Już wywożą chorych z Mielca

    Już wywożą chorych z Mielca

    Agata Dziekan

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Pacjenci z oddziału neurologicznego mieli trafić do Stalowej Woli, Rzeszowa i Dębicy.

    Pacjenci z oddziału neurologicznego mieli trafić do Stalowej Woli, Rzeszowa i Dębicy. ©A. Dziekan

    Koniec mieleckiego szpitala! Niedzielne negocjacje zakończyły się fiaskiem. Wczoraj w południe zaczęła się ewakuacja .
    Pacjenci z oddziału neurologicznego mieli trafić do Stalowej Woli, Rzeszowa i Dębicy.

    Pacjenci z oddziału neurologicznego mieli trafić do Stalowej Woli, Rzeszowa i Dębicy. ©A. Dziekan

    Kiedy wczoraj rano okazało się, że na szpitalne oddziały nie przyszli nawet ci lekarze, którzy deklarowali wcześniej, że zostają, zaczęła się ewakuacja. Karetki wywiozły najpierw niemowlaków i kobiety z oddziału położniczego.

    Po południu miała zacząć się ewakuacja oddziałów wewnętrznego i płucnego. - Oni wywożą moje dopiero narodzone dziecko. Rozdzielają z matką! - krzyczał Łukasz Ćwik - Ludzie pomóżcie!

    W piątek zapadła decyzja o wygaszaniu oddziałów mieleckiego szpitala. Ale negocjacje cały czas trwały. Lekarze i dyrektor szpitala dyskutowali do późna w niedzielę. Negocjacje zakończyły się niczym. Medycy oświadczyli, że nie wrócą do pracy, nawet kiedy dyrektor był skłonny zwiększyć pulę pieniędzy na podwyżki o milion złotych. Ale mieli się jeszcze spotkać w poniedziałek rano.
    PARALIŻ NA ODDZIAŁACH
    Rano okazało się, że szpital jest sparaliżowany. Lekarze, których wypowiedzenia w pracy nabrały mocy nie zjawili się na oddziałach. Nie przyszli też lekarze, którzy wcześniej nic nie mówili o rezygnacji z pracy. Zgłosili, że są na zwolnieniach chorobowych. Do pacjentów w porannym obchodzie przyszli tylko lekarze stażyści i rezydenci. Na niektórych oddziałach nawet ich zabrakło. - Ja miałem dziś wyjść ze szpitala. Ale nie ma mi kto wypisać wyjścia. Stażysta powiedział mi, że on nie ma takich uprawnień. A leczyć też nie ma mnie kto - Paweł z oddziału ortopedycznego po rekonstrukcji kolana zastanawiał się, czy zaryzykować i wyjść "na własne żądanie".

    Około godziny 12 dyrektor szpitala ogłosił, że pacjentów czeka ewakuacja. Karetki miały wywozić ludzi do Stalowej Woli, Dębicy, Rzeszowa i Kolbuszowej. Krewni chorych biegali po szpitalu zdezorientowani. - Moja żona miała wczoraj wieczorem ciężki poród. Urodziło mi się dziecko. I właśnie się dowiedziałem, że tego maluszka wywożą do Dębicy, a żonę może jutro do Rzeszowa. Oni rozdzielają matkę z dzieckiem! Ludzie pomóżcie! - krzyczał Łukasz Ćwik z Piątkowca.

    Na oddziale wewnętrznym pacjenci zdecydowali, że stawią opór. - Nigdzie nas nie wywiozą. Nie pozwolę, żeby mnie stąd ruszyli. Niech mi wezmą łóżko, to na krześle będę siedział. Ale się nie ruszę - zarzekał się Jan Forczek.
    Ludzie pomstowali na lekarzy: - Tyle pieniędzy im się chce. Ludzie cały miesiąc pracują, żeby zarobić takie sumy, jakie oni mogli dostać na podwyżki.
    Pan Janusz wrzeszczał: - Złodzieje, bandyci! Ile chcecie tych pieniędzy! Pięć tysięcy, czy więcej !

    Wyjaśniał, gdy się trochę uspokoił: - Przyszedłem, bo mieli mi gips zdjąć. I co teraz?! Mam jechać do Rzeszowa. A żona ma zaplanowaną operację na 20 października. Co ona teraz zrobi?

    JAK HITLEROWCY!
    Ewakuacja ruszyła na dobre około godziny 14. Ze wsparciem dla mieleckiego pogotowia, które przeznaczyło cztery karetki, przyjechało jeszcze sześć ambulansów z Rzeszowa. Nie było czasu zajmować się innymi pacjentami. - Nasza babcia ma 85 lat, nie widzi i jest sparaliżowana. Miało ją przywieźć do domu pogotowie karetką. A dziś rano się dowiadujemy, że mamy same ją zabrać samochodem. Ale jak?! Ona nie jest w stanie wejść od auta - żaliły się wnuczki Rozalii Siembab z Dulczy Wielkiej.

    Przechodzący ludzie nie wytrzymywali: - Ci lekarze robią gorzej niż w czasie wojny. Gorzej niż hitlerowcy.

    W pierwszej kolejności szpital opuszczały noworodki i mali pacjenci z oddziału dziecięcego. Karetki wywiozły trzy kobiety z oddziału położniczego z ich dziećmi. Ewakuowany został też prawie cały oddział neurologiczny. Około godziny 16 trwała ewakuacja oddziału ginekologicznego.

    Dyrektor szpitala Leszek Kołacz informował, że musi poczekać z ewakuacją oddziału płucnego i wewnętrznego. Bo protestujący lekarze odmówili nawet pomocy w ewakuacji. Nie przyszli na oddziały tylko po to, aby wskazać, którzy pacjenci wymagają natychmiastowego wywozu i jak ich ewakuacja powinna przebiegać. - Dlatego czekamy na specjalistów konsultantów, których skieruje wojewoda, aby nam w tym pomogli - dopowiadał.

    Takie były propozycje

    Takie były propozycje


    900 złotych brutto podwyżki dla lekarzy z drugim stopniem specjalizacji, 700 złotych dla lekarzy z pierwszym stopniem specjalizacji i 500 złotych dla lekarzy bez specjalizacji proponował najpierw dyrektor szpitala w Mielcu protestującym medykom. W niedzielę dawał lekarzom ze specjalizacją 900 złotych, a bez specjalizacji - 600 złotych i deklarował, że od kwietnia przyszłego roku podwyższy im pensje jeszcze o 600 złotych. Medycy odrzucili propozycję.



    LEKARZE ZŁOŻYLI DONIESIENIE
    Wczoraj po południu było wiadomo, że nadal będzie działać oddział urologiczny (zostało na nim ośmiu lekarzy), oddział opieki paliatywnej (zgłosił się tam do pracy jeden lekarz wolontariusz), oddział intensywne opieki medycznej, szpitalny oddział ratunkowy i oddział zakaźny. Pacjentami na oddziale chirurgicznym mieli zająć się lekarze z urologii.

    Tymczasem szef związku zawodowego lekarzy w Mielcu Stanisław Skowron oświadczył, że związek złożył przeciwko organowi założycielskiemu i dyrekcji szpitala doniesienie do prokuratury. Bo kierujący szpitalem narażają życie pacjentów na niebezpieczeństwo. Tłumaczył: - Bo przygotowania do ewakuacji powinny odbywać się wcześniej. A nie teraz na łapu- capu. Procedury należało wdrażać dużo wcześniej.
    Dopowiadał, że brak zgody na proponowane podwyżki to decyzja wszystkich lekarzy. - Późno w nocy zrobiliśmy referendum. Wszyscy byli przeciw takim sumom. Chcieliśmy 1500 złotych dla każdego z lekarzy. Nie otrzymaliśmy tyle.
    Oświadczał, że pieniądze, które dawał im dyrektor, to jałmużna i wskazywał, że to nie lekarza są winni obecnej sytuacji w szpitalu. - W Stalowej Woli udało się przecież wynegocjować te 1500 złotych podwyżki. Dlaczego nie u nas?

    Informował, że lekarze, którzy odeszli z pracy w mieleckim szpitalu już w niedzielę w nocy zdecydowali o założeni własnego niepublicznego zakładu opieki zdrowotnej, który będzie ewentualnie świadczył usługi medyczne na rzecz szpitala.


    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo