Strona ratuje przytulisko

    Strona ratuje przytulisko

    Agata Dziekan

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Andrzej Skowron ze swoimi podopiecznymi. Psy mieszkają w solidnych, drewnianych budach, które kupił sponsor z Dębicy. Ale kilkadziesiąt arów to za mało

    Andrzej Skowron ze swoimi podopiecznymi. Psy mieszkają w solidnych, drewnianych budach, które kupił sponsor z Dębicy. Ale kilkadziesiąt arów to za mało dla 700 zwierząt. ©A. Dziekan

    Internetowe fotografie porzuconych zwierzaków wzruszają ludzi z całej Polski. Do schroniska w Mielcu płyną datki.
    Andrzej Skowron ze swoimi podopiecznymi. Psy mieszkają w solidnych, drewnianych budach, które kupił sponsor z Dębicy. Ale kilkadziesiąt arów to za mało

    Andrzej Skowron ze swoimi podopiecznymi. Psy mieszkają w solidnych, drewnianych budach, które kupił sponsor z Dębicy. Ale kilkadziesiąt arów to za mało dla 700 zwierząt. ©A. Dziekan

    Gdyby nie wirtualne łącza, mieleckie Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt pewnie dawno by zbankrutowało. Internauci oglądają psy i koty, które potrzebują wsparcia, a później ślą pieniądze na sterylizację, budy i jedzenie. Albo zabierają jakiegoś czworonoga do siebie.

    Stałe dochody, które wpływają miesięcznie do kasy przytuliska, to niewiele ponad 10 tysięcy złotych. Kierownik schroniska Andrzej Skowron wylicza: - 3080 złotych z Rzeszowa, 4320 złotych z Mielca, 2200 złotych z Ostrowca Świętokrzyskiego, 1000 złotych z Jedlicza i 200 złotych z Czermina.

    Te pieniądze płacą samorządy, bo zgodnie z przepisami, jeśli jakieś psy trafią do przytuliska z ich terenu, powinny na nie łożyć. Ale to żadna suma, kiedy w schronisku trzeba znaleźć fundusze na pensje dla ośmiu pracowników i wyżywić ponad 700 zwierząt.

    INTERNAUCI ŚLĄ PIENIĄDZE

    Schronisko pewnie by dawno upadło, gdyby nie internauci. Kierownik, który sam na komputerach zna się niewiele, widzi, że to pożyteczny wynalazek. Bo miejscowi już dawno przestali interesować się losem schroniska. I na większą pomoc nie ma sensu liczyć. Skarży się na wójtów okolicznych gmin: - Kiedy gdzieś wałęsa się bezdomny zwierzak, chętnie zadzwoniliby, żeby go zabrać. Ale później płacić na jego utrzymanie nie ma kto. A o wybudowaniu nowego schroniska, bo to nasze już dawno zrobiło się za ciasne, to już w ogóle nie chcą słyszeć.

    Dlatego tym bardziej szef przytuliska docenia tę bezinteresowną pomoc anonimowych ludzi. Bo schronisko ma swoją stronę internetową www.mielec.bezdomne.com. I na niej wolontariuszka z Dębicy Agnieszka Matelowska umieszcza zdjęcia mieszkańców przytuliska. Przedstawia je, pisze, w jakim są wieku, opisuje wygląd i upodobania. I zachęca do "adopcji". Albo prawdziwej, albo wirtualnej.

    ADOPTUJĄ NA ODLEGŁOŚĆ

    Wirtualna oznacza, że ktoś wybiera sobie psa i zobowiązuje się, że raz na miesiąc wpłaci na konto schroniska minimum 20 złotych.

    - I ludzie wirtualnie "adoptują". Teraz mam około 80 psów "zaadoptowanych" w ten sposób. Ludzie płacą na nie nawet 50 złotych miesięcznie. A niektórzy to biorą cały wybieg z dwoma, trzema psami i płacą 100 złotych. Jest kilka takich osób. Są też całe rodziny. Na przykład ojciec płaci za dwa psy, a syn wybiera sobie jeszcze jakiegoś i też na niego łoży - Andrzej Skowron wylicza, że z "adopcji" ma miesięcznie 3-4 tysiące złotych. Wydaje pieniądze na nowe budy, boksy, jedzenie, sterylizację.
    Obrusza się, kiedy pada pytanie, czy mielczanie też się angażują w "adopcję". - Gdzie tam z Mielca? Prawie wszyscy to ludzie gdzieś z Polski.
    ODDALI JEDEN PROCENT PODATKU

    Agnieszka Matelowska prosi też na stronie internetowej o wpłaty na sterylizację. - I z takich wpłat zawsze się coś uzbiera. Miesięcznie przynajmniej cztery, pięć osób wyśle pieniądze - dorzuca kierownik. - Ludzie wskazują, którego psa chcieliby, żeby wysterylizować. Na przekazie piszą imię zwierzęcia.

    Ludziom z dobrym sercem kierownik zawdzięcza to, że ma gdzie trzymać psy. Bo wolontariuszka znalazła sponsora na budy. Ostatnio przyszedł nowy transport - 10 dużych, solidnych, drewnianych bud. Kierownik szacuje, że ten sponsor - to jakaś firma z Dębicy, która nawet nie chce specjalnie się z tym obnosić - sfinansowała już dla schroniska pół setki bud. A jedna to przecież spory koszt. Przynajmniej 400 złotych.

    Internauci oddali też na schronisko jeden procent ze swojego podatku za zeszły rok. Na ogłoszone na stronie internetowej konto Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt z Mielca, które formalnie prowadzi przytulisko, wpłynęło prawie 14 tysięcy złotych. Pieniądze poszły na odpchlenie i szczepienie zwierząt.

    ŁODZIANIN WZIĄŁ MIELECKIEGO PSIAKA

    - Rzeszów, Skopanie, Nowy Sącz, Wola Baranowska, Tarnobrzeg, Stalowa Wola, Mielec, znowu Rzeszów, Łódź. O, nawet do Łodzi w lipcu jeden piesek poszedł! - kierownik wymienia miasta, do których w minionym miesiącu powędrowały "adoptowane" psy. Bo internauci chętnie odpowiadają też na apele o zabieranie zwierząt ze schroniska. - Jeszcze były Busko, Ostrów, i znowu Tarnobrzeg.

    Andrzej Skowron opowiada, że ludzie nie są wybredni i nie wybierają tylko psów, które dobrze się prezentują. Biorą raczej z dobrego serca: - Dlatego ostatnio do "adopcji" poszedł ślepy pies, nie do wyleczenia. Psy zabierają też ludzie, którzy wcześniej "adoptowali" je wirtualnie.

    W lipcu nowy dom znalazło 20 psów i pięć kotów. Mało. Bo w poprzednich miesiącach do "adopcji" szło nawet o 10 więcej. W czerwcu schronisko opuściło 28 psów, a w maju 31.

    Ale zwierzaków, mimo "adopcji", wcale nie ubywa. Ciągle kierownik przywozi nowe. W maju na przykład do schroniska trafiło aż 39 psów i osiem szczeniaków. - A dzisiaj właśnie przywiozłem trzy malutkie kotki. Urzędniczki znalazły je przed drzwiami. Włożyły do pudełka i zadzwoniły do mnie. Takie małe, że jeszcze smoczkiem trzeba karmić.

    SWOJEGO PIESKA OGLĄDAŁ W TELEWIZJI

    Kierownik ostatnio widział jednego ze swoich podopiecznych w telewizji! Tłumaczy, że w Niepołomicach działa hotel dla psów, gdzie trafiają te zwierzęta, które nie mają szans na "adopcję", bo są nieufne wobec ludzi. I niedawno zawiózł tam dwa zwierzaki. - A w Telewizji Kraków jest taki program, w którym te panie, co prowadzą hotel, pokazują już oswojone psy i też zachęcają do "adopcji". I jeden z tych moich piesków pokazały. Rzeczywiście się oswoił. Na smyczy chodził. Kiedy był u nas, nie dawał się. Ale wiadomo, w tym hotelu jest mniej zwierząt. Te panie każdym zajmują się z osobna, głaszczą, to psiaki robią się łagodne.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo