Śmietnik w mieszkaniu

    Śmietnik w mieszkaniu

    Agata Dziekan

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Sąsiedzi próbują pukać do mieszkania trzech kobiet, ale bez skutku. Kobiet w ogóle nie reagują na skargi mieszkańców bloku. Wczoraj również nikt nie

    Sąsiedzi próbują pukać do mieszkania trzech kobiet, ale bez skutku. Kobiet w ogóle nie reagują na skargi mieszkańców bloku. Wczoraj również nikt nie odpowiadał. ©A. Dziekan

    Matka i dwie córki żyją w mieszkaniu zawalonym śmieciami. Nie wpuszczają sąsiadów i miejskich służb.
    Sąsiedzi próbują pukać do mieszkania trzech kobiet, ale bez skutku. Kobiet w ogóle nie reagują na skargi mieszkańców bloku. Wczoraj również nikt nie

    Sąsiedzi próbują pukać do mieszkania trzech kobiet, ale bez skutku. Kobiet w ogóle nie reagują na skargi mieszkańców bloku. Wczoraj również nikt nie odpowiadał. ©A. Dziekan

    Z mieszkania przy alei Niepodległości w Mielcu ulatnia się cuchnący odór. Ale trzy lokatorki nie wpuszczają nikogo do środka. Administrator zdecydował się na jeden możliwy sposób interwencji - wypowiedział starszym paniom mieszkanie i teraz złoży wniosek do sądu o eksmisję.

    Ostatnie upalne dni jeszcze potęgują intensywność zapachu, który wydobywa się z mieszkania na drugim piętrze w bloku przy alei Niepodległości w Mielcu.
    Zajmują go trzy osoby - ponad 90-letnia kobieta i jej niezamężne córki. Sąsiedzi twierdzą, że panie nie sprawiają wrażenia ograniczonych umysłowo. Ale jedna z nich znosi do mieszkania odpady ze śmietnika. Zdesperowani ludzie pomstują na czym świat stoi. Bo od miesięcy muszą są skazania na roznoszący się po całym bloku odór . - Czuć, jak od zdechłego kota. Nawet okna nie da się otworzyć. Bo cuchnący zapach z ich okien przedostaje się na zewnątrz - opowiadają.
    Mieszkańcy bloku nie wiedzą, co kobiety trzymają w środku. Lokatorki nikogo nie wpuszczają do wnętrza. - Zresztą, drzwi wejściowych nawet nie da się otworzyć. W korytarzy jest tyle śmieci, że nie widać centymetra wolnej posadzki. Leżą stare kołdry, reklamówki, ubrania, meble - Ludwik Głodzik, kierownik administracji numer 1 Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych już kilkanaście razy próbował dostać się do mieszkania. Ale udaje mu się rozmawiać z lokatorkami tylko przez szparę w drzwiach. Kobieta odmawiają wpuszczenia pracowników administracji, którzy posprzątaliby pomieszczenia. - Zanieśliśmy im też worki i instruowaliśmy, jak zbierać. Bezskutecznie. Same też niczego nie zrobiły - rozkłada ręce Ludwik Głodzik.

    Przedstawicielom administracji towarzyszyła już Straż Miejska, były panie z opieki społecznej i lekarz pogotowia, który chciał zbadać staruszkę. Kobiety są niewzruszone. Drzwi nie otwierają. I nawet nie zgodziły się na zabranie matki do szpitala, chociaż lekarz uznał, że z racji sędziwego wieku, przydałaby jej się specjalistyczna opieka w czystym otoczeniu.

    Administrator budynku zgłosił sprawę od prokuratury, licząc, że uda się zdobyć nakaz wejścia do mieszkania ze względu na istniejące zagrożenie epidemiologiczne i pożarowe. Ale prokurator działanie kobiet może zakwalifikować najwyżej jako wykroczenie i nałożyć mandat.

    Dlatego administrator wypowiedział niedawno umowę najmu kobietom. Bo mieszkanki mają status lokatorek. - W wypowiedzeniu podaliśmy trzy przyczyny: zaległości w czynszu (chociaż obecnie panie już je uregulowały), stwarzanie zagrożenia epidemiologicznego i pożarowego oraz uniemożliwienie przeprowadzani obowiązkowych przeglądów instalacji - wylicza Ludwik Głodzik.

    Ponieważ okres wypowiedzenia się zakończył, a kobiety nie opuściły mieszkania, administrator ma zamiar złożyć wniosek do sądu o eksmisję. Gdy sprawą zajmie się komornik i sądownie przeniesie panie do mieszkania socjalnego, będzie można posprzątać pomieszczenia.


    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo