Czarny dzień na drogach

    Czarny dzień na drogach

    Aleksander Piekarski, /MLE/

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    W podkieleckiej Bilczy w volkswagenie polo zginęło na miejscu małżeństwo z powiatu kolbuszowskiego.

    W podkieleckiej Bilczy w volkswagenie polo zginęło na miejscu małżeństwo z powiatu kolbuszowskiego. ©A. Piekarski

    Podkarpaccy kierowcy mieli wczoraj czarny dzień - koło Kielc zginęło małżeństwo z powiatu kolbuszowskiego. Dwa samochody wypadły z łuku w Wilczycach.
    W podkieleckiej Bilczy w volkswagenie polo zginęło na miejscu małżeństwo z powiatu kolbuszowskiego.

    W podkieleckiej Bilczy w volkswagenie polo zginęło na miejscu małżeństwo z powiatu kolbuszowskiego. ©A. Piekarski

    Największa tragedia rozegrała się przed godziną 1 w podkieleckiej Bilczy. Zginęło małżeństwo z powiatu kolbuszowskiego na Podkarpaciu. Samochód, którym jechali małżonkowie, uderzył w nadjeżdżającego z przeciwka tira. Kiedy dotarliśmy na miejsce, na środku drogi stał roztrzaskany volkswagen polo, a obok poważnie uszkodzona ciężarówka. Ciało kierowcy "osobówki", które z wraku wydobyli strażacy, spoczywało na poboczu. Zwłoki pasażerki były jeszcze w samochodzie, uwięzione przez jego blachy.

    Pierwsze przypuszczenie co do przyczyny dramatu to zaśnięcie za kierownicą 44-letniego mężczyzny, prowadzącego volkswagena. Jego żona, rówieśniczka, także nie miała szans, gdy wóz niespodziewanie zjechał na lewo, wprost pod ciężarówkę z przyczepą załadowaną 18 tonami wiśni. Jej kierowca usiłował uniknąć zderzenia, zjeżdżając na pobocze, ale ten manewr nie przyniósł niestety szczęśliwego zakończenia.

    Ford mondeo leży na dachu w Wilczycach.
    (fot. M. Leszczyński)

    DACHOWAŁY DWA MONDEA
    Cudem chyba nic się nie stało kierowcom dwóch fordów mondeo, które w kilkugodzinnych odstępach dachowały w Łukawie w gminie Wilczyce. Do pierwszej kolizji doszło nocą z wtorku na środę. Prowadzący forda mieszkaniec Podkarpacia tłumaczył policjantom, że chciał ominąć psa. Rezultat? Auto dachowało i zatrzymało się w rowie.

    Kilka minut po godzinie piątej nad ranem, kilkadziesiąt metrów od miejsca poprzedniej kraksy, doszło do kolejnej kolizji. Kierowca przyznał się nam, że na zakręcie stracił panowanie nad pojazdem, dachował i zatrzymał się w ogródku jednej z przydrożnych posesji, niszcząc płot. Jak mówili miejscowi, mondeo dachowało bezszelestnie.
    - Słyszałem lekki szum - opowiada starszy pan z Łukawy, właściciel ogrodzenia. - Potem zobaczyłem trzęsące się świerki i myślałem, że ktoś kradnie mi drzewka.
    Na szczęście kierowcy, również z Podkarpacia, nic się nie stało. Z kompletnie zniszczonego samochodu wyszedł o własnych siłach. Strażacy, aby zapobiec kolejnym zdarzeniom, umyli i tak już mokrą jezdnię.
    W DRZEWO I W NOGI
    Na zawartość alkoholu zostanie również przebadana próbka krwi pobranej wczoraj 53-latkowi, zatrzymanemu przez opatowskich policjantów. Stróże prawa opisywali, że przed godziną 9.30 na skrzyżowaniu w Strzyżowicach (gmina Opatów) zjechał na wysepkę a potem uderzył w drzewo.

    - 53-letni kierowca auta i jego 51-letni kierowca zostali przewiezieni do szpitala. Pierwszy z mężczyzn uciekł, zanim dojechali policjanci. Kilka godzin później został zatrzymany - mówił Andrzej Skowroński z opatowskiej jednostki.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo