Zdobyć nowego pana i miłość!

    Zdobyć nowego pana i miłość!

    Krzysztof URBAŃSKI

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Ponad 500 psów i 200 kotów mieszka w mieleckim Schronisku dla Zwierząt imienia Świętego Franciszka z Asyżu. Od czasu do czasu pojawiają się tu bociany, żółwie i inne niechciane przez swoich byłych "panów" zwierzęta. Aby żyło im się jak najlepiej, pracownicy schroniska, kilkoro wolontariuszy i przyjaciele-artyści dokonują niemal cudów. Dzięki nim zwierzaki mają nie tylko pełne miski i ciepłe koce zimą, ale coraz częściej znajdują to, co dla nich najważniejsze - nowego pana i miłość.

    W ciągu miesiąca do schroniska trafia kilkadziesiąt psów i około 20 kotów.
    Są to nie tylko bezdomne zwierzęta, wyłapane na ulicach miast naszego regionu. To także niechciane kundelki lub koty, którymi poprzedni właściciele znudzili się. - Bywa i tak, że trafiają do nas okaleczone zwierzęta. Pies bez jednej łapy, ślepy lub chory ze starości to niestety normalność. Zamiast leczyć lub opiekować się takim zwierzęciem, właściciele przynoszą je do nas, bo dawny pupilek przestał być zabawny - mówi Andrzej Skowron, kierownik schroniska.



    Boksy, klatki, wybiegi...

    Kierownik zabiera nas w głąb schroniska, by pokazać, w jakich warunkach żyją tu zwierzęta. Kilkadziesiąt boksów, w których jest po kilka psów. Jak mówi Andrzej Skowron, dobierane są tak, by nie zrobiły sobie krzywdy. Kierownik zna historię prawie każdego ze swoich podopiecznych. - Tego przywieźli do nas ludzie już jakiś rok temu. Ten nie widzi. Tamten ma padaczkę. Mały przyjechał spod Tarnobrzega. Tamtego małego porzuciła suka - objaśnia kolejno. W kolejnych klatkach są psy agresywniejsze. Duży, czarny kundel na nasz widok, warcząc, chce przegryźć druciane ogrodzenie. Pan Andrzej jednak nie boi się żadnego ze swoich podopiecznych. Czy jest w stanie wejść do każdej z klatek? - Przecież trzeba to zrobić, żeby dać jeść lub wymienić posłanie, naprawić budę lub choćby zaszczepić. Jesteśmy tu fachowcami, my nie mamy prawa bać się psów - mówi.



    Spacery to kłopot

    Jakiś czas temu wokół schroniska zrobiło się trochę szumu. Młode wolontariuszki, uczennice, chciały wychodzić z czworonogami na spacer. Szef schroniska nie zgodził się, co oburzyło dziewczynki i wielu innych, którzy o tym usłyszeli. - No bo niby psy takie samotne, tak potrzebują człowieka, a kiedy ktoś chce pomagać, spotyka się z odmową. To nieludzkie - irytował się nasz czytelnik.

    Andrzej Skowron nie ma wątpliwości, że w ten sposób może widzieć sprawę tylko ktoś, kto nie ma pojęcia o życiu zwierząt w schronisku. Pies, który pokocha dziecko czy każdego innego człowieka nie będzie umiał wytłumaczyć sobie rozłąki na noc czy na kilka dni, a może miesięcy. Psa, którego raz weźmie się z klatki na długi spacer, nie zamknie się znów w boksie bez połamania jego psychiki, a przecież wolontariusz nie zabierze wszystkich psów do domu.

    W innych schroniskach czworonogi, którym pokazano, jak mogłyby być szczęśliwe, po spacerze z wolontariuszem, zamknięte znów w klatce, skowyczą godzinami. Wiedzą o tym niektórzy "dogomaniacy", którzy zetknęli się ze skutkami takiego wolontariatu w polskich schroniskach: "Na pytanie, czy w tym schronisku udzielają się wolontariusze, pracownica schroniska odpowiedziała: - Tak, przychodzą takie dziewczynki, wybierają sobie jednego, dwa psy, rozpieszczają je, ciągle głaszczą, a potem te właśnie psy wyją przez całe noce..." - czytamy na www.dogomania.pl. - Ale to nie wszystko. Przecież ja odpowiadałbym za wolontariuszy, którzy bawiliby się ze zwierzakami. Nikt nie jest w stanie do końca przewidzieć, jak zachowa się zwierzę. Gdyby małym opiekunkom coś się stało, dopiero wtedy ludzie by się oburzali, a ja miałbym wyrzuty sumienia do końca życia. Pracowników mam za mało, żeby oddelegować kilku do nadzorowania spacerów psiaków z wolontariuszami - tłumaczy Andrzej Skowron.

    Ale, jak mówi, są sposoby pomocy mieszkańcom schroniska, przed którymi jego pracownicy na pewno nie będą się wzbraniać. Brakuje misek, garnków, koców, drewna na opał, jedzenia, leków. - Nie obrażam się na żadną pomoc materialną - przyznaje Andrzej Skowron. Na utrzymanie schroniska ma miesięcznie 12 tysięcy - gminy płacą za utrzymanie "swoich" bezdomnych psów w schronisku. Prawie tyle trzeba wydać na wypłaty dla dziewięciu pracowników, którzy przebywają tu czasami prawie całą dobę. Na szczęście są ludzie tacy jak Barbara Smoczeńska, plastyczka z Rzeszowa. To ona sześć lat temu wpadła na pomysł zrobienia aukcji na rzecz bezdomnym zwierząt.



    Obrazy, grafiki i rzeźby

    Niewielu artystów odmówiło jej przekazania obrazów na licytację, z której cały dochód jest przeznaczany na pomoc zwierzakom. - Zawsze mogę liczyć na moich przyjaciół. Jeśli obiecają mi swoje prace, to dotrzymują słowa. Tych, którzy mi odmówią, więcej nie proszę - wyznaje Barbara Smoczeńska. Tak jest od kilku lat. Na organizowane zawsze jesienią aukcje przychodzą nie tylko mielczanie. Przyjeżdżają też ludzie z Rzeszowa, Krosna, Stalowej Woli i innych miast Podkarpacia. Pierwsze licytacje nie przynosiły dużego dochodu. Było to zazwyczaj około 5 tysięcy złotych. Później, gdy rozniosło się, że można tu kupić naprawdę dobre prace za niewygórowane ceny, nabywców, a co za tym idzie i pieniędzy, zaczęło przybywać. Rok temu padł rekord. Udało się zebrać ponad 14 tysięcy złotych. W tym roku, kilka dni temu, aukcja odbyła się w pałacyku Oborskich. Zebrano niecałe 10 tysięcy złotych. - To mniej niż w ubiegłym roku? No to co! Każdy pieniądz się przyda. Poza tym, było trochę mniej prac niż rok temu - powiedział Andrzej Skowron. Aukcje na rzecz schroniska mają już grono stałych bywalców, którzy chcą nie tylko pomagać, ale i dokonać udanych zakupów. - Wylicytowałam za naprawdę nieduże pieniądze wspaniały szklany wazon znanej rzeszowskiej szklarki - zdradziła pani Maria Jacek ze Stalowej Woli. - Chcę jeszcze kupić grafiki. Widzę tu prace pani Krzysztofy Lachtary, Tadeusza Nuckowskiego, liczę na dobry zakup w dobrej cenie. Właściwie wszystkie prace można tu kupić dużo taniej niż normalnie - powiedziała.

    Jak mówi Barbara Smoczeńska, na aukcji nie ma tylko prac artystów z... Mielca. - Do miejscowych plastyków zwracaliśmy się z prośbą o przekazanie prac przy organizacji pierwszej aukcji. Nie było odzewu, więc zrezygnowaliśmy z dalszych starań - powiedziała. Artystka dodała także, że nie ma kontaktu ze środowiskiem mieleckich malarzy i grafików, lecz jeśli chcieliby przekazać swoje prace na kolejne aukcje, to bardzo chętnie je wystawi na licytacje.



    Psia adopcja przez Internet

    Kolejnym pomysłem na pomoc zwierzakom z mieleckiego schroniska jest strona internetowa, na której można znaleźć nie tylko zdjęcia czworonogich mieszkańców. Na www.mielec.bezdomne.com można także zapoznać się z warunkami adopcji psa lub kota. To jednak nie wszystko. Twórczynie psiej strony - Katarzyna Prytek z Niska i Agnieszka Matelowska z Dębicy - proponują adopcję wirtualną. Polega ona na wybraniu z internetowej galerii zdjęcia jednego ze zwierzaków, którym można się opiekować za pośrednictwem... konta. Przesyłając pieniądze na utrzymanie wybranego psa lub kota, można liczyć na przysyłane co jakiś czas zdjęcia. Andrzej Skowron przyznaje, że strona internetowa sprawiła, że po psy lub koty przyjeżdża też coraz więcej osób. - W ubiegłym tygodniu przyjechała pani z Krakowa, która wzięła trzy małe dobermanki. Po psy, często okaleczone, przyjeżdżają ludzie z Warszawy, Gdańska, Wrocławia i innych miast Polski. Co ich tu sprowadza? Chyba miłość do zwierząt - mówi kierownik schroniska.



    Z miłości do zwierząt

    Strona internetowa mieleckiego schroniska sprawiła, że po psy lub koty przyjeżdża coraz więcej osób. - W ubiegłym tygodniu przyjechała pani z Krakowa, która wzięła trzy małe dobermanki. Po psy, często okaleczone, przyjeżdżają ludzie z Warszawy, Gdańska, Wrocławia i innych miast Polski. Co ich tu sprowadza? Chyba miłość do zwierząt - mówi kierownik schroniska Andrzej Skowron.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo