Zatańczył na błocie

    Zatańczył na błocie

    /MLE/

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Fiat panda dachował. Dwie ranne osoby zostały w szpitalu

    Fiat panda dachował. Dwie ranne osoby zostały w szpitalu ©R. Biernicki

    Fiat panda dachował. Dwie ranne osoby zostały w szpitalu

    Fiat panda dachował. Dwie ranne osoby zostały w szpitalu ©R. Biernicki

    Kierujący fiatem mareą na widok "tańczącego" na jezdni pandy chciał uniknąć zderzenia i zawisł nad rowem. R. Biernicki

    Kierujący fiatem mareą na widok "tańczącego" na jezdni pandy chciał uniknąć zderzenia i zawisł nad rowem.
    (fot. R. Biernicki)

    Dwie osoby trafiły do szpitala po tym, jak samochód, którym jechali, wpadł w poślizg na ogromnym błocie, zalegającym na jezdni. Mokra ziemia spłynęła na drogę z okolicznych pól. Drogowcy problem widzą i rozkładają ręce mówiąc, że nic nie mogą zrobić.
    Tak w niedzielę wyglądała jezdnia w miejscu wypadku, błoto po kolana. R. Biernicki

    Tak w niedzielę wyglądała jezdnia w miejscu wypadku, błoto po kolana.
    (fot. R. Biernicki)


    Do wypadku doszło w niedzielę na drodze krajowej w Sośniczanach, kilkanaście minut po godzinie 20. Wcześniej spadł deszcz. Według policjantów, jadący od strony Sandomierza fiat panda wpadł w poślizg, bo na jezdni zalegała gruba warstwa błota. "Tańczący" pojazd wystraszył kierowcę jadącego od Koprzywnicy fiatem mareą tak, że kierujący zjechał na pobocze i zawisł nad rowem.

    Fiat panda dachował i wylądował w rowie. Do szpitala trafiły dwie osoby. Mieszkańcy z okolicznych wiosek mówią, że wszystkiemu winne błoto i… zarządca drogi.

    - Wystarczy podnieść o kilka centymetrów asfalt - sugeruje mężczyzna. - Trzeba wykopać rów z przepustami i po problemie. Na drodze w Szewcach kiedyś było podobne błoto i przed Łoniowem tak samo. Wykopali rowy, podnieśli jezdnię i skończyły się kłopoty - opowiada.

    Dla urzędników kieleckiej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad problem nie wydaje się wcale taki prosty do rozwiązania.

    - Przykro nam. W okolicach są piękne ziemie lessowe - słusznie zauważa Beata Koprowska, pracownik wydziału utrzymania. - Niezależnie czy droga będzie wyniesiona poza poziom rowów czy podwyższona o metr lub więcej, z chwilą opadów deszczu grunt chłonie wodę i spływa - mówi. - A na to my nie mamy wpływu.

    Urzędniczka jako jedyne rozwiązanie wskazała urzędy gmin, które powinny zabezpieczać miejsca, skąd najbardziej spływa na drogę błoto. Odpowiedzialnym za stan drogi jest jego właściciel, w tym przypadku GDDKiA.

    - Po przeprowadzonym dochodzeniu i określeniu rozmiaru strat wypłacimy odszkodowanie - podkreśla Koprowska.

    Drogowcy kilka chwil od wypadku usuwali zalegające błoto. Problem pojawi się ponownie, kiedy znowu popada. Błoto jeszcze raz wypłynie na drogę i stworzy zagrożenie, oby nie śmiertelne. - Czy widzicie możliwość rozwiązania problemu? - pytamy. - Nie widzimy, bo gruntu na tym terenie nie wymienimy.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo