Pobłogosławiony przez dwóch papieży

    Pobłogosławiony przez dwóch papieży

    Anna WIEJOWSKA

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Rolę Karola Wojtyły w filmie "Karol - historia człowieka, który został papieżem" włoskiego reżysera Giacomo Battiato paradoksalnie dostałem dzięki swojemu udziałowi w serialach - mówi Piotr Adamczyk. - Ta praca odmieniła całe moje życie.

    To, w jaki sposób Piotr Adamczyk został zaangażowany do roli Karola Wojtyły, opowiadają sobie wszyscy aktorzy występujący w serialach. Ku pokrzepieniu serc.
    Otóż, gdy Giacomo Battiato postanowił nakręcić film o papieżu, wiadomo było, że zagra go polski aktor. Włoski reżyser nie bardzo wiedział, jak się zabrać się do jego znalezienia. Wymyślił, że zadzwoni na informację telefoniczną do Krakowa i poprosi o pierwszy lepszy numer telefonu związany z aktorami. Kobieta z centrali telefonicznej skierowała go do dziekanatu Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie.

    - Dziewczyna z dziekanatu, do której mam już adres mailowy, na szczęście znała angielski - opowiada Piotr Adamczyk. - Gdy Giacomo Battiato zapytał ją, który z polskich aktorów mógłby - jej zdaniem - zagrać Papieża, ona odpowiedziała... Piotr Adamczyk. Oczywiście jestem jej dozgonnie wdzięczny i zaproszę ją na premierę filmu. Zdaję sobie jednak sprawę, że gdybym w ostatnim czasie nie grał w serialach, niewielkie byłyby szanse na to, by mnie znała czy zapamiętała, o poleceniu do roli już nie wspominając. Wiem, że pomogła mi tutaj moja telewizyjna popularność.

    Wkrótce po tym telefonie Giacomo Battiato zaprosił Piotra Adamczyka na rozmowę i zdjęcia próbne. Dwa tygodnie później było już pewne, że dziewczyna z dziekanatu krakowskiej szkoły przyniosła mu szczęście.



    Bezdomność bez teatru

    Jeszcze nie tak dawno Piotr Adamczyk opowiadał w wywiadach, że nie wyobraża sobie funkcjonowania poza teatrem. - Czułbym się wtedy jak ktoś bezdomny - mówił.

    W ostatnich latach związany był z "Teatrem Współczesnym" w Warszawie. Po otrzymaniu roli Wojtyły zrezygnował jednak z angażu. - To wcale nie oznacza, że zdecydowałem się na życie bez teatru - tłumaczy się Adamczyk. - Po prostu wybrałem funkcjonowanie poza instytucją. Zmusiła mnie do tego życiowa konieczność i odpowiedzialność. Ze względu na natłok obowiązków nie byłem w stanie wywiązywać się należycie wobec macierzystej sceny. Groziło to nawet zawalaniem repertuaru, wybrałem więc mniejsze zło. Tak naprawdę wciąż czuję się aktorem "Teatru Współczesnego", choć występuję też gościnnie w Teatrze Narodowym w Warszawie, gdzie gram Ludwika XIV w przedstawieniu "Władza". Słowem, scena i kontakt z widzem nadal są dla mnie najważniejsze. Ten trening, czyli granie co wieczór przed publicznością - mimo złego humoru, choroby czy tragedii rodzinnych - jest mi potrzebny do życia jak tlen. To on dostarcza mi adrenaliny. Na szczęście nie muszę się martwić o chęci do grania, bo mam je zawsze, odkąd tylko postanowiłem zostać aktorem.

    Dlaczego w ogóle został aktorem? - Chyba dlatego, że chciałem pokonać własną nieśmiałość - zastanawia się Piotr Adamczyk. - Nie da się ukryć, że łatwiej wypowiadać swoje sądy, będąc ukrytym za jakąś inną postacią. Przyznaję, że to wygodne i bardzo bezpieczne rozwiązanie.



    Serialom mówi teraz "nie"

    Przed laty ambitny aktor jak ognia unikał ról w serialach. Jednak dwa lata temu złamał się i przyjął propozycje pracy w "Na dobre i na złe", a następnie w "Pensjonacie Pod Różą". W tym samym czasie zagrał też, i to nawet główną rolę, w polsatowskim sitcomie "Dziupla Cezara". Koledzy po fachu komentowali po cichu, że Adamczyk ugiął się, bo potrzebował pieniędzy. Wziął kredyt na samochód i mieszkanie, a z teatru nie da się spłacać rat. On sam ani słowem nie wspomina jednak o takiej motywacji. Wymienia inne powody swojej decyzji. - Po filmie "Chopin. Pragnienie miłości", z którym wiązałem wielkie nadzieje, przez dwa lata pauzowałem - wspomina. - Nie dostawałem żadnych, ale to żadnych propozycji z kina. Z braku innego wyjścia zdradziłem swoje ideały i wybrałem pracę w serialach, lecz absolutnie tego nie żałuję.

    Aktor uważa, że związał się z serialami, które cechuje profesjonalizm na najwyższym poziomie. - Ta praca okazała się wielkim wyzwaniem - opowiada. - Czasem w ciągu dnia trzeba zagrać dziesięć scen z kilku odcinków. Niezwykłą szkołą aktorstwa był dla mnie sitcom dla Polsatu. No, właśnie, jak to brzmi: "Sitcom dla Polsatu"? Ale to tylko pozory. W ciągu tygodnia mieliśmy po pięć prób. Potem, w poniedziałek, nagrywaliśmy cały odcinek, na dodatek z udziałem żywej widowni. A to oznacza, że co tydzień musieliśmy przygotować nową premierę. Graliśmy ją dwa razy w ciągu dnia, praktycznie bez powtórek. Śmiechy, które potem pojawiały się w telewizji, były autentyczne. Musieliśmy więc grać dobrze, by publiczność zgromadzona w studio dobrze się bawiła. Poza tym miałem nadzieję zmienić podejście do sitcomów. To przecież niekoniecznie musi być byle co. Amerykańscy "Przyjaciele" są tego najlepszym przykładem.

    Role w serialach nie tylko pomogły mu zdobyć doświadczenie zawodowe, ale także przełamać dotychczasowy wizerunek. - O ile w szkole teatralnej i jeszcze wcześniej, w Ognisku Teatralnym państwa Machulskich, byłem postrzegany niemal wyłącznie jako aktor komediowy, o tyle później obsadzano mnie w zupełnie innym repertuarze - mówi. - Dlatego chciałem sprawdzić się w komedii, która nie bez powodu uchodzi za jeden z najtrudniejszych gatunków. Ona jest weryfikowana tu i teraz, od razu wiadomo, czy zrobiło się coś dobrze, czy źle, a rozstrzyga to śmiech publiczności. Jeśli żart nie działa, to klapa.

    Dzięki serialom, gościł w wielu polskich domach i zdobył wielką popularność, jakiej teatr i filmy kinowe nigdy by mu nie dały. Ze śmiechem reaguje na komentarze, że jak taki Kozerski z "Na dobre i na złe", który truje ludzi, mógł zagrać Ojca Świętego.

    Adamczyk ma pełną świadomość tego, że rola Karola Wojtyły na dłuższy czas wyznaczy jego wizerunek u widowni. - Prawdę mówiąc, bardzo się z tego cieszę - podkreśla. - Jeśli mówimy o niebezpieczeństwie kojarzenia aktora z jedną rolą, to jeśli akurat chodzi o Karola Wojtyłę, to nie mam nic przeciwko, bym był z nim kojarzony. W zasadzie to moje marzenie.

    - Wiem, że teraz ciąży na mnie ogromna odpowiedzialność - dodaje Piotr Adamczyk. - Dlatego podjąłem decyzję o wycofaniu się z pracy w serialach. Produkcja "Dziupli Cezara" została już zakończona, Jerzy Kozerski z "Na dobre i na złe" wyjechał za granicę, Jacek Kakietek z "Pensjonatu Pod Różą" też gdzieś wyjechał. W najbliższym czasie nie przewiduję pracy w serialach, choć, nauczony już doświadczeniem, wiem, że: "nigdy nie mów nigdy". Nie planuję również udziału w reklamach.



    Bez imitacji i naśladowania

    W filmie "Karol - historia człowieka, który został papieżem" Piotr Adamczyk starał się unikać wszelkich gestów naśladowczych i imitowania sposobu mówienia i zachowania, które kojarzymy z Karolem Wojtyłą. - Trudno tutaj mówić o jakiejkolwiek strategii w pracy nad tą rolą - zapewnia Adamczyk. - Szczęściu, które towarzyszyło otrzymaniu tej propozycji, towarzyszył brak snu z powodu radości oraz... strach. Wiedziałem, jaki ciężar na mnie spoczywa. Wcześniej obejrzałem znakomity film o Rayu Charlesie i zrozumiałem, że nie mogę pójść w tym samym kierunku, co aktor wcielający się w legendarnego wokalistę. On po prostu był Rayem Charlesem! A jakim cudem ja miałem być taki, jak Ojciec Święty w młodości? Nasz film zaczyna się w momencie, gdy Karol Wojtyła ma 20 lat, a kończy się w 1978 roku, gdy został wybrany na Papieża. Zaczynaliśmy od scen, w których miałem zagrać młodego człowieka marzącego o tym, by zostać aktorem. Byłem więc blisko tego, co sam przeżyłem. W ogóle scenariusz w 50 procentach oparty jest na faktach, a w 50 stanowi fikcję, dlatego moim zadaniem było przedstawienie interpretacji tej niezwykłej postaci. Ten film ma ukazać symbolicznie historię Jana Pawła II, a nie jego samego. To przecież nie jest dokument ani nawet film biograficzny, lecz obraz oparty na jego życiu. Opowiada przy okazji historię naszego kraju. Nam opowiadać jej nie trzeba, lecz ważne, by poznali ją cudzoziemcy. Film powstał w wersji angielskojęzycznej i zostanie pokazany na całym świecie. Włosi po jego obejrzeniu byli zdziwieni, że pokolenie Wojtyły ma takie przeżycia. Oni nic nie wiedzieli, że np. Rosjanie weszli do Polski! Nie mieli też pojęcia, w jaki sposób komuniści traktowali księży. To były dla nich nowości. Wielki kompozytor Ennio Morricone powiedział, że teraz już wie, dlaczego Karol Wojtyła został Papieżem.



    Pobłogosławiony przez dwóch papieży

    Film z rolą główną Piotra Adamczyka widział następca Jana Pawła II, Benedykt XVI. - Miałem okazję poznać dostojników watykańskich - opowiada aktor. - Cechuje ich niewiarygodna dyplomacja i powściągliwość. Dlatego i ja nie powiem, co usłyszałem od papieża Benedykta XVI po projekcji obrazu. Być może Ojciec Święty nie życzyłby sobie, abym opowiadał publicznie o tym, co on mówił tylko mnie. Mogę tylko zdradzić, że film bardzo mu się podobał. Benedykt XVI był wyraźnie wzruszony po jego obejrzeniu. Ustosunkował się nawet to nazizmu i w ogóle do totalitaryzmu, co jest niezwykle ważne, zwłaszcza że on sam jest przecież Niemcem. Fakt, że to nasz film stał się pretekstem do tej wypowiedzi, dla mnie jako aktora stanowi niezwykłą rzecz. Poza tym Benedykt XVI objął mnie i pobłogosławił. Czuję się niezwykle wyróżniony i szczęśliwy, bo zostałem pobłogosławiony przez dwóch papieży. Proszę mi uwierzyć, jedno błogosławieństwo może zmienić życie. Teraz wiem, że zawsze będzie tak, jak ma być.

    We wrześniu bieżącego roku Piotr Adamczyk rozpoczyna zdjęcia do drugiej części włoskiego filmu, gdzie zagra Papieża. - Wprost nie mogę w to uwierzyć - mówi. - Mam 33 lata, więc będzie to wielkie wyzwanie. Wierzę w cuda charakteryzacji i dobrego psychologa, który będzie mnie motywował: "Możesz, możesz, możesz". Takie wsparcie będzie mi niezwykle potrzebne.



    Warto zobaczyć

    Duchowni z naszego regionu o filmie, którzy oni już widzieli, a my możemy oglądać dopiero dziś w kinach.

    Ksiądz Marian Florczyk, biskup pomocniczy diecezji kieleckiej: - Miałem szczęście oglądać film o naszym Papieżu niedługo po Jego śmierci. To wstrząsające wrażenie, bo film oddaje całą prawdę o Nim. Jest taka scena zaraz po konklawe, kiedy wybrano Go głową kościoła katolickiego. Karol Wojtyła stoi wśród kardynałów i przygląda się ich butom. Są eleganckie, drogie i lśniące. Ona ma na nogach stare zniszczone obuwie z Polski. Chowa je pod sutanną. To piękna scena, bo Jego ślady tutaj na ziemi są śladami Boga. Trzeba się uczyć od Niego miłości i pokory. Te stare buty mówią też o tym, że Ojciec Święty niczego tutaj na ziemi nie miał ze spraw materialnych, bo liczy się tylko to, co mamy w sercu, w duszy. Ten film to piękna opowieść o drodze człowieka do Boga. We Włoszech do tej pory obejrzało go już ponad 10 milionów widzów. Zachęcam do wybrania się do kina, bo po prostu naprawdę warto. To film o niezwykłym człowieku, w doborowej obsadzie. Prawdziwy obraz naszego ukochanego Ojca Świętego

    Ksiądz Jacek Wieczorek, dyrektor radomskiego oddziału Radia "Plus": - Film widziałem w czasie włoskiej premiery telewizyjnej. Mam żal do polskiego dystrybutora, że zdecydował się pokazać publiczności najpierw skróconą wersję kinową. Film bardzo mi się podobał. To nie tylko historyczna biografia Papieża, ale także świetnie zrobiona prezentacja postaw Karola Wojtyły. Występuje tam mnóstwo osób, które przez całe życie kształtowały jego osobowość. Myślę, że jest tam wiele scen, które zapadają na długo w pamięć. Dla nas, Polaków, ten obraz może się wydawać trochę "za mały", nie przystający do wielkości Jana Pawła II. Natomiast dla Włochów to wspaniała lekcja historii Polski i tragedii, jaką nasz naród przeszedł podczas II wojny światowej. Bezpośrednio po projekcji na włoskim kanale, otrzymałem wiele telefonów od przyjaciół, którzy dziękowali za właśnie takiego Papieża Polaka. Dodam, że według badań, włoska premiera telewizyjna pobiła wszelkie rekordy oglądalności. Przed telewizorami zasiadło ponad 10 milionów widzów.




    Dziś w ośmiu naszych kinach

    Film "Karol - historia człowieka, który został papieżem" będzie można obejrzeć już dziś w ośmiu kinach sześciu miast naszego regionu. W Kielcach będzie grany w "Kinopleksie" i kinie "Moskwa". W Radomiu w kinie "Atlantic", w Tarnobrzegu w kinie "Wisła", w Stalowej Woli w dwóch kinach - "Balladzie" i "Wrzosie". Dziś będzie można obejrzeć ten słynny film także w Skarżysku-Kamiennej w kinie "Wolność" i Suchedniowie w kinie "Kuźnica". W innych miejscowościach film trafi do kin w późniejszych terminach, z reguły nie są one jeszcze ustalone. Więcej szczegółów o premierowych seansach dziś w "Echu Dnia" na stronach "Weekend".

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo