Wodecki w filmie

    Beata Dżon

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Zbigniew Wodecki i Mieczysław Hryniewicz na planie komedii "Jan z drzewa", debiutanckiego filmu Łukasza Kasprzykowskiego.
    Zbigniew Wodecki zagra w komedii "Jan z drzewa". To jego druga przygoda z filmem.

    Zbigniew Wodecki zagra w komedii "Jan z drzewa". To jego druga przygoda z filmem. ©B. Dżon

    6 zdjęć
    Przejdź do galerii

    Galeria dostępna tylko dla abonentów Echa Dnia Podkarpackiego

    Na planie filmu "Jan z drzewa"

    Na planie filmu "Jan z drzewa"

    Link do głównego zdjęcia

    Na planie filmu "Jan z drzewa"
    ©B. Dzon


    - To moja pierwsza rola filmowa "z tekstem", ale mam już doświadczenie filmowe! W 1985 wystąpiłem w filmie Jacka Bromskiego "Ceremonia pogrzebowa", zagrałem muzyka w scenie ze skrzypcami na kościelnym chórze. Nie można mi było zapłacić jak aktorowi, bo aktorem nie byłem a przepisy ówczesne bardzo ściśle regulowały te kwestie. Znaleziono rozwiązanie: zapłacono mi za wynajem skrzypiec! I to była całkiem spora kwota, honorarium jak za wybitną rolę - śmieje się Zbigniew Wodecki.

    Nowa rola aktorska, do której zaproszono krakowskiego muzyka i jurora "Tańca z gwiazdami", twórcy romantycznej "Izoldy" i "Zacznij od Bacha", to również rola muzyka.
    W komedii "Jan z drzewa", debiucie niezależnego twórcy, Łukasza Kasprzykowskiego dla "gwiazdy" przewidziano scenę spotkania z zadowolonym z siebie biznesmenem o mało wyszukanych manierach. Chce wynająć szarpidrutów na koncert w swojej firmie, i "gwiazda" ze skrzypcami mu się podoba, choć nie zna jego nazwiska i nazywa go… nie zdradzimy, ale całkiem inaczej. Wodecki zagrał świetnie, nie tylko "poszarpał druty" swoich 170-letnich skrzypiec, ale i zaskoczył wszystkich aktorską lekkością, jakby robił to od zawsze. Razem z Mieczysławem Hryniewiczem, grającym pełnego apetytu na życie, ciasto i piękne kobiety dorobkiewicza, postaci bardzo innej od serialowego Zięby z "Na Wspólnej", panowie stworzyli bardzo zabawną parę.

    - Ciągle dla wielu osób jestem jeszcze "zmiennikiem". W filmie gra też Marcel Szytenchelm, zmieniający w "Zmiennikach" Ewę Błaszczyk w taksówce, kiedy się ze mną umawiała na filmową randkę. Nie spotkaliśmy się od tamtej pory, ale znów gramy w jednym filmie. To miłe, spotkać się po latach, choć o parę kilogramów starszym - mówi Mieczysław Hryniewicz, który na planie musiał się objadać ciastem, dobrze, że dubli było tylko kilka. - Ciasto dobre - podkreślał, poprawiając sygnet na lewej dłoni, który kazano mu nałożyć do roli.

    Temperaturę na planie podnosiła obecność urodziwej bohaterki "Jana z drzewa", filmowej Moniki, to do niej się zalecał jurny biznesmen, zaglądając w dekolt, kładąc niepostrzeżenie dłoń na nodze kobiety.

    - Może taki powinien być Zięba w serialu, ale byłoby gorąco - szeptali co poniektórzy członkowi ekipy. W międzyczasie okrywali pledami trójkę aktorów, by udając schyłek lata przy chłodnym październikowym słońcu się nie rozchorowali. - Nauczyłem się kwestii! Jako aktor się rozwijam! - śmieje się Zbigniew Wodecki, poprawiając charakterystycznym ruchem niesforną fryzurę.
    Najpierw, kiedy o chłodnym poranku spotkali się przy śniadaniu, Wodecki zjadł kanapki spóźnionemu dzięki polskim kolejom Hryniewiczowi, więc znowu biedak czekał, tym razem na porcję kanapek. Słynna stacja przesiadkowa Koluszki to najmniej chyba przyjazna stacja w centralnej Polsce: zimno, hula wiatr po peronach, odwołane pociągi-widma do Łodzi, droga przez mękę z peronu na peron po niezliczonych schodach. Dojazd samochodem przez okolice Łodzi jest przez niekończące się objazdy i remonty udręką, choć Wodecki swoim ciemnym volkswagenem dotarł sprawnie.

    - Zawsze mam w aucie parę butów na zmianę, jakieś ubrania. Przydały się, bo doubierałem się w podkoszulkę - zdradza muzyk. Widać specjalny wieszak na koszule czy marynarki, zamontowany w samochodzie.

    Ekipę "Jana z drzewa", a najbardziej Zbigniewa Wodeckiego rozgrzał na koniec kawał o dwóch kroplach wody, które wyprosił spragniony Wodecki na pustyni. - Zgadnijcie, co z nimi zrobił? - filuternie uśmiecha się Mieczysław Hryniewicz. I podniósł dłonie, na każdej wyobrażona jedna kropla wody, z namaszczeniem wtarł je we włosy, przejechał po nich z gracją i potrząsnął wyimaginowaną fryzurą "a la Wodecki"… - Teraz mogę iść dalej - zakończył dowcip. - Mieciu, nie tak, wtarłbym je inaczej - mruga porozumiewawczo Zbigniew Wodecki i pokazuje swoją wersję.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo