Kasia Bujakiewicz planuje zmiany

    Kasia Bujakiewicz planuje zmiany

    Kuba Zajkowski

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Kasia Bujakiewicz znana jest przede wszystkim z serialu "Na dobre i na złe".

    Kasia Bujakiewicz znana jest przede wszystkim z serialu "Na dobre i na złe". ©Oko Cyklopa

    Aktorka skończy wkrótce 35 lat i planuje… ucieczkę z kraju! Na szczęście nie na stałe, lecz po to, by spędzić w spokoju swoje urodziny.
    Kasia Bujakiewicz znana jest przede wszystkim z serialu "Na dobre i na złe".

    Kasia Bujakiewicz znana jest przede wszystkim z serialu "Na dobre i na złe". ©Oko Cyklopa

    * Gra pani w "Na dobre i na złe" już siedem lat! To szmat czasu!

    - Trochę mnie to przeraża, bo mam wrażenie, że minęły góra dwa lata. Ale, oczywiście, cieszę się, że mogę tyle lat wcielać się w siostrę Martę. Gdy podsumuję ten czas, widzę same pozytywy. Mam fajną pracę, poznałam wielu wspaniałych ludzi - nie mogę narzekać.

    * Wyobraża sobie pani siebie na planie tego serialu przez kolejnych siedem lat?

    - Aż tak daleko moja wyobraźnia nie sięga (śmiech).
    Wszystko zależy od tego, czy serial nadal będzie się podobał widzom. Nie zastanawiam się jednak, co będzie, po prostu pracuję, bo sprawia mi to przyjemność. Nie jestem tym serialem znudzona. Praca na jego planie to dla mnie ciekawe urozmaicenie.

    * Pamięta pani swój pierwszy dzień zdjęciowy w "Na dobre i na złe"?

    - Trudno nie pamiętać, bo jedną z pierwszych scen zagrałam z niezapomnianą Darią Trafankowską. Pojawiłam się w 30 odcinku "Na dobre i na złe" i już wtedy to był bardzo popularny i ważny serial. Ona wiedziała, że jestem przerażona tym wszystkim, co się wokół mnie dzieje i bardzo mnie wspierała. Było super.

    * Zaprzyjaźniła się pani z kimś z ekipy serialu?

    - Pracujemy z sobą wiele lat i jesteśmy jak rodzina. Wiadomo, że z jedną osobą ma się lepszy kontakt, z inną - gorszy, ale wszyscy się lubimy, nie ma między nami zgrzytów. Świetnie dogaduję się zwłaszcza z Agnieszką Dygant. Gdy pojawia się na planie, to widać, że przebywanie w jej towarzystwie sprawia mi dużą radość. Bardzo się lubimy. Podobnie jak z Edytą Jungowską. W dzisiejszych czasach jednak trudno o prawdziwe przyjaźnie, bo brakuje na nie czasu. Jesteśmy zapracowanymi ludźmi, więc nie ma mowy o regularnych spotkaniach. Żeby kogoś wyciągnąć do kawiarni, muszę używać podstępu.

    * W serialu jest pani pielęgniarką. A w rzeczywistości byłaby pani w stanie udzielić komuś pierwszej pomocy?

    - Mam podstawy teoretyczne, bo wiele nauczyłam się na planie serialu. Ale boję się, że gdyby przyszło mi udzielić komuś pomocy, sparaliżowałby mnie strach. Na szczęście nigdy, odpukać, nie znalazłam się w takiej sytuacji.

    * Co będzie się działo u pani bohaterki w nowych odcinkach "Na dobre i za złe"?

    - Marta będzie wsparciem dla Mariolki (Agnieszka Dygant), która ma nowy, związany ściśle ze swoją kliniką, pomysł na życie. Dużo wydarzy się także u Bożenki (Edyta Jungowska) i moja bohaterka będzie podporą również dla niej. Marta z kolei wreszcie skończy studia i zdobędzie wyższe wykształcenie. Wywoła to u niej refleksję. Będzie się zastanawiała, jak dalej ma wyglądać jej życie zawodowe. Zawalczy także o podwyżkę u swojego wujka doktora Trettera (Piotr Garlicki), dyrektora szpitala.

    * Uda jej się go przekonać?

    - Niestety, nie (śmiech). Chyba dołączę się do strajkujących pielęgniarek.

    * Przerywnikiem w pracy na planie "Na dobre i za złe" były dla pani zdjęcia do "Niani". Kogo pani zagra w tym sitcomie?

    - To jest, jak ja to mówię, głęboki epizod (śmiech). Gdy przeczytałam scenariusz i zobaczyłam, że mam zagrać w dwójkowej scenie z Agnieszką Dygant, od razu się zgodziłam. Wcielę się w kierowcę taksówki, który wiezie Franię Maj. Moja bohaterka będzie usiłowała jej się zwierzać. Taka typowa taksówkowa historia.

    * A pani czasami dyskutuje z taksówkarzami?

    - Niespecjalnie, bo jeżdżę taksówkami albo o 6 rano, albo późnym wieczorem. Nie jestem wtedy zbytnio rozmowna. Ale taksówkarze i tak próbują mnie zagadnąć.

    * Sporo podróżuje pani także pociągami. Może w nich jest pani bardziej rozmowna?

    - Czas spędzony w pociągu poświęcam na lekturę, niekoniecznie scenariuszy, bo nie jesteśmy w Hollywood i nie dostaję ich tysiące (śmiech). Czytam gazety i książki. Na początku miesiąca kupuję wszystkie miesięczniki i tygodniki i robię przegląd prasy. Po tygodniu, gdy przeczytam wszystko, co mnie interesowało, przerzucam się na książki.

    * Jakie?

    - Niedawno przeczytałam nową powieść Paulo Coelho "Czarownica z Portobello" i biografię Edith Piaf. Jestem przerażona jej życiem. Niemal każdego dnia towarzyszyły jej alkohol, narkotyki i imprezy. Ona chyba nigdy nie była przytomna!

    * Ale ładnie śpiewała.

    - Przepięknie! Ja chyba nie idę w tym kierunku, co trzeba, bo chodzę spać o 22 i nie baluję do rana. Co prawda ostatnio przeżyłam białe noce w Finlandii i kładłam się do łóżka po północy, bo cały czas było jasno, ale to tylko wyjątek potwierdzający regułę. Muszę się jednak zastanowić, czy nie warto pójść delikatnie w kierunku, który obrała Edith Piaf (śmiech).

    * Ma pani z kim się bawić! Liber, Doniu i Mezo, poznańscy raperzy, to pani dobrzy znajomi.

    - Oni sobie imprezują, a ja czasem do nich dołączę. To są, porównując z warszawskim światem, raczej spokojni ludzie. Fajnie się bawią i nie przesadzają. Z taką opinią nie zgadza się mój kolega z planu "Na dobre i na złe" Bartosz Obuchowicz, który za nimi nie przepada. Często się o to sprzeczamy. Ja ich uwielbiam i uważam, że to faceci na poziomie. Świetnie się z nimi bawię i czuję się bezpiecznie w ich towarzystwie.

    * Słucha pani ich muzyki?

    - Uwielbiam ją! Aktualnie słucham nowej płyty Libera i Donia. Jestem zachwycona wszystkimi piosenkami. Rewelacja. Gdy przez jakiś czas chłopaki nie wydają płyty, to się denerwuję, bo nie mam muzyki do słuchania w samochodzie.

    * Pani dobrą znajomą jest także Anna Przybylska, która mieszka teraz w Turcji. Zamierza ją pani odwiedzić?

    - Namawia mnie, żebym do niej przyjechała. Zobaczymy, co z tego wyniknie. W Turcji byłam już dwa razy, także u Ani, w listopadzie ubiegłego roku. Wydaje mi się, że jeżeli do niej pojadę, to poza sezonem turystycznym. Może wybiorę się jeszcze gdzieś pod koniec września. Skończę wtedy 35 lat, o czym, z racji wykonywanego przeze mnie zawodu, wiedzą niemal wszyscy. Trochę mnie to przeraża i nie chcę być w tym czasie w kraju. Jednak wcześniej muszę pomalować pokój i dokończyć operację: zmiana mebli po 30 latach.

    * Po 30 latach!?

    - Niestety, moja rodzina nigdy nie przywiązywała wagi do takich spraw. Zawsze najważniejsze były wakacje. Teraz przyszedł czas na zmiany. Aktualnie jestem na etapie zastanawiania się, czy kupić komodę, czy telewizor. To są bolesne wybory. Jestem trochę pogubiona - muszę mieć czas na zastanowienie.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo