Chodnik nie dla nich

    Chodnik nie dla nich

    /AD/

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Urszula Malińska, szefowa "Solidarności" w Mielcu

    Urszula Malińska, szefowa "Solidarności" w Mielcu ©A. Dziekan

    Pracownicy firm w Specjalnej Strefie Ekonomicznej w Mielcu nie mają szans na to, żeby ich interesów broniły związki zawodowe? - Kiedy staliśmy na chodniku z ulotkami i czekaliśmy na kończących pracę ludzi, ochroniarze z pobliskiej firmy chcieli nas stamtąd przegonić. Pracodawcy się nas boją - mówi Edyta Łącka z "Solidarności". - U nas nie ma związku i ludzie nie chcą go wcale zakładać. A "Solidarność" nie umie przyciągnąć ludzi - komentuje kierownik personalny w "Kirchhoffie".

    Czy związki zawodowe nie mają wstępu do mieleckiej strefy? Urszula Malińska, szefowa "Solidarności" w Mielcu, mówi, że dla jej związku firmy w strefie są szczelnie zamknięte.
    "Solidarność" próbuje dotrzeć do pracowników i skłonić ich, żeby wreszcie się skrzyknęli i wspólnie zaczęli bronić swoich praw, ale bez rezultatu. Ludzie nie chcą, bo się boją, że inicjatorów takich przedsięwzięć spotkają surowe konsekwencje ze strony pracodawców. - Dla powstania związków muszą być chociaż trochę sprzyjające warunki. A ze strony szefów firm nie ma nawet małego przyzwolenia na takie inicjatywy - mówi.

    Ludzie z "Solidarności' przekonali się o tym na własnej skórze. Do strefy od maja do później jesieni wysyłali trenerów związkowych, czyli osoby, które mają za zadanie namawiać pracowników do zakładania związku. Wśród ich była też Edyta Łącka. Opowiada: - Staliśmy z ulotkami na chodniku obok jednej z firm. I wtedy podeszli do nas pracownicy ochrony z tej firmy. Kazali się usunąć z chodnika na ulicę. Twierdzili, że chodnik to też teren firmy, a dyrekcja firmy nie życzy sobie, żebyśmy na nim stali.

    Edyta Łącka nie ma złudzeń, że solidarnościowcy zostali w ten sposób potraktowani właśnie ze względu na swoją działalność - namawiali pracowników na zakładanie związku.

    - Uważam, że rzeczą chorą jest, żeby związki zawodowe zakładał ktoś z zewnątrz. Tego muszą podjąć się sami pracownicy - twierdzi dyrektor Specjalnej Strefy Ekonomicznej Mariusz Błędowski.

    Czy próbują? Z dyrektorem firmy "Geyer & Hosaja" nie udało się nam porozmawiać. Jego sekretarka odsyła do właściciela Andrzeja Hosaji. I rzuca na koniec: - Nieraz były telefony w tej sprawie, ale dyrektor jest przeciwny zakładaniu związków.

    Andrzej Hosaja urzęduje w oddziale firmy w Partyni. Ale go nie ma. W jego imieniu wypowiada się Jarosław Zubiel: - Do tej pory nikt u nas nie chciał zakładać związków.

    Kierownik personalny firmy "Kirchhoff" w strefie informuje, że w zakładzie urzędują, zamiast związków, przedstawiciele pracowników, którzy współpracują z dyrekcją.

    Więc dlaczego nie może Solidarność"? Kierownik odpowiada, że nie ma żadnych przeszkód. Problem w tym, że ludzie się wcale nie garną do "Solidarności". Nie potrafi ich przyciągnąć. - I nie chcą powierzać jej swoich pieniędzy. Bo składka na taki związek to jeden procent wynagrodzenia - przekonuje.



    Urszula Malińska, szefowa "Solidarności" w Mielcu: - W strefie jest naprawdę ciężko, nie ma związków, nie ma ochrony, ci ludzie nie mają gdzie iść, gdy pracodawcy łamią ich prawa. Przychodzą więc zwykle do nas po poradę prawną. Opowiadają, jak to zostali bez uzasadnionej przyczyny zwolnienie, jak pracują w godzinach nadliczbowych i nie dostają za to pieniędzy, albo jak właściciel zatrudnia ich na pół etatu, a w rzeczywistości pracują na cały etat.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo