Wielki bubel kolejowy

    Wielki bubel kolejowy

    Agata DZIEKAN, Piotr SZPAK

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    - Nawet nie raczy nikt wywiesić na dworcu informacji, kiedy przywrócą szynobus. Pewnie nawet w listopadzie go nie zobaczymy - denerwuje się pani Kazimiera

    - Nawet nie raczy nikt wywiesić na dworcu informacji, kiedy przywrócą szynobus. Pewnie nawet w listopadzie go nie zobaczymy - denerwuje się pani Kazimiera z Mielca. Właśnie wróciła ze Skopania z córką Olą. ©autor

    - Nawet nie raczy nikt wywiesić na dworcu informacji, kiedy przywrócą szynobus. Pewnie nawet w listopadzie go nie zobaczymy - denerwuje się pani Kazimiera

    - Nawet nie raczy nikt wywiesić na dworcu informacji, kiedy przywrócą szynobus. Pewnie nawet w listopadzie go nie zobaczymy - denerwuje się pani Kazimiera z Mielca. Właśnie wróciła ze Skopania z córką Olą. ©autor

    Miało być tanio, szybko i wygodnie. Nowa myśl techniczna zawiodła. Szynobus ciągle się psuje



    Szynobus w remoncie, a pasażerowie Polskich Kolei Państwowych na trasie Dębica - Tarnobrzeg jeżdżą zdezelowanymi za autobusami zastępczymi. Ludziom puszczają nerwy, bo awarie pociągu zdarzają się regularnie od roku. - Kupili bubla, a teraz my cierpimy - narzekają.



    Szynobusy dla Podkarpackiego Zakładu Przewozów Regionalnych PKP w Rzeszowie kupił Urząd Marszałkowski. Zastąpiły pociągi spalinowe na trasach, gdzie nie ma trakcji elektrycznej. Miały przynieść oszczędności i zapewnić pasażerom wygodną i szybszą podróż.



    JEŹDZIŁ DWA DNI

    Mieszkańcy naszego regionu opowiadają, że na trasie Dębica - Tarnobrzeg tak było może przez pierwszy rok. Awarie zaczęły się zeszłej zimy.

    - Wtedy po raz pierwszy dali zastępczy transport. Autobusami jeździliśmy chyba przez cztery miesiące - mówi Kazimiera Potempa z Mielca, która codziennie dojeżdża do pracy w Skopaniu. Podróżuje już tą trasą 30 lat, ale czegoś takiego jeszcze nie doświadczyła.



    - Tymi autobusami jeździmy znowu cały wrzesień i październik. W ciągu dwóch miesięcy wysłali szynobus na trasę może dwa razy. Ale i tak zaraz coś mu się zaczęło dziać. Stanął w drodze, zgasły światła, musieliśmy czekać - relacjonuje mielczanka.



    Do autobusów nie ma już nerwów. Mówi, że ledwie jeżdżą, bo albo olej gdzieś wycieka, albo powietrze schodzi z kół. Kierowca robi przerwy. - Dawniej byłam w domu o 16. Teraz nie przewidzę. Raz jestem o 16.30, raz nawet o 17.30 - żali się.

    Panią Kazimierę najbardziej denerwuje samozadowolenie samorzadowców. Bo ile było chwalenia się, kiedy szynobusy pierwszy raz wyjeżdżały na trasę, a teraz nie ma nikogo, kto zainteresowałby się problemem. - Kupili bubel - złości się mielczanka.



    AWARYJNY, BO TO PROTOTYP

    Rzecznik prasowy Podkarpackiego Zakładu Przewozów Regionalnych PKP Janusz Wnęk wyjaśnia, że szynobus nie jeździ, bo najpierw trzeba było wymienić w nim zestawy kołowe, a teraz czeka na naprawę układu sterowania. A części zamienne mają tylko Czesi. Dlatego nie ukrywa, że prawdopodobny termin powrotu szynobusa na trasę to początek listopada, chociaż pierwotnie była mowa o połowie października.



    Janusz Wnęk przyznaje, że awaryjność szynobusa jest duża, ale to nie wina PKP. Przewoźnik tylko użytkuje pojazd, a jego właścicielem jest Urząd Marszałkowski. Dodaje, że marszałka też nie należy winić za problem. To producent odpowiada za całą sytuację. Dlatego płaci za każdą naprawę. PKP nie ponosi żadnych kosztów związanych z usterkami.



    - Usterki usuwane są w ramach przeglądu gwarancyjnego - rzecznik wyjaśnia, że szynobus to prototyp, w którym zastosowano nową myśl techniczną i tu pewnie należałoby szukać przyczyny kłopotów z eksploatacją.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo