Bierzcie przykład z profesora!

    Bierzcie przykład z profesora!

    Iwona ROJEK

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    75-letniego Czesława Bobrowskiego, emerytowanego profesora Politechniki Świętokrzyskiej, powinni brać za przykład wszyscy. Ostatnio głośno było o wynikach badań świadczących, że z kondycją panów nie jest najlepiej, a okazuje się, że wokół nas można spotkać wyjątki. Mimo lat profesor jest pełen wigoru. Chęci do życia i radości może pozazdrościć mu niejeden nastolatek.

    Profesor Bobrowski mieszka od pięciu lat w nowym domu, który wybudował sobie na...
    siedemdziesiąte urodziny. Jest to już drugi dom zbudowany w ostatnich latach. Zbudował też saunę. Hoduje w ogrodzie kilkadziesiąt krzaków borówki amerykańskiej, truskawki, jagodę kamczacką i astrachańską. Uprawia ogródek z typowymi nowalijkami oraz ma grządkę z czarną i białą rzepą.

    Na pytanie, dlaczego mężczyźni żyją o wiele krócej od kobiet, profesor ma gotową odpowiedź. Jego zdaniem, kobiety są aktywniejsze fizycznie w prowadzeniu gospodarstwa domowego, rzadziej ulegają nałogom oraz wyróżniają się większą dozą narcyzmu. Starają się bardziej sobie podobać, częściej spoglądają w lustro i unikają wszystkiego, co źle wpływa na wygląd. Mężczyźni zaś ulegają różnym szkodliwym nałogom, nie dbają o swoje zdrowie, nie stosują profilaktyki i nie stawiają sobie żadnych nowych celów w życiu. A monotonia, nuda, brak aktywności umysłowej i fizycznej zwiększają podatność na choroby cywilizacyjne i przyspieszają starzenie się.



    Trzeba się zdrowo odżywiać

    On sam przywiązuje dużą wagę do zdrowego odżywiania. Hołduje kuchni śródziemnomorskiej, zmodyfikowanej do potrzeb i możliwości warunków krajowych. Kładzie nacisk na tłuste ryby morskie, jak śledzie czy halibut. Dba o odpowiednie proporcje w posiłkach pożytecznych składników, w tym błonnika rozpuszczalnego w wodzie i nierozpuszczalnego, czym wpływa na wysokość cholesterolu dobrego i złego w organizmie. Zamiast wody mineralnej, często pije nie solony wywar z różnych warzyw, na przykład mrożonek warzywnych, uzupełnionych selerem, pietruszką, marchwią, a nawet ziemniakami. A ugotowane warzywa spożywa z domieszką jajecznicy bądź przysmażane. Lubi czerwoną i zieloną herbatę z dodatkiem imbiru. Uznaje, że bardzo korzystny dla zdrowia jest ruch i codziennie krząta się na działce i chodzi na długie spacery. Ma w sobie tyle siły, że nawet dziś kupiłby sobie jakąś działkę z "ruinką" i przerobiłby ją na coś ładnego. Nie dlatego, że jest materialistą, tylko żeby mieć nowe, mobilizujące zajęcie.

    Zdaniem Czesława Bobrowskiego, najważniejsze w życiu jest to, żeby w każdym okresie życia stawiać sobie nowe cele i nie popadać w rutynę. Zawsze należy podejmować nowe wyzwania. On stara się tak właśnie pokonywać trudy życia.



    Lubił się uczyć

    Cieszy się, że mimo nie najlepszego dzieciństwa i młodości, która przypadła na okres wojny, udało mu się tak wiele osiągnąć. Dzisiaj psychologowie uważają, że ciężkie doświadczenia determinują późniejsze życie. Profesor udowodnił, że wcale tak nie musi być. Mimo długiej przerwy w edukacji skończył studia, zrobił doktorat, ciągle podwyższał swoje kwalifikacje. Napisał też znakomity podręcznik z fizyki, który służy przez 30 lat aż do dziś. W młodości udało mu się uniknąć wywiezienia na Syberię, po wojnie najpierw rozpoczął naukę w Gimnazjum Przemysłowo-Energetycznym w Elblągu, jako jeden z nielicznych absolwentów mógł zdawać na Politechnikę Gdańską, gdzie ukończył Wydział Elektryczny. Był głównym energetykiem w Zakładach Wytwórczych Głośników we Wrześni. Wkrótce rozpoczął studia podyplomowe z zakresu gospodarki energetycznej. Ale nie lubił monotonii i przeniósł się na studia doktoranckie na Akademię Górniczo-Hutniczą do Krakowa. Za jakiś czas wyjechał do Zjednoczonego Instytutu Badań Jądrowych do Związku Radzieckiego. Po powrocie zrobił habilitację na Wydziale Elektroniki i Automatyki. Rektor Akademii Górniczo-Hutniczej powiedział, że jak chce pozostać na uczelni, to będzie musiał wykładać też fizykę. Szybko opanował nową dziedzinę wiedzy do tego stopnia, że wkrótce napisał podręcznik z fizyki. Książka została doceniona, miała już osiem wydań. A kiedy zaczął wykładać na Politechnice Świętokrzyskiej, został profesorem. Był dziekanem i prorektorem do spraw dydaktyki. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Energetyki Słonecznej.

    Z perspektywy czasu ocenia, że fizyka jądrowa, którą się zajął, jest ciekawą i zajmującą dziedziną. Jednak żeby odnieść w niej sukces, musi tkwić w człowieku potrzeba nowości i ciekawości, trzeba mieć zdolności do logicznego myślenia i kojarzenia, a także pewien niepokój wewnętrzny. Sam jest autorem ponad dwudziestu patentów i około stu prac naukowych, stale odczuwał potrzebę odkrycia czegoś nieznanego. Żałuje, że nie mógł bardziej poświęcić się nauce, ale twórcze działanie było często przytłumione wykładami, jakie należały do obowiązków dydaktycznych. Ludzie doceniają jego umiejętności, nawet teraz przyjeżdża do niego sporo osób na konsultacje i dyskusje z dziedziny fizyki.



    Zachował pogodę ducha

    Jak zamieszkał na ziemi świętokrzyskiej? - Przez wiele lat wykładałem na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, a w 1987 roku minister szkolnictwa wyższego zaproponował mi wykłady na kilku innych uczelniach: w Rzeszowie, Koszalinie, Bydgoszczy, a ja wybrałem Kielce - opowiada profesor. - Dostałem niewielkie mieszkanko przy ulicy Żeromskiego i po kilku latach postanowiłem przenieść się poza miasto, bo zawsze kochałem wieś. Tak się złożyło, że od jednej z koleżanek w dziekanacie usłyszałem, że jej babcia ma do sprzedania kawałek ziemi w Kaniowie koło Zagnańska i postanowiłem ją nabyć. Wcześniej nigdy nie byłem w tej okolicy, ale bardzo mi się spodobała. Okolice Zagnańska mają podobne ukształtowanie terenu do Wileńszczyzny, z której pochodzę. W taki oto sposób stałem się właścicielem ziemskim. W ciągu jednego roku udało mi się wybudować dom, dziś oceniam, że było to bardzo śmiałe przedsięwzięcie. Jednak po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że dom ten, biorąc pod uwagę moje potrzeby, jest stanowczo za duży. Zastanawiałem się, jak ten problem rozwiązać i znów wyjście z sytuacji przyniosło samo życie. Wcześniej starałem się z ziemią świętokrzyską związać też innych profesorów i niektórzy nabyli działki w tej okolicy. Akurat jeden z nich ze względu na sytuację rodzinną nie mógł się tutaj przenieść ze Śląska i zaproponował mi odsprzedanie swojej działki. Kupiłem ją. Wykarczowałem las i nie zważając na wiek, postanowiłem rozpocząć drugą budowę mniejszego domu systemem gospodarczym. Skorzystałem też z pomocy robotników zza wschodniej granicy. I tak w ciągu niespełna dwóch lat powstał mniejszy o połowę dom, z którego jestem bardzo zadowolony.

    To zadowolenie profesora ma jeszcze inne przyczyny. Obecny domek jest położony bliżej lasu i rzeczki, nieco oddalony od innych zabudowań, dzięki temu daje większą intymność i bliżej stąd do wody.



    Stawia sobie nowe cele

    Profesor Bobrowski przyznaje, że czasami dokucza mu samotność. Na szczęście raz na jakiś czas odwiedza go troje dzieci i czworo wnucząt. Lepiej się czuje w ciepłe pory roku, bo wtedy ma więcej zajęć. W wolnych chwilach zajmuje się swoimi pasjami. Interesują go historia sztuki, medycyna, nauka w najszerszym tego słowa znaczeniu i polityka.

    A na razie postawił sobie nowe cele. Chciałby napisać kolejną książkę, tym razem o niekonwencjonalnych źródłach energii. Ma nadzieję, że uda mu się to kolejne przedsięwzięcie zrealizować.

    Komentarze

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo