Uciążliwe lokatorki w bloku

    Uciążliwe lokatorki w bloku

    Agata Dziekan

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Kobiety nie odpowiadają na pukania sąsiadów. Z najbliższymi, którzy najbardziej są narażeni na cuchnący zapach, żyją w konflikcie.

    Kobiety nie odpowiadają na pukania sąsiadów. Z najbliższymi, którzy najbardziej są narażeni na cuchnący zapach, żyją w konflikcie. ©A. Dziekan

    Mieszkańcy bloku przy alei Niepodległości w Mielcu nadal muszą znosić odór wydobywający się z mieszkania na pierwszym piętrze.
    Kobiety nie odpowiadają na pukania sąsiadów. Z najbliższymi, którzy najbardziej są narażeni na cuchnący zapach, żyją w konflikcie.

    Kobiety nie odpowiadają na pukania sąsiadów. Z najbliższymi, którzy najbardziej są narażeni na cuchnący zapach, żyją w konflikcie. ©A. Dziekan

    J ego lokatorki od miesięcy znoszą śmieci i odpady. Ludwik Głodzik, kierownik administracji nr 2, która nadzoruje blok, złożył do dyrekcji Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych wniosek o skierowanie sprawy do sądu. We wniosku jest mowa o eksmisji. Mieszkanie zajmowane przez 90-letnią staruszkę i jej dwie córki nie jest ich własnością. Skoro lokatorki swoim postępowaniem stwarzają zagrożenie pożarowe i sanitarne, są podstawy do ich wyrzucenia. - To jednak ostateczność. Nawet gdybyśmy mieli w ręku wyrok, czy znajdziemy komornika, który zdecyduje się na wyrzucenie z mieszkania 90-letniej osoby? - zastanawia się kierownik.

    Obecnie sprawę kobiet zarząd zgłosił na policję. Szuka rozwiązań prawnych, które mogłyby pozwolić na wejście do mieszkania siłą i wyniesienie odpadów. Kobiety dobrowolnie nie chcą bowiem nikogo wpuścić.
    - My wskazujemy cały czas na występujące zagrożenie epidemiologiczne i pożarowe. Jeśli policja stwierdzi, że to nie my jesteśmy uprawnieni do oceny takich sytuacji, niech wskaże instytucje, które mogą to autorytatywnie stwierdzić i później podjąć działania przeciwdziałające zagrożeniu - dopowiada prezes Miejskiego Zarządu Budynków Mieszkalnych, Wacław Soja.

    Urzędnicy martwią się, że jeśli nawet udałoby się przenieść kobiety do innego mieszkania, zaczną swoje zbieractwo od nowa. - A lekarz - specjalista, którego w tej sprawie też prosiliśmy o pomoc, orzekł, że zbieractwo to nie choroba i nie stanowi podstawy do skierowania pań na leczenie - uzupełnia Ludwik Głodzik.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo