BADANIE BEZ ZAPŁATY

    BADANIE BEZ ZAPŁATY

    /ZS/

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    83-letni rolnik z Kępia Zaleszańskiego w powiecie stalowowolskim nie ustaje w staraniach o odszkodowanie za straty, jakie przed dziewięciu laty wyrządziła mu powódź. Ostatnio wystarczyła kolejna skarga, jaką skierował do ministra sprawiedliwości na wójta Zaleszan Andrzeja Karasia i jego zastępcę Ryszarda Łącznego, żeby sprawą ponownie zajęła się komisja rewizyjna Rady Gminy. Wczoraj radni z komisji spotkali się, żeby zbadać zarzuty rolnika.

    - Nie zapłacę radnym za to posiedzenie.
    Sprawa była wyjaśniona przez radnych w minionej kadencji i nie znaleziono podstaw do uznania skargi - uważa wójt Andrzej Karaś. Teraz na badanie tego, co już zostało zbadane trzeba by zapłacić radnym ponad 600 zł. - Mogą sobie badać, ale społecznie - uważa wójt.

    W marcu w liście do ministra rolnik poskarżył się, że mimo choroby i starszego wieku oraz kombatanckiej przeszłości, nie doczekał się sprawiedliwości. Straty wycenił na 2,5 tys. zł, ale odszkodowania nie dostał. A że płaci podatki, poszedł do gminy po odszkodowanie. Kiedy starszy mężczyzna zaszedł do Urzędu Gminy, wójta nie było, był jego zastępca. Usłyszał, że trafił pod zły adres, że po odszkodowanie powinien iść do firmy ubezpieczającej. Wyciągnął wtedy nóż i skaleczył nim zastępcę wójta w rękę. Konflikt opisaliśmy przed miesiącem w "Echu Dnia".

    Sprawą napadu na zastępcę zajęła się prokuratura i sąd. Starszy mężczyzna, tłumacząc się wiekiem, chorobą i wszczepioną zastawką serca, nie pojawiał się na rozprawach. Dopiero lekarz orzekł, że może być siłą doprowadzony do sądu. I tak się stało. Sąd Okręgowy uznał go winnym napaści. Napastnik został skazany na 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata.

    Nigdy nie pogodził się z wyrokiem i do dziś ma poczucie krzywdy z powodu straty po powodzi. Nie trafiały do niego argumenty wójta, który mu klarował, że gmina nie miała i nie ma nic wspólnego z odszkodowaniami. Poszkodowany powinien zgłosić szkodę do firmy ubezpieczeniowej, bo każdy rolnik jest ubezpieczony.

    Jak się jednak okazało, po powodzi, po zalanych polach chodził sołtys, spisywał straty, ale na pole starszego rolnika nie przyszedł. Ci, którzy mieli zgłoszone straty, dostali odszkodowanie. - Sołtys już nie żyje i wójt powinien wypłacić - upiera się syn rolnika, który mówi za głuchego ojca.

    Starszy mężczyzna skarżył się, gdzie tylko mógł. Pisał pisma do władz centralnych, a te prosiły o wyjaśnienie zaleszański samorząd. Radni poprzedniej kadencji sprawę wyjaśniali i nie dopatrzyli się winy gminnych urzędników. W czerwcu 2000 roku komisja rewizyjna złożona z radnych pochyliła się nad dokumentami w sprawie starszego czołwieka. We wnioskach podpisanych przez Wiktora Przybysza znalazło się kategoryczne stwierdzenie, że "brak jest podstaw do uznania skargi za zasadną". Ówczesna Rada Gminy jednogłośnie zgodziła się z takim stwierdzeniem.

    Co takiego stało się teraz, po dziewięciu latach od powodzi, że obecny przewodniczący rady Zbigniew Sarnowski zarządził zbadanie sprawy rolnika. Przecież jako radny poprzedniej kadencji głosował za odrzuceniem jego żądań! Sarnowski tłumaczy, że skoro rolnik poskarżył się ministrowi, a minister, który uznał, że jest niekompetentny do rozpatrzenia skargi, skierował ją do niego, nie miał wyboru i musiał powołać komisję rewizyjną.

    - Nieprawda. Jako przewodniczący mógł poinformować ministra o tym, czym zakończyła się praca komisji rewizyjnej, która badała sprawę w poprzedniej kadencji - uważa wójt. - Ale my musimy odpowiedzieć ministrowi - upiera się Jan Małys, przewodniczący komisji rewizyjnej. Obrady przeciągnęły się na godziny popołudniowe.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo