100 ludzi na bruk

    Agata Dziekan dziekan@echodnia.eu

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    W mieleckim zakładzie mleczarskim już od końca grudnia hale, w których przetwarzane było mleko, stoją puste. Działa tylko punkt sprzedaży produktów „Rolmleczu”

    W mieleckim zakładzie mleczarskim już od końca grudnia hale, w których przetwarzane było mleko, stoją puste. Działa tylko punkt sprzedaży produktów „Rolmleczu” i skup mleka.

    110 pracowników mleczarni w Mielcu należącej do Rolniczej Spółdzielni Mleczarskiej Rolmlecz z Radomia od lutego traci pracę.
    W mieleckim zakładzie mleczarskim już od końca grudnia hale, w których przetwarzane było mleko, stoją puste. Działa tylko punkt sprzedaży produktów „Rolmleczu”

    W mieleckim zakładzie mleczarskim już od końca grudnia hale, w których przetwarzane było mleko, stoją puste. Działa tylko punkt sprzedaży produktów „Rolmleczu” i skup mleka.

    Firma kończy produkcję w tym mieście. Czynne pozostaną jedynie punkty skupu mleka i zakładowe produkty sprzedaży.

    Ze 137 osób zatrudnionych w mieleckiej mleczarni zostanie w niej zatem 27 ludzi. Będą obsługiwać centrum handlowe, w którym można kupować produkty Rolmeczu oraz punkt odbioru mleka od miejscowych rolników, które trafi później do Radomia.
    110 osób dostanie pisma o zwolnieniach już w najbliższy poniedziałek. Od lutego zacznie im się trzymiesięczny okres wypowiedzenia.

    ZAMKNĘLI HALE PRODUKCYJNE

    - Ci ludzie już praktycznie nie pracują. Jeszcze niektórzy przychodzą, ale przetwórstwo mleka stanęło pod koniec grudnia. A jeszcze do niedawna produkowaliśmy 15 gatunków sera i mleko spożywcze. Ludzie wykorzystują teraz zaległe urlopy albo są na zwolnieniach lekarskich - mówi Zofia Babula, sekretarz Związku Zawodowego Solidarność, działającego w mieleckiej mleczarni.

    Tego, że mleczarnia w Mielcu przestanie istnieć, pracownicy spodziewali się już od kilku miesięcy. - Walczyliśmy o nasze prawa, ale tłumaczyli nam, że zakład przynosi straty, że rolnicy dostarczają za mało mleka. Był problem z kontrolami weterynaryjnymi. Mleczarnia nie spełniała wymogów. Wszystko dlatego, że nasze szefostwo w Radomiu nie chciało w Mielec inwestować - dopowiada Zofia Babula.

    Związki zawodowe wynegocjowały z zarządem spółdzielni, że zwalniani dostaną, oprócz pensji za trzymiesięczny okres wypowiedzenia, także odprawę w wysokości 4,5-krotnej kwoty średniej pensji. - Miesięczna pensja wynosi u nas około tysiąca złotych - informuje Zofia Babula.

    Zofia Babula jako przedstawiciel związku zawodowego jest chroniona przed zwolnieniem, dlatego zostaje w zakładzie. - Ale co mają zrobić ci zwalniani? Ci ludzie są wieku do 40 do 50 lat. W mleczarni przepracowali 20, 25 lat. Są po dwuletniej szkole mleczarskiej, która działała kiedyś w Mielcu. Innego fachu nie mają, a tylko kilku należą się świadczenie przedemerytalne. Resztę czeka zasiłek dla bezrobotnych - tłumaczy.

    MLECZARNIA JEST NIERENTOWNA

    Prezes spółdzielni Rolmlecz Tadeusz Balcerowski wskazuje, że za decyzją o zamknięciu mleczarni stoją względy ekonomiczne. - Zgodnie z wymogami unijnymi przetwórstwo mleka musi przejść modernizację i unowocześnianie. Już na początku roku uznaliśmy, że modernizacja mieleckiego zakładu byłaby nieuzasadniona. Mleczarnia jest nierentowna, nastąpił spadek skupu mleka. Gdy opłacalna ilość skupowanego mleka to 100 tysięcy litrów dziennie, w Mielcu było 16, 17 tysięcy litrów - twierdzi.

    Prezes dopowiada, że doskonale rozumie sytuację pracowników, ale zarząd spółdzielni w negocjacjach związanych ze zwolnieniami poszedł na rękę ludziom i jego zdaniem uzyskali oni korzystne warunki wypowiedzenia.


    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo