Wolałbym być policjantem

    Wolałbym być policjantem

    Agata NIEBUDEK

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Rozmowa z Andrzejem Gołdą - kielczaninem, współscenarzystą seriali "Na dobre i na złe" oraz "Kryminalni".

    * Gdybyś nie był scenarzystą, wołałbyś być lekarzem czy policjantem?

    - Lekarz to piękny zawód: lecząc, a nierzadko ratując ludzkie życie rzuca wyzwanie Panu Bogu, ale chyba jednak wolałbym być policjantem.

    * Dlaczego?

    - Policjant, który prowadzi śledztwo, to kwintesencja postawy poznawczej właściwej rodzajowi ludzkiemu.
    Żeby coś zrozumieć, dotrzeć do prawdy trzeba najpierw przeprowadzić dochodzenie. Policjant to ktoś, kto uznaje prawdę za wartość, której poszukiwaniu gotów jest poświecić całą inteligencję, wszystkie swoje siły, dla której gotów jest ryzykować własne życie. To po pierwsze. Po drugie: policjant przywraca ład moralny w społeczeństwie. Jeśli popełniono zbrodnię to przestępca musi być złapany i ukarany.

    * "Kryminalni" to twój drugi serial sensacyjny, do którego piszesz scenariusze. Czy korzystałeś z doświadczeń zdobytych przy "Policjantach"?

    - Pisząc "Policjantów" myślałem o serialu czystym gatunkowo, w stylu "Kryminalnych", a nawet bardziej "Gliny", jednak podczas realizacji, scenariusz został zbyt udziwniony przez reżysera - miało być takie "Miasteczko Twin Peaks" po polsku, ale nie do końca wyszło. "Policjanci" mieli swój własny styl i klimat, ale przeciętny widz był trochę zdezorientowany. Jeśli chodzi o "Kryminalnych" to realizowani są "po bożemu", tak, jak to jest zapisane w scenariuszu.

    * Kto wymyślił głównych bohaterów - starego policyjnego wygę i dwójkę jego młodszych, mniej doświadczonych partnerów?

    - Ojcem "Kryminalnych" jest Tadeusza Lampka, najlepszy producent seriali w Polsce. To on stworzył i realizuje "Na dobre i na złe" i "M jak miłość". Współtwórcami "Kryminalnych" od samego początku są Ryszard Zatorski i Piotr Wereśniak. Kiedy zaproszono mnie do pracy przy serialu był on wciąż w fazie planowania, dopiero kształtowały się nasze wyobrażenia o tym, jacy powinni być główni bohaterowie.

    * Czy rolę Zawady od początku miał grać Marek Włodarczyk - aktor, który od lat mieszka w Niemczech i właściwie nie wystąpił w żadnym polskim filmie?

    - Były przymiarki "pod" innych aktorów, ale szczęśliwie skończyło się na Włodarczyku. W tym miejscu osobista dygresja. Wiele lat temu nadawano w naszej telewizji niemiecki serial kryminalny "Pani komisarz". W jednym z odcinków aktor grający przestępcę - Rosjanina, weterana wojny w Afganistanie - kompletnie przyćmił swoją kreacją parę głównych bohaterów - policjantów. Tak mnie zafrapowała jego gra i charyzma, że specjalnie zwróciłem uwagę na napisy końcowe i zobaczyłem polskie nazwisko - Marek Włodarczyk. Gdy Tadeusz Lampka powiedział mi, że w roli Zawady chce obsadzić zupełnie "nową twarz" - nieznanego w Polsce Włodarczyka, od razu sobie go przypomniałem. Ucieszyłem się i uznałem to za dobry znak; wiedziałem, że facet z miejsca podbije naszą widownię. Kiedy opowiadałem to Markowi Włodarczykowi nie mógł uwierzyć, że zapamiętałem go z niemieckiego serialu. Okazało się, że on też doskonale pamięta tamten odcinek, bo omal nie stracił życia podczas finałowej sceny swego samobójstwa: broń, z której do siebie strzelał była nabita ostrą amunicją!

    * Emisja pierwszej części "Kryminalnych" zbiegła się z emisją "Gliny". Porównywałeś oba seriale?

    - Owszem, choć trudno je porównywać, bo są zupełnie inne. Tadeusz Lampka oparł "Kryminalnych" na podobnym pomyśle jak "Na dobre i na złe". Tamten serial początkowo też nie miał najlepszej prasy, zarzucano mu, że opowiada jakąś bajkę - o szpitalu, gdzie są sami fantastyczni lekarze, którzy potrafią leczyć nie tylko ciało, ale i duszę, nie biorą łapówek... Z "Kryminalnymi" jest podobnie - opowiadamy o policjantach, którzy nie są uwikłani w żadne układy, nie mają problemu z odróżnieniem białego od czarnego, nie są zgorzkniali i przyświeca im tylko jeden cel - schwytanie przestępcy i postawienie go przed obliczem Temidy.

    * "Glina" jest bliższy rzeczywistości niż "Kryminalni"...

    - Zgadzam się, ale nie wiem czy bardziej trafia w potrzeby widzów. Bo film jest przede wszystkim fabryką marzeń. Ludzie chodzą do kina i oglądają telewizję, bo szukają ucieczki od własnych problemów, wytchnienia od nudy i szarej codzienności. Wszyscy psioczą na naszą służbę zdrowia, ale nadzwyczajna popularność "Na dobre i na złe" dowodzi, że serial ten idealnie trafia w zapotrzebowanie widzów. Mam nadzieję, że z "Kryminalnymi", będzie podobnie.

    * Trudniej ci się pisze scenariusze do "Na dobre i na złe" czy do "Kryminalnych"?

    - Dużo łatwiej jest wymyślić historię obyczajową niż kryminalną - czego dowodem jest mnogość seriali obyczajowych i tasiemcowych telenowel. W pierwszym przypadku można czerpać z doświadczeń własnych, rodziny i znajomych; zbrodnię - na szczęście - znamy tylko z mediów, innych filmów. Poza tym kryminał zmusza twórcę do wyjątkowej dyscypliny, jakiej nie wymagają inne gatunki. Obowiązują tu sztywne reguły: nie można naruszyć związków przyczynowo-skutkowych, czasowych, przestrzennych. Wszystko służy kryminalnej intrydze. Nie da się jej "dosztukować" pobocznymi wątkami, perypetiami osobistymi postaci.

    * Czy te sztywne ramy nie ograniczają wyobraźni?

    - Nie, bo wciąż trzeba wymyślić atrakcyjną historię, poprowadzić "grę z widzem" podsuwając mu wskazówki: zarówno prawdziwe, jak i fałszywe, wreszcie zaskoczyć go nieoczekiwanym rozwiązaniem.

    * Korzystasz z pomocy fachowców?

    - Owszem, choć scenariusze do "Kryminalnych" są zdecydowanie bardziej samodzielne, autorskie niż "Na dobre i na złe", gdzie losy osobiste głównych bohaterów są wynikiem wspólnych ustaleń scenarzystów pracujących przy serialu. Poza tym w każdym odcinku jest jakiś przypadek medyczny, przy którym absolutnie konieczna jest pomoc konsultantów. Bez niej nie napisałbym wiarygodnej sceny badania lekarskiego czy operacji. Natomiast ze scenami analizy miejsca zbrodni, przesłuchania świadka czy podejrzanego potrafię sam sobie poradzić.

    * Czy w losach bohaterów serialu "Na dobre i na złe" czekają nas kolejne zawirowania?

    - Tak, i to niemałe. Ich przedsmak mieliśmy w ostatnim odcinku - Zosia została potrącona przez samochód - do którego scenariusz napisałem wspólnie z Agnieszką Krakowiak, byłą dziennikarką z Kielc, a obecnie głównym dramaturgiem serialu.

    * Dlaczego bohaterowie "Kryminalnych" nie mają życia osobistego?

    - 45 minut to bardzo mało czasu na opowiedzenie wiarygodnej sytuacyjnie i psychologicznie historii. Nasi bohaterowie nie są omnibusami i nie mogą błyskawicznie dochodzić do prawdy. Taki geniusz jak Columbo potrzebował na to półtorej godziny!... Krótko mówiąc na losy osobiste nie ma w "Kryminalnych" miejsca, a jeśli już to w formie śladowej. Ale taka formuła to nic nowego - bohaterowie najsłynniejszych seriali policyjnych jak wspomniany "Columbo", "Kojak", "Ulice San Francisco", czy "W obronie prawa" - nie mają życia osobistego.

    * Czy pisząc scenariusze do "Kryminalnych" wzorujesz się na tamtych serialach i czy w ogóle oglądasz filmy kryminalne?

    - Bardzo lubię ten gatunek, ale staram się unikać amerykańskich klisz. Szukam inspiracji w naszej polskiej rzeczywistości, w wydarzeniach, które opisuje prasa. Przy czym zupełnie nie "kręcą" mnie zawodowi gangsterzy, kryminaliści, którzy bez zmrużenia oka potrafią zastrzelić człowieka. Interesują mnie zwykli ludzie, którzy przez przypadek, niefortunny zbieg okoliczności, z powodu własnej głupoty, zachłanności, gniewu czy zazdrości wikłają się w sytuacje, które prowadzą ich do zbrodni.

    * Skąd wziąłeś pomysł na "Taras z widokiem" - odcinek otwierający drugą serię "Kryminalnych"?

    - Przeczytałem gdzieś wzmiankę o tym, że jakiś dzieciak zdemolował gabinet dyrektora, chcąc pomścić ojca wyrzuconego z pracy. Na tej kanwie wymyśliłem nieumyślne zabójstwo i związane z tym komplikacje, aż po samobójczą próbę skoku chłopca z dachu wieżowca... Chyba procentuje to, że przez wiele lat byłem dziennikarzem i z tamtych czasów pozostał mi "zmysł reporterski". Teraz pracuję nad historią, dla której inspiracją jest medialne zamieszanie wokół "Biedronki" i wyzysku pracowników supermarketów...

    * Wracasz do historii, które opisywałeś jako dziennikarz?

    - Gdy się tylko nadarza okazja. Mój ostatni odcinek, właśnie został skierowany do realizacji, traktuje o niebezpiecznej sekcie religijnej. Kiedyś zajmowałem się takim tematem. Pisałem też o satanistach i to również chciałbym w przyszłości wykorzystać.

    * Mówiłeś, że w "Kryminalnych" nie ma miejsca na osobiste życie bohaterów. Ale jednak coś niecoś o nich wiemy. Czy na przykład Marek i Basia będą parą?

    - Wszystko przed nami... Choć mnie najbardziej odpowiadałoby takie rozwiązanie jak w "Archiwum X", gdzie przez cały czas między parą głównych bohaterów wyraźne "iskrzyło", było erotyczne napięcie, ale do wyznań i "konsumpcji" nigdy nie doszło. Gdyby w "Kryminalnych" udało się osiągnąć taki efekt - byłoby fantastycznie. Jeśli chodzi o życie osobiste Marka to mogę zdradzić, że w najbliższych odcinkach czeka widzów pewna niespodzianka. W życiu Zawady pojawi się kobieta, bardzo bliska jego sercu...

    * A ty - jakie masz plany na przyszłość?

    - Chciałbym wreszcie zobaczyć któryś ze swoich scenariuszy na dużym ekranie. Kilka z nich jest u różnych producentów, czekają na swoją szansę... W maju telewizja pokaże film fabularny w ramach cyklu "Święta polskie", do którego napisałem scenariusz. Opowiada o Pierwszej Komunii Świętej: podczas poprzedzającej ją spowiedzi ksiądz dowiaduje się, że jedna z dziewczynek jest molestowana seksualnie przez własnego ojca. To film o dramatycznych wyborach dwojga osób - małej dziewczynki i księdza, który związany jest tajemnicą spowiedzi, ale nie może zostawić tej sprawy własnemu biegowi.

    * Dziękuję za rozmowę.



    Kim jest Andrzej Gołda?

    Andrzej Gołda - z wykształcenia polonista, w latach dziewięćdziesiątych dziennikarz kieleckich gazet. W 1996 roku otrzymał nagrodę Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, tak zwanego polskiego Pulitzera za najlepsze publikacje dotyczące problemów lokalnych; rok wcześniej - wyróżnienie honorowe w tej samej kategorii. Ukończył Studium Scenariuszowe przy Wyższej Szkole Filmowej w Łodzi. Jego pierwszy scenariusz "Biedroneczko, biedroneczko..." wygrał krajową edycję międzynarodowego konkursu Hartley-Merrill i reprezentował Polskę w finale w Hollywood. W 1998 roku - według jego scenariusza - Polsat zrealizował serial "Policjanci". Aktualnie pisze do seriali "Kryminalni" i "Na dobre i na złe". Inne scenariusze: "Piekło-niebo" w ramach cyklu "Święta Polskie" - wkrótce pokaże Telewizja Polska oraz "Hania", którego reżyserią jest zainteresowany dwukrotny zdobywca Oscara Janusz Kamiński.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo