie dzieje. To wyłącznie czysta gra, technika. Trudno w takich momentach o podniecenie.

    * Po raz ostatni wystąpiłaś nago w filmie "Operacji koza"?

    Ewa Gawryluk:
    - Tam była tylko kąpiel pod prysznicem, w porównaniu z innymi filmami - to nic takiego. Nagrywasz scenę i wychodzisz. Dużo bardziej wstydliwe są ujęcia z drugim człowiekiem, kiedy ciało funkcjonuje z ciałem. Przecież wiesz doskonale, że nie wszystkich aktorów, z którymi się gra, musisz lubić prywatnie.

    * Z drugiej strony, gdyby nie ta nuta erotyzmu, nie pisano by: "arcyzgrabna Ewa Gawryluk". Wiele kobiet nadal ci zazdrości.

    Ewa Gawryluk:
    - To prawda, ale my kobiety wiecznie jesteśmy niezadowolone. Pisano o moich walorach fizycznych, lecz nie pisano o umiejętnościach zawodowych. Przez bardzo długi czas byłam wyłącznie ciałem, nie aktorką.

    * Chyba to nie do końca prawda. Twój pierwszy film "Dziecko szczęścia" i główna w nim rola otworzyła ci drogę do kariery. Reżyserzy dostrzegli również twoje zdolności aktorskie.

    Ewa Gawryluk:
    - To prawda, ten film był dla mnie bardzo ważny. Upłynęło jednak sporo czasu, zanim otrzymałam rolę, która w pełni by mnie satysfakcjonowała zawodowo. To była rola w "Odwiedź mnie we śnie" - fabule, która dzieje się na ziemi i w zaświatach. Grałam tam Marchewę - dziewczynę, która popełnia samobójstwo i po latach spotyka w niebie swoją koleżankę.

    * Rola z pozoru tragiczna, ale zagrałaś ją z pewnym przesłaniem...

    Ewa Gawryluk:
    - Na co dzień nie myślimy o śmierci, chyba że jesteśmy ciężko chorzy. Raczej odsuwamy od siebie takie myśli. Grając jednak tę postać, musiałam skłonić się do takich przemyśleń. Nie były to smutne przemyślenia. Pozwoliły mi dojść do wniosku, że życie po śmierci nie musi być dla nas męczące, i tak też starałam się to zgrać.

    * Oboje macie na koncie również role w serialach. Mówi się, że ta ostatnia zawsze jest najważniejsza.

    Waldemar Błaszczyk:
    - Być może w moim przypadku to prawda. Ewa ma trochę dłuższą listę. Rola Marcina w "Camera Cafe" jest drugą po "Autoportrecie z kochanką", z której jestem w pełni zadowolony. Przede wszystkim nie muszę grać siebie, jak to zwykle bywa w serialach. Bycie na planie kimś innym to dla aktora największa frajda. Poza tym uwielbiam komedie i lubię rozśmieszać ludzi. Ewa ma również talent komediowy. Pewnie widziałaś, jak pięknie wcieliła się w głupią, wiecznie uśmiechniętą blondynkę, która nic nie rozumie w "Królu Przedmieścia".

    * W serialu "Na Wspólnej" żona ci się nie podoba?

    Waldemar Błaszczyk:
    - Moja żona zawsze mi się podoba, również jako Ewa Nowak jest prawdziwa i naturalna. A myślę, że w serialu o to chodzi.

    Ewa Gawryluk: - To są kompletnie skrajne role. Nie ukrywam jednak, że również lubię komedie, bo zawsze mogę się z czymś zmierzyć. A jeśli na dodatek się udaje, bardziej smakuje.

    * Czy dla tak nadal seksownej kobiety nie za wcześnie na role matek?

    Ewa Gawryluk:
    - Tak tego nie odczuwam. Moja postać "Na Wspólnej" jest matką, ale też kobietą biznesu, ma wiele spraw na głowie. A prócz tej roli mam jeszcze życie prywatne, gdzie nadal czuję się seksowna. Szczególnie u boku takiego faceta jak Waldek.

    Waldemar Błaszczyk: - Znam wiele kobiet, które będąc matkami nadal pozostają seksowne. Bycie matką w niczym nie przeszkadza.

    * Wiele was łączy: małżeństwo, dziecko, poczucie humoru... I co jeszcze?

    Waldemar Błaszczyk
    - ...i wspólny samochód. Nie mamy rozdzielności majątkowej, więc również wspólne konto. Jak znajomi Ewy wysyłają kartkę, dopisują: "Pozdrów męża.." (śmiech). A tak a propos... Odbieram list polecony dla Ewy, a pani z okienka przygląda mi się uważnie i pyta: "To naprawdę pana żona? Ma inne nazwisko". Wtedy muszę tłumaczyć, że moja żona jest aktorką i ma prawo do swojego nazwiska. Tym bardziej że jedna Ewa Błaszczyk już istnieje na rynku artystycznym. Pozdrawiam wszystkie panie z urzędów.

    Ewa Gawryluk: - Również wykazałam zero reakcji, gdy po urodzeniu dziecka, w szpitalu, wołano: "Jest pani Ewa Błaszczyk"?

    Waldemar Błaszczyk: - Tuż po ślubie Ewa poznała mnie z Krzysztofem Kowalewskim. Dzwonię po dwóch tygodniach: "Dzień dobry. Mówi Waldemar Błaszczyk". Na co słyszę: "Kto? A... Waldemar Gawryluk". Często tak się zdarza. Zdążyłem się już przyzwyczaić.

    Ewa Gawryluk: - Jeśli ludzie się kochają, takie drobiazgi nie mają znaczenia.

    * Dziękuję za rozmowę.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo