Dyżur na gazie

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Lekarz pogotowia ratunkowego w Stalowej Woli, który w sobotę nad ranem miał zaburzenia mowy, był senny i z trudem się poruszał. Był pijany.
    Policjanci stwierdzili u lekarza pogotowia ratunkowego w Stalowej Woli 2,06 promila alkoholu

    Policjanci stwierdzili u lekarza pogotowia ratunkowego w Stalowej Woli 2,06 promila alkoholu ©archiwum

    Policjanci, których wezwał pacjent, stwierdzili u niego 2,06 promila alkoholu.

    Jak nas poinformowała policja, w sobotę około godziny 2.40 nad ranem dyżurny w komendzie odebrał telefon od pacjenta, który poinformował, że lekarz dyżurujący w pogotowiu ratunkowym jest pijany.

    Policjanci natychmiast pojechali radiowozem do szpitala. Okazało się, że 45-letni lekarz ortopeda miał w organizmie 2,06 promila alkoholu. I to w sytuacji, kiedy lekarze strajkują, a Oddział Ratunkowy przejął ciężar obsługi chorych.
    ODSUNĄŁ LEKARZA

    Dyżurny policji w Stalowej Woli natychmiast skontaktował się telefonicznie z dyrektorem szpitala. Poinformował o zdarzeniu, zapytał dyrektora o opinię. - Powiedziałem, żeby zastosowali się do procedur - poinformował nam dyrektor Edward Surmacz.

    W tym czasie dyżur na Oddziale Ortopedii miał doktor Andrzej Komsa, zastępca dyrektora szpitala do spraw lecznictwa. Na polecenie dyrektora odsunął pijanego lekarza od pracy. Jego miejsce zajął inny lekarz.

    Pijany lekarz po przebadaniu na alkomacie wrócił do domu. Ponad dwa promile alkoholu w wydychanym powietrzu to potężna dawka. Z naszych wyliczeń z wzoru Erika Widmarka wynika, że mógł wypić około trzy czwarte półlitrowej butelki wódki.

    COŚ SŁYSZAŁ

    Doktor Marek Niemiec, ordynator Oddziału Ratunkowego, poproszony przez nas w sobotę o ocenę zdarzenia, odmówił komentarza. - Coś słyszałem na ten temat, ale nic nie wiem. Nie będę się wypowiadał, dopóki się dokładnie nie dowiem - powiedział.
    A miał się dowiedzieć dopiero w poniedziałek, kiedy przyjdzie do pracy.

    Także policja nie chciała podawać szczegółów i odesłała nas do doktora Komsy, który miał przeprowadzić wewnętrzne dochodzenie. Jednak mimo kilku prób kontaktu telefonicznego, doktor Komsa był nieuchwytny.

    Rozmowny był dyrektor Surmacz: - Jest mi bardzo przykro z powodu tego zdarzenia - powiedział i zapewnił, że to pierwszy taki przypadek od ośmiu lat, od kiedy jest dyrektorem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo