Irena Dragan pokazuje swoje niezwykłe ubrania

    Irena Dragan pokazuje swoje niezwykłe ubrania

    Agata NIEBUDEK, <a href="mailto:niebudek@echodnia.eu" target="_blank" class=menu>niebudek@echodnia.eu</a>

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Irena Dragan pokazuje swoje niezwykłe ubrania

    ©M. Stępnik

    M. Stępnik

    (fot. M. Stępnik)

    Irena Dragan - dyrektor kieleckiego teatru lalkowego "Kubuś" pamięta, że gdy rozpoczynała pracę w wiejskiej szkole ubrana była w ortalionowy, fioletowy płaszcz i żółte rajstopy.
    M. Stępnik

    (fot. M. Stępnik)




    - Dyrektor szkoły, gdy zobaczył mnie, od razu zaznaczył, że tak więcej nie mogę się ubierać - wspomina.



    A potem przyszły studia w czeskiej Pradze, która w porównaniu z Polską początku lat 70. była rajem dla młodej, pragnącej ciekawie się ubierać, kobiety.



    Nie ubranie lecz przebranie

    - Kupowałam kolorowe wełny i sama dziergałam różne stroje. I tak się wyróżniałam w tłumie, że starsze kobiety zaczepiały mnie na ulicach i z wielką życzliwością i troską mówiły, że tak nie wypada się ubierać - dodaje.



    Zamiłowanie do eksperymentowania i komponowania niepowtarzalnych kreacji pozostało jej do dziś. Nie lubi grzecznych garsonek i strojów, w których chodzi cała ulica.



    Irena Dragan mówi wprost, że nie lubi się ubierać lecz przebierać. Nie uznaje grzecznych strojów, które można spotkać na co dzień na ulicy. Nie myśli o tym, co powiedzą o niej ludzie, najważniejsze, aby ona się w tym dobrze czuła.



    Ale to zamiłowanie do fantazjowania i ucieczki przed sztampą jest chyba oczywiste - całe jej życie związane jest z teatrem, w którym sukces mogą odnieść tylko indywidualiści. Tę niepowtarzalność stroju pani Irena lubi podkreślać bibelotami, których szuka na targach staroci czy w antykwariatach.



    - Z takimi rzeczami jest tak, że gdy wpadną w oko, to trzeba je kupić, bo drugi raz okazja już się nie powtórzy - przestrzega pani Irena. Na kieleckiej aukcji kupiła na przykład porcelanową zawieszkę na szyję.



    Medalion z portretem kobiety

    - Ten medalion sygnowany był przez znaną francuską fabrykę porcelany. Był drogi i przyznam, że trzy razy podchodziłam do niego i próbowałam zbić cenę. W końcu udało się - wspomina Irena Dragan. - Pamiętam, że podczas pobytu w Słupsku natrafiłam na piękną, granatową broszę ze szkła weneckiego i też nie mogłam się jej oprzeć.



    Irena Dragan uwielbia paski, torebki, szale, kapelusze i fartuszki. Ale i one, podobnie jak i biżuteria, muszą być niepowtarzalne.



    - Mam skórzaną, malowaną w kwiaty torebkę, którą moja mama przywiozła ze wschodu - z małego miasteczka Zabłotów koło Stanisławowa - dodaje Irena Dragan.



    Takich cennych bibelotów jest w jej szafie znacznie więcej. Jak mówi, lubi szperać w "kufrze babci" - w takich tajemniczych skrzyniach można znaleźć naprawdę wiele ciekawych rzeczy. Na działce w Warszawie pani Irena odkryła worek z różnymi skarbami - między innymi piękną atłasową spódnicę z XVIII wieku.



    - Nie jeżdżę po ubrania do Paryża, zaglądam w różne miejsca, których jednak nie zdradza. Jedne są bardzo drogie, inne tanie - śmieje się Irena Dragan. - Staram się tak komponować to, co mam, by był to naprawdę oryginalny strój. Wszędzie szperam i muszę przyznać, że mam dar do wyszukiwania ciekawych rzeczy. W słupskim antykwariacie znalazłam małą poduszkę z pięknym haftem Richelie i przerobiłam go na fartuszek.



    Kalosze w środku lata

    Mąż i syn pani Ireny akceptują jej zamiłowanie do odważnych strojów. Jedynie mama pani dyrektor nie może pogodzić się z tym, że córka nie chce chodzić w tradycyjnych, eleganckich garsonkach.



    - Raz wybierałam się po odbiór ważnej nagrody i mama zupełnie nie mogła zaakceptować mojego stroju, uważała, że nie pasuje on do okoliczności. Chciała nawet go ode mnie odkupić, bym w nim nie poszła - uśmiecha się pani Irena.



    Dyrektor teatru "Kubuś" nie ma swojego ulubionego koloru, choć przyznaje, że najbardziej lubi bazować na bieli i czerni. Według niej najważniejsze jest to, by barwa ubrania coś znaczyła.



    Pani Irena śmieje się, że dla podkreślenia swojej oryginalności jest bardzo wiele znieść. - Ważniejsza od wygody jest estetyka - podkreśla. - Na przykład kiedyś w środku lata zakładałam na buty czarne kalosze, które ozdobiłam niebieskimi kwiatami - wspomina.





    Przedstawiając postać Ireny Dragan rozpoczynamy cykl, w którym zaglądać będziemy do szaf znanych w naszym regionie postaci. Wybieramy jednak tych, których stroje sś niekonwencjonalne, pomysłowe i oryginalne, tworzą jednak ciekawą i miłą dla oka całość. Czekamy także na państwa sugestie, kogo w tym cyklu chcielibyście zobaczyć. Nadsyłajcie swoje propozycje na adres naszej redakcji w Kielcach z dopiskiem Nasz Styl, lub dzwońcie pod numer (041) 349-53-26

    Komentarze

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo