Nie był agresywny aż wpadł w szał

    Nie był agresywny aż wpadł w szał

    Marcin RADZIMOWSKI radzimowski@echodnia.eu

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    54-letni mielczanin oskarżony jest o zabójstwo kolegi. On sam nie pamięta zajścia, ze względu na upojenie alkoholowe.

    54-letni mielczanin oskarżony jest o zabójstwo kolegi. On sam nie pamięta zajścia, ze względu na upojenie alkoholowe. ©M. Radzimowski

    - Na podłodze leżał zakrwawiony mężczyzna. Nie ruszał się - zeznawała wczoraj pracownica sklepu.
    54-letni mielczanin oskarżony jest o zabójstwo kolegi. On sam nie pamięta zajścia, ze względu na upojenie alkoholowe.

    54-letni mielczanin oskarżony jest o zabójstwo kolegi. On sam nie pamięta zajścia, ze względu na upojenie alkoholowe. ©M. Radzimowski

    Toczący się przed tarnobrzeskim Sądem Okręgowym proces, powoli dobiega końca. Na ławie oskarżonych zasiada 54-letni mielczanin, któremu prokuratura zarzuca zabójstwo kolegi.

    24 stycznia ubiegłego roku wieczorem, oskarżony Paweł R. przeszedł wraz z kolegą do sklepu. Kupili butelkę wódki. Poszli pić do Pawła, mieszkającego w bliskim sąsiedztwie placówki handlowej. Kilka godzin później rozegrała się tragedia.

    - Następnego dnia z samego rana, oskarżony wbiegł do sklepu i powiedział, żeby dzwonić po karetkę pogotowia.
    Mówił, że u niego "kończy się facet" - wspominała wczoraj w sądzie sprzedawczyni sklepu przy ulicy Metalowców w Mielcu. - Na pogotowiu powiedzieli, że przyjadą jak się dowiemy, co się właściwie stało.

    Dwie sklepowe poszły z Pawłem do pobliskiego budynku gospodarczego, w którym on mieszkał. Jedna z kobiet uchyliła drzwi wejściowe. Na środku pomieszczenia leżał mężczyzna.
    - Nie wiem, czy żył. Twarz miał zakrwawioną i rękę też - mówiła kobieta. - Potem wróciłam do sklepu, koleżanka zadzwoniła na pogotowie.

    Kobiety pracujące w sklepie, bardzo dobrze wspominały oskarżonego. Był częstym bywalcem. Czasami coś kupował, czasem tylko towarzysko zaglądał. Zawsze miły, uśmiechnięty, uczynny. Nawet gdy był podpity, to nie zaczepiał klientów, nie był agresywny. Feralnej nocy jednak wpadł w szał, co doprowadziło do tragedii...

    Jak ustalono w czasie śledztwa, podczas libacji alkoholowej, między oskarżonym a pokrzywdzonym doszło do sprzeczki. Powód był bardzo błahy, ale alkohol zrobił swoje. Mający mocno "w czubie" Edward, położył się na wersalce w pomieszczeniu, w którym odbywała się libacja. Zasnął. Gospodarzowi też chciało się spać, ale nie było dla niego miejsca. Próbował budzić kolegę, aby ten ustąpił mu miejsca. Nie skutkowało, tamten jedynie coś odburknął.

    Paweł R. wpadł w szał. Chwycił za stojącą w kącie szuflę do węgla i zaczął okładać nią po głowie kolegę. Między kolegami doszło do szarpaniny, chwilę potem pobity mężczyzna już nie żył.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo