Ciągle blefuję

    Piotr PIOTROWSKI

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Krzysztof Ibisz

    Krzysztof Ibisz ©Oko Cyklopa

    * Wkrótce zobaczymy pana w kinach w komedii "Job, czyli ostatnia szara komórka" Konrada Niewolskiego. Kim jest grany przez pana bohater?



    - Gram prezentera Krzysztofa Ibisza, który prowadzi coś w rodzaju hybrydy abstrakcyjnego teleturnieju i reality-show. To satyra przekraczająca granice absurdu. Ostrzega przed tym, do czego może doprowadzić totalny ekshibicjonizm medialny.



    * Konrad Niewolski przebojem wszedł do polskiego kina, ale też zasłynął z niekonwencjonalnych wypowiedzi. Czy coś różni go w pracy od innych reżyserów?



    - Z Konradem mamy bardzo dobre relacje. Znamy się i przyjaźnimy już od kilku lat.
    To bardzo sprzyja komunikacji między nami. Łączą nas ekstremalne pasje: ja nurkuję, a Konrad skacze ze spadochronem. Mamy tego samego trenera fitness. W przyszłości chcielibyśmy zrealizować wspólnie program, który będzie poświęcony właśnie temu, czym żyjemy po godzinach. Tym, co najbardziej cenię w Konradzie jako reżyserze, jest jego niezwykła umiejętność precyzyjnego wyrażania tego, co poszło dobrze i tłumaczenia wszystkiego, co należy poprawić.



    * Brał pan udział w kilku odcinkach "Świata według Kiepskich", który po roku banicji powrócił na antenę Polsatu. Rozumiem, że nie należy pan w stacji do frakcji przeciwników tego serialu?



    - Absolutnie nie. Jestem wielkim fanem tego serialu. To jedna z nielicznych produkcji telewizyjnych, którą można odbierać na wielu płaszczyznach. Gdy śledzi się go powierzchownie, zapewnia doskonałą zabawę, ale jeśli ktoś ogląda ten serial w większym skupieniu, z łatwością dostrzeże w nim gorzką satyrę na codzienność Polaków. W "Świecie według Kiepskich" nic nie jest powiedziane wprost. Właśnie dlatego tak mnie fascynuje. Bardzo się cieszę, że serial powrócił. Przyjaźnię się z Okiłem Khamidowem, który reżyseruje także "Grę w ciemno", i wiem, że nowa seria będzie jeszcze lepsza. Jestem pewny, że widzowie ponownie otrzymają potężną dawkę dobrej zabawy i będą mogli podziwiać doskonałe kreacje aktorskie, między innymi Andrzeja Grabowskiego czy Ryszarda Kotysa.



    * Marzył pan kiedyś, żeby zagrać zdecydowanie negatywną postać, totalnie inną od pańskiego publicznego wizerunku. Wie pan dziś, jaki to miałby być bohater? Skorumpowany glina, a może seryjny morderca?



    - Z wykształcenia jestem również aktorem i jak każdy aktor od zawsze marzę o zagraniu takiej roli. Tylko w negatywnych, wyrazistych wcieleniach aktor może pokazać cały swój kunszt. Niestety, nigdy nie dostałem takiej propozycji. Widocznie reżyserzy nie są w stanie uwierzyć, że Ibisz może być postrzegany przez widzów jako "zły człowiek". Jeśli mógłbym wybierać negatywną postać, najlepiej czułbym się w roli karcianego szulera. Zło wyrażane przez przemoc i siłę jest proste do zagrania. Natomiast zło wyrażone za pomocą mimiki twarzy i subtelnej rozgrywki intelektualnej to już prawdziwe wyzwanie aktorskie. Tak wyrażone zło jest bardziej charyzmatyczne.



    * Na razie zapisał się pan jako bohater pozytywny w historii polskich teleturniejów. To prawda, że 12 maja stacja ewidentnie pomogła uczestnikowi "Gry w ciemno" wygrać główną nagrodę?



    - Z założenia stacja ani prowadzący nigdy nie pomagają w wygranej. Byłoby to sprzeczne z zasadami gry. Jako człowiek zawsze kibicuję graczom, ale jako prowadzący nie mogę pomagać i ciągle blefuję, by gra była ciekawsza. Mimo że w ciągu 6 lat nagrałem ponad 1000 odcinków różnych teleturniejów, za każdym razem, gdy gracz przegrywa, odbieram to bardzo osobiście i żałuję, że mu się nie udało. Ma pan zapewne na myśli odcinek, w którym nauczyciel wygrał 100 tysięcy. Udało mu się, ponieważ wszystko postawił na jedną kartę. Nie wziął pieniędzy, które mu proponowałem, a kopertę. Gracz mocno ryzykował, bo o wyczuciu mnie nie ma mowy - to niemożliwe. Zagrał ostro i opłaciło mu się to.



    * Czy jeszcze komuś udało się wyjść ze studia z równie imponującym łupem?



    - Przede wszystkim nie łupem, a wygraną. Właśnie ruszyła nowa edycja "Gry w ciemno". Zostały nieco zmienione zasady i od teraz gracze będą mogli wygrać nawet 330 tysięcy. Będą mocniejsze licytacje, a więc i emocje jeszcze wzrosną.



    * Doskonale sprawdził się pan jako prowadzący reality-show "Bar". Możemy się spodziewać w najbliższej przyszłości podobnego programu z pańskim udziałem?



    - Jak najbardziej tak. Niestety, za wcześnie jeszcze, by zdradzać szczegóły nowego programu. Mogę tylko powiedzieć, że sięgniemy po zupełnie nowy gatunek telewizyjny i tym samym dostarczymy emocji na poziomie, na jakim jeszcze nikt w Polsce tego nie zrobił. Tymczasem zapraszam na nową "Grę w ciemno" od poniedziałku do piątku o godzinie 17.





    Krzysztof Ibisz

    Ma 41 lat. Od kilku lat jest jedną z głównych twarzy Telewizji Polsat. Prowadzony przez niego teleturniej "Gra w ciemno" budzi zainteresowanie na świecie. Ostatnio licencję na jego produkcję zakupiła telewizja grecka. Wcześniej program został sprzedany na Ukrainę, do Włoch i Francji. A u nas teleturniej zmienił nieco formułę. Teraz można wygrać w nim 330 tysięcy złotych!

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo