Szokujące zarzuty

    Szokujące zarzuty

    /ZS/

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    - To był sympatyczny starszy pan, chyba chory, bo wolno się poruszał. Robił wiele dla Polonii w Ameryce Łacińskiej. Na myśl mi nie przyszło, że można mu coś zarzucić - tak o Janie Kobylańskim mówi senator Janina Sagatowska ze Stalowej Woli. Polskie władze przymierzają się do ekstradycji Kobylańskiego z Urugwaju, z powodu podejrzenia go o ludobójstwo w okresie II wojny światowej.

    Jak donosi prasa centralna, Instytut Pamięci Narodowej odnalazł dokumenty, z których wynika, że Jan Kobylański wydawał Niemcom ukrywających się Żydów.
    Pojawiły się nawet sugestie, że Kobylański był radzieckim szpiegiem. Tymczasem ten człowiek, który jest milionerem, piastował funkcję polskiego konsula honorowego w Urugwaju i zajmował się sprawami Polonii w Ameryce Łacińskiej.

    - W poprzedniej kadencji, jako przewodnicząca senackiej Komisji Emigracji Polaków za Granicą, znałam wszystkich prezesów organizacji polonijnych na świecie. Kobylański kierował jedną z największych organizacji polonijnych w Ameryce Łacińskiej. Robił wiele dla Polonii. Mówił o Polakach, o programie działania, stawiał pomniki, między innymi papieża - przypomina senator Janina Sagatoska. - Nie wiedziałam nic na temat cienia podejrzeń, jakie mogły padać na tego człowieka - zapewnia.

    - Dlaczego dopiero teraz to wyszło? - zastanawia się senator Sagatowska. - Dlaczego ambasadorzy wcześniej nie mówili o swoich podejrzeniach, nie reagowali. Jeżeli coś im się nie podobało, to najwyraźniej tolerowali to, a teraz sobie przypominają i powstała awantura - uważa pani senator.

    Czy pani senator wierzy, że Kobylański jest winny, że popełnił zarzucane mu czyny? - To nie kwestia wiary tylko faktów, czy to wszystko się okaże prawdą. Gdyby tak się stało, gdyby to była prawda, byłoby to szokiem dla mnie, bo poznałam go jako bardzo mocno zaangażowanego w sprawy polonijne. Zabiegał o to, żeby Polacy w Paragwaju, w Brazylii, w Urugwaju dbali o polskie korzenie, mieli swoje zespoły i dostęp do bibliotek z literaturą polską.

    - Zanim zaczęłam się zajmować sprawami polonijnymi, w ogóle o Kobylańskim nie słyszałam. Nie pamiętam, czy występowałam dla niego o odznaczenia. Na pewno nie korzystałam z żadnych innych nieformalnych możliwości kontaktu z nim. Na wakacje do niego nie jeździłam - stwierdziła senator Sagatowska.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo