Szklana wieża (VIII)

    Szklana wieża (VIII)

    Jarosław PANEK

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Witold Zaraska nawet po odejściu z "Exbudu" nie pozwolił o sobie zapomnieć. Zwłaszcza gdy podał do sądu dom akcyjny "Agra Art", zarzucając mu sprzedaż fałszywego obrazu. Spowodował tym prawdziwe trzęsienie ziemi na polskim rynku sztuki, bo wkrótce wyszło na jaw, że wielu zamożnych Polaków kupiło za setki tysięcy złotych fałszywki.

    Twórca potęgi "Exbudu" i najbardziej wpływowy mieszkaniec naszego regionu postanowił sprzedać swoje wszystkie akcje Szwedom i wycofać się z pracy w biznesie.
    Wkrótce w jednej z miejscowości pod Krakowem powstała jego nowa rezydencja, niemal identyczna kopia tej podkieleckiej, którą wystawił na sprzedaż. Po Kielcach krążyły nawet plotki, że były dom prezesa "Exbudu" chce kupić Michał Wiśniewski z "Ich Troje", ale do tej transakcji nie doszło. Tymczasem w rezydencji podkrakowskiej nawet układ mebli, kolory ścian i rozmieszczenie obrazów na ścianach jest takie samo, jak pod Kielcami. Nowe siedlisko, jak fachowo określa się posiadłość, w której mieszka Witold Zaraska, różni się tylko od poprzedniego tym, że posiada kryty basen. Choć szef "Exbudu" wycofał się z czynnej kariery zawodowej, to nadal pełnił i pełni do dziś funkcję przewodniczącego Rady Głównej Business Centre Club, którego zresztą był współtwórcą. Można powiedzieć, że dziś założyciel "Exbudu" wiedzie spokojne życie rentiera. Odpowiednio zainwestowana gotówka procentuje, zaś Witold Zaraska czerpie pełnymi garściami radość życia, korzystając z faktu, że nareszcie ma mnóstwo czasu dla rodziny i znajomych. Rezydencja tętni życiem. Goszczą tu często znajomi i przyjaciele. Odwiedza go cały kwiat polskiego biznesu, a i on często wyjeżdża odwiedzić innych. Również niektórzy kieleccy znani biznesmeni są bywalcami salonów prezesa Zaraski, choć jest to tylko wypróbowane, wąskie grono znajomych.



    Ryzykowny flirt ze sztuką

    Mając czas i pieniądze były szef "Exbudu" zaczął oddawać się jednej ze swoich nowych pasji, jaką było kolekcjonowanie sztuki. Już wcześniej Witold Zaraska gromadził zbiory sztuki ludowej, których prawdziwe bogactwo przechowuje dziś w swej podkrakowskiej rezydencji. Ale na emeryturze zainteresował się także tą sztuką przez duże "S", głównie XIX-wiecznym malarstwem. A że znał dobrze praktycznie większość właścicieli polskich domów aukcyjnych, zaczął być ich stałym klientem, tworząc w swym domu prawdziwą kolekcję. We wrześniu 2002 r. kupił właśnie na aukcji w domu aukcyjnym "Agra Art." pejzaż Władysława Maleckiego, jaki w XIX wieku był szalenie modny zwłaszcza w Niemczech. Jak to zwykle bywa z artystami, zakończył swe bujne, pełne zagranicznych wojaży życie w biedzie, wracając na starość z Niemiec do... Szydłowca, gdzie zmarł w ubóstwie. Dziś jego pejzaże osiągają zawrotne ceny, a sam Witold Zaraska zapłacił za jego dzieło 146 tysięcy złotych. Pejzaż trafił na jedną ze ścian rezydencji, ale wkrótce były szef "Exbudu" usłyszał od swoich znajomych historyków sztuki i konserwatorów opinię, iż obraz ten to... fałszywka. Oburzony tym faktem, pod koniec stycznia 2003 roku zadzwonił do "Agry" z informacją, iż ta sprzedała mu sfałszowane dzieło sztuki. Na właścicieli domu aukcyjnego padł blady strach, bo jeszcze nikt nigdy tak szanowanym instytucjom w Polsce nie zarzucił równie poważnego przewinienia. Co gorsze zadzwonił stały, znany i szanowany klient. Dwa miesiące później Witold Zaraska przywiózł podejrzane dzieło do "Agry" oraz ekspertyzę podważającą pochodzenie obrazu. Według ekspertów Witolda Zaraski obraz - pejzaż Maleckiego, nie ma nic wspólnego z oryginałem, gdyż pod podpisem malarza na płótnie widnieje współczesna warstwa malarska, co rzekomo zostało potwierdzone w badaniach wykonanych na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. "Agra" odpowiedział, że zostaną wykonane nowe badania i jeśli zarzuty się potwierdzą, to reklamacja będzie uwzględniona.

    Wkrótce obraz trafił do badań w Centralnym Laboratorium Kryminalistyki Komendy Głównej Policji. Sprawa stawała się coraz głośniejsza. W polskich domach aukcyjnych zapanował prawdziwy popłoch, a specjalistyczne pisma dla kolekcjonerów sztuki krzyczały nagłówkami o fałszerstwie. Kolejni kolekcjonerzy odkrywali, że kupili za setki tysięcy złotych fałszywki. Polskiemu rynku sztuki groziło załamanie, domy aukcyjne notowały gwałtowny spadek obrotów, a "Agra" próbowała jak najszybciej rozwikłać zagadkę autentyczności pejzażu Maleckiego. Dla szefowej tego domu sprawa była jednocześnie prestiżowa i kłopotliwa, bowiem bardzo dobrze znała Witolda Zaraskę. Rozpoczęły się żmudne badania feralnego dzieła. Specjaliści z różnych dziedzin wykonali ekspertyzy grafologiczne i kryminalistyczne. W końcu 31 marca 2003 r. "Agra" zwołała nawet komisję historyków sztuki, specjalistów w zakresie malarstwa polskiego XIX wieku i początku XX wieku. Komisja ta stwierdziła, że obraz jest oryginalny, ale wiara polskich kolekcjonerów sztuki w uczciwość domów aukcyjnych została zachwiana. Co rusz, ktoś odkrywał gdzieś kolejne fałszerstwo, a już szczytem tego zamieszania była historia, jaką przeżył współczesny artysta Stasys Eidrigevicius, który w jednej z galerii odkrył obraz, rzekomo własnego autorstwa, jakiego nigdy nie namalował!!!

    I znów, choć do opinii publicznej dociera niewiele faktów, Witold Zaraska dzięki tej całej awanturze trafił na pierwsze strony gazet, tyle że specjalistycznych. On sam szczerze zaskoczony wątpliwościami wokół autentyczności pejzażu Maleckiego i odkryciami fałszerstw przez kolejnych kolekcjonerów, rozpoczął, podobnie jak inni zamożni znajomi, badanie pozostałych swoich dzieł, kupionych już wcześniej. Wtedy odkrył, że na ścianach jego rezydencji wisi jeszcze... pięć fałszywek, wylicytowanych za ciężkie pieniądze. Inne domy aukcyjne w przeciwieństwie do "Agry", nawet nie kwestionują tych zarzutów, tylko odsyłały pieniądze i kwiaty w przeprosinach. A co ze słynnym już Maleckim? Witold Zaraska czeka teraz na finał procesu, zaś większość polskich domów aukcyjnych w Polsce popadła w znaczne kłopoty finansowe.



    Rezydencja marzeń

    Takich kłopotów nie ma bohater naszego cyklu. Spędza on obecnie mile czas z rodziną. W podkrakowskiej rezydencji mieszka z kilkuletnim synem Witusiem, żoną Moniką oraz teściową. To miejsce odwiedziliśmy również my. Były szef "Exbudu" zgodził się z nami porozmawiać i pokazać swoje obecne miejsce zamieszkania. Położona w lekkiej dolinie, ogrodzona oraz częściowo porośnięta lasem posiadłość, jest widoczna już z daleka. Nietrudno do niej trafić, za to bardzo trudno wejść. Pilnują jej ochroniarze, którzy poprzez skomplikowany system kamer, czujników i alarmów pilnują bezpieczeństwa domowników.

    Gospodarz powitał nas w holu głównym, roztaczając wokół siebie zapach ulubionej wody toaletowej Diora "fahrenheit". Potem zaprosił do swojego gabinetu. Tutaj Witold Zaraska przyjmuje niektórych gości, interesantów, tutaj czasem pracuje. Na ścianach tego pomieszczenia wiszą liczne portrety rodziny byłego szefa "Exbudu", w tym wnuczka oraz synka, który w przyszłości prawdopodobnie zostanie głównym dziedzicem fortuny. Jako kontynuator dynastii i jako Witold III, bo po dziadku i ojcu jest trzecim właśnie spadkobiercą imienia, będzie miał do dyspozycji wspaniałą posiadłość, z prywatnym lasem i krytym basenem. Witold Zaraska chętnie pokazuje portrety swojej rodziny. Jego ogromny gabinet, to jednak nie tyko same obrazy, ale też wspaniała biblioteka. Nie jedyna zresztą, bo na parterze zbudowano także osobne pomieszczenie, zwane biblioteką, gdzie gospodarz zgromadził jeszcze więcej książek. Od czasu do czasu lubi tutaj przyjść, wybrać coś do czytania i rozsiąść się na wygodnej kanapie. Lubi także odwiedzać dwa pokoje przeznaczone tylko na zbiory sztuki ludowej, gromadzonej już od kilkudziesięciu lat. Drewniane i gliniane świątki oraz wyroby kowalstwa artystycznego szczelnie wypełniają wszystkie półki. Zgromadzono tu co najmniej kilkaset eksponatów, ale Witold Zaraska przyznaje, że w sumie nigdy nie policzył, ile ich jest dokładnie.

    Zegar wybija właśnie kolejną równą godzinę, grając ten sam sygnał, co londyński Big Ben, gdy z pomieszczeń gromadzących sztukę ludową przechodzimy do sali bilardowej. Przy wielkim stole zasłanym zielonym suknem, grywa tutaj elita polskich intelektualistów.



    Za tydzień

    Zajrzymy do kolejnych zakamarków rezydencji Witolda Zaraski. Opiszemy też jego codzienne menu, bo były szef "Exbudu" odżywia się dość oryginalnie.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo