Rozmowa z aktorką MAŁGORZATĄ ROŻNIATOWSKĄ

    Rozmowa z aktorką MAŁGORZATĄ ROŻNIATOWSKĄ

    Artur SZCZUKIEWICZ

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Małgorzata Rożniatowska jest znakomitą aktorką teatralną, odtwórczynią kilkudziesięciu zapadających w pamięć widzów filmowych epizodów - między innymi w "Awansie", "Krzyku", "Pokuszeniu", "Faustynie", "Szczęśliwego Nowego Jorku". Za rolę w "Cześć Tereska" nominowana była do Orła - polskiego Oscara. Od kilku lat oglądamy ją niemal w każdy weekend jako Elżunię Kleczkowską w popularnym serialu "Złotopolscy".

    * Jak trafiła pani do "Złotopolskich"?

    - Z drugim reżyserem "Złotopolskich" - Małgorzatą Zaliwską - współpracuję już od ponad dwudziestu lat.
    Zadzwoniła kiedyś do mnie i poprosiła, żebym przyszła na rozmowę w sprawie obsadzenia nowej roli w serialu. Prowadziłam wtedy Biuro Promocji i Informacji, działające przy Związku Artystów Scen Polskich - zajmowałam się "swataniem" aktorów z reżyserami i producentami, więc myślałam, że Małgosi chodzi o pomoc w znalezieniu aktorki, która mogłaby zagrać Kleczkowską. Tymczasem ona powiedziała mi, że chce, bym to ja wcieliła się w Elżunię. Skierowała mnie do charakteryzatorki, przedstawiła ekipie i tak się zaczęła moja przygoda ze "Złotopolskimi". Z czasem mój epizod rozrósł się, postać nabrała barw...

    * ...a Kleczkowska podbiła serca telewidzów. Lubi ją pani?

    - Bardzo! Z tekstu, który dostałam od reżyserów na początku, wynikało jasno, że jest to niezwykle nieprzyjemna, wręcz wstrętna baba. Starałam się dodać jej trochę pozytywnych cech i cieszę się, jeśli udało mi się zyskać dla niej sympatię widzów. Jestem aktorką charakterystyczną i całe życie grałam podobne postacie, ale zawsze sprawiało mi to wielką radość.

    * Niewiele wiemy o pani wcześniejszym dorobku aktorskim, bo pozostawała pani dotąd w cieniu wielkich gwiazd.

    - Jestem absolwentką warszawskiej szkoły teatralnej. Skończyłam ją ćwierć wieku temu! Pracowałam w teatrze w Płocku, potem na ponad dziesięć lat związałam się ze sceną na Targówku, byłam też w zespole Janusza Wiśniewskiego, występowałam w Teatrze Rozmaitości. W filmach grałam zazwyczaj bardzo charakterystyczne postacie, niewielkie role - za to zawsze u znakomitych reżyserów i u boku wspaniałych partnerów. Bardzo ciepło wspominam współpracę z Krzysztofem Kieślowskim, z którym spotkałam się na planie "Krótkiego filmu o miłości", z Maciejem Dejczerem w "300 milach do nieba"... Tak się złożyło, że w moim dorobku filmowym są przede wszystkim epizody.

    * To pani świadomy wybór czy może po prostu filmowcy nie dostrzegali pani do tej pory?

    - Nie dostrzegali mnie, ale było w tym wiele mojej winy. Kiedy pracowałam na Targówku, nie wychylałam stamtąd nosa - mieszkałam naprzeciwko teatru i wcale nie dbałam o to, by zaistnieć także gdzie indziej, a reżyserzy filmowi rzadko odwiedzali nasz teatr. Żartuję czasem, że na Targówku "nabierałam warunków".

    * Co to znaczy?

    - W szkole teatralnej miałam bardzo mądrych profesorów, którzy powtarzali mi zawsze, że - o ile utrzymam się w zawodzie - to mój czas nadejdzie, gdy skończę czterdziestkę. W ogóle nie nadawałam się, by grać amantki. Żadne Klary, Ofelie czy Julie - te postacie były poza moimi możliwościami. Musiałam czekać, aż czas "popracuje" trochę nad moim wyglądem. To właśnie nazywam "nabieraniem warunków". Prawdopodobnie przepowiednie profesorów ze szkoły się spełnią, bo reżyserzy coraz częściej mnie dostrzegają.

    * Nie czuje się pani rozżalona, że właśnie w taki sposób potoczyły się pani zawodowe losy?

    - Odziedziczyłam po ojcu ogromną pogodę ducha, która pozwala mi przetrwać nawet najcięższe chwile. Wykonuję swój zawód uczciwie - nieważne czy mam zagrać malutką, czy dużą rolę - najważniejsza jest praca. Czy jestem zadowolona? Szczerze powiem, że nie znam aktora, który byłby zawsze zadowolony. Nawet jeśli zagra po kolei trzy główne role, pyta: "A gdzie te siedem kolejnych?" Nigdy nie jesteśmy nasyceni, ciągle chcemy więcej pracować!

    * Podobno śpiewa pani w filharmonii.

    - Jestem aktorką śpiewającą i korzystam z możliwości, jaką daje mi członkostwo w Filharmonii imienia Romualda Traugutta - możliwości pośpiewania sobie pięknych, czasem trudnych rzeczy.

    * Jakim głosem pani dysponuje?

    - Altem, żeby nie powiedzieć kontraltem. Niektórzy uważają, że mam najniższy kobiecy głos w Polsce.

    * Działała pani w Związku Artystów Scen Polskich... Skąd pani przyszło do głowy, by - zamiast zajmować się swoją karierą - pomagać w robieniu kariery innym aktorom?

    - Zwerbowały mnie do tej pracy koleżanki. Ewa Florczak, Sławka Łozińska i Ewa Ziętek zamierzały kilka lat temu założyć Koło Bezetatowych Aktorów, zadzwoniły do mnie z pytaniem, czy nie miałabym ochoty wpaść, by im pomóc. Wpadłam i zostałam. Powstało Biuro Informacji i Promocji, przypominające kształtem agencję dysponującą bazą danych o ogromnej rzeszy aktorów, którzy sami mają utrudniony kontakt z realizatorami filmów czy reklam. Przychodzą do nas reżyserzy szukający odtwórców do ról w swoich filmach, my proponujemy im konkretne nazwiska, a potem kontaktujemy z wybranymi osobami. Zajmowaliśmy się ponad dwoma tysiącami "podopiecznych"!

    * Byli wśród nich aktorzy na przykład z Radomia lub Kielc?

    - Mamy w naszym albumie fotografie niemal wszystkich aktorów z Radomia. Swoje zdjęcia i dane przysłały nam również Janina Utrata i Viola Arlak. Wstyd przyznać, ale do innych koleżanek i kolegów występujących na co dzień na scenie Teatru imienia Stefana Żeromskiego jeszcze nie dotarliśmy.

    * Kielce leżą przecież tak blisko Warszawy...

    - Wiem, bo odkąd wyszłam za mąż, niemal każde wakacje spędzam w tamtych stronach. Siostra i brat mojego męża mieszkają w Pińczowie, miasteczku, do którego uwielbiam przyjeżdżać.

    * Dziękuję za rozmowę.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo