Jedni lekarze podpisali, inni się targują

    Jedni lekarze podpisali, inni się targują

    Agata Dziekan, Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Lekarze, ratujący ludziom życie, ostro domagają się dobrej płacy za swoje umiejętności.

    Lekarze, ratujący ludziom życie, ostro domagają się dobrej płacy za swoje umiejętności.

    W szpitalu w Tarnobrzegu podpisane porozumienie, w Mielcu i Stalowej Woli trwają negocjacje.
    Lekarze, ratujący ludziom życie, ostro domagają się dobrej płacy za swoje umiejętności.

    Lekarze, ratujący ludziom życie, ostro domagają się dobrej płacy za swoje umiejętności.

    Dyrekcja Szpitala Wojewódzkiego w Tarnobrzegu podpisała wczoraj z lekarzami porozumień w sprawie podwyżek płac, wynegocjowane w ubiegłym tygodniu. 76 medyków na zatrudnionych 86 rozpoczęło wycofywanie wypowiedzeń.

    Lekarze w Tarnobrzegu mają otrzymać wzrost wynagrodzenia zasadniczego w dwóch ratach, w październiku i w kwietniu przyszłego roku, łącznie od 1200 do 1800 zł brutto. Natomiast rezydentom obiecano tysiąc zł dodatku do pensji wypłacanej przez ministerstwo zdrowia.

    ROZMOWY BEZ EFEKTU

    - Fiasko rozmów - tak krótko powiedział o negocjacjach w szpitalu w Stalowej Woli
    dr Marek Niemiec, szef związku zawodowego stalowowolskich lekarzy. - Propozycje dyrekcji szpitala były żenująco beznadziejne - ocenił. - Nie ma dobrej woli w sprawie podwyżek płac dla lekarzy - dodał.

    Dyrektor szpitala Edward Surmacz przyznał, że wczoraj do godziny 10 był pewny, że dojdzie do porozumienia. - Osiągnęliśmy zbliżenie poglądów na dziewięćdziesiąt procent - przyznał. Jednak kiedy potem usłyszał, że lekarze oczekują blisko trzech tysięcy złotych podwyżki, powiedział "nie". - Nie mogę obiecać lekarzom takiej podwyżki, która jest równa dwumiesięcznym poborom pielęgniarki, bo w grudniu szpital zostałby bez pieniędzy - usłyszeli lekarze.

    - To oni zerwali rozmowy - oskarża dyrektor związkowych lekarzy. Zapowiedział "wygaszanie" oddziałów szpitalnych, na których nie będzie wystarczającej obsady lekarzy. Po południu lekarze powiedzieli, że chcą rozmawiać z dyrektorem w środę.
    Natomiast na czwartek zwołana została sesja Rady Powiatu. Jeżeli nie doszłoby do porozumienia, zostanie powołany sztab kryzysowy w celu zapewnienia pacjentom opieki medycznej. Wypowiedzenia złożyło blisko 60 lekarzy spośród 90 zatrudnionych.

    OSTATNIA SZANSA

    Rozmowy ostatniej szansy dla mieleckiego szpitala rozpoczną się dziś o godzinie 9 w starostwie powiatowym. Jeśli lekarze nie przyjmą przedstawionych im propozycji podwyżek pensji, zacznie się wygaszanie niektórych szpitalnych oddziałów.

    W siedzibie Urzędu Powiatowego w Mielcu spotkają się przedstawiciele starostwa, dyrekcja szpitala i reprezentanci wszystkich związków zawodowych działających w szpitalu. Propozycja, którą ma dla protestujących lekarzy dyrektor, już została im przekazana. Dziś mają odpowiedzieć, czy się na nią zgadzają. - Zaproponowaliśmy 800 złotych podwyżki dla lekarzy z drugą specjalizacją, 400 złotych dla lekarzy z pierwszą specjalizacją i 300 złotych dla medyków bez specjalizacji - mówi starosta Andrzej Chrabąszcz. Starostwo jest zaangażowane w negocjacje, bo to organ prowadzący dla szpitala.

    Taką propozycję lekarze usłyszeli już raz kilka tygodni temu, ale wtedy te pieniądze miały być dodatkiem do pensji. Odrzucili ją. Teraz dyrekcja proponuje, że podwyżkę włączy do stawki podstawowej wynagrodzenia.

    - To ostania nasza propozycja. Ona i tak będzie olbrzymim obciążeniem dla szpitala - dopowiada Andrzej Chrabąszcz.

    Jeśli nie dojdzie dziś do porozumienia, pacjenci muszą się przygotować, że niektóre działające obecnie w szpitalu oddziały przestaną istnieć. Chorzy nie będą do nich przyjmowani od 1 października. W mieleckim szpitalu z pracy chce odejść 66 lekarzy na ponad stu zatrudnionych.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo