Krzywkowska: Na święta - sałatka warzywna

    Krzywkowska: Na święta - sałatka warzywna

    Krzysztof Ajgel

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Monika Krzywkowska mimo wyjątkowego klimatu, nie zapomina o konieczności trzymania linii i podczas świąt je głównie sałatkę warzywną.

    Monika Krzywkowska mimo wyjątkowego klimatu, nie zapomina o konieczności trzymania linii i podczas świąt je głównie sałatkę warzywną.

    Monika Krzywkowska odnajduje urok Bożego Narodzenia w niezgrabnej choince i przygotowywaniu z mamą wigilijnych potraw.
    Monika Krzywkowska mimo wyjątkowego klimatu, nie zapomina o konieczności trzymania linii i podczas świąt je głównie sałatkę warzywną.

    Monika Krzywkowska mimo wyjątkowego klimatu, nie zapomina o konieczności trzymania linii i podczas świąt je głównie sałatkę warzywną.

    * Jak pani znosi przedświąteczne zamieszanie?

    - Niezbyt je lubię. Do samego końca odkładałam na bok myśl o tym, że zbliżają się święta. Ta perspektywa trochę mnie martwiła, bo wiąże się z wieloma obowiązkami, choćby zakupami w zatłoczonych sklepach. Wszystkie niedogodności osłodził mi jednak entuzjazm mojej trzyletniej córeczki, która z roku na rok jest coraz bardziej świadoma. Strasznie się cieszy, przeżywa i wie, że znajdzie prezent pod choinką.

    * Co w tym roku przyniesie jej Gwiazdor?

    - Niestety, żyjemy w dobie reklam, które cały czas atakują nas z telewizora. Moja córeczka chciałaby mieć wszystkie zabawki, które zobaczy na ekranie. Jest ich cała góra, więc nie miałam problemu z wyborem.

    * Spędzi pani Wigilię w dużym gronie czy raczej tylko z najbliższą rodziną?

    - Nie przyjadą do nas krewni z całej Polski. Przy świątecznym stole zasiądzie góra pięć osób. W przygotowaniu wigilijnych potraw - już tradycyjnie - będzie mi pomagała mama, która jest kulinarną mistrzynią. Pewnie w tym roku, zresztą jak zawsze, najwięcej zjem sałatki warzywnej. Nie chcę zatracić się w pierogach i struclach makowych, żeby - po powrocie do pracy - nie trzeba było zmieniać kostiumów (śmiech).

    * Jaką planuje pani choinkę - żywą czy sztuczną?

    - Zdecydowanie wolę naturalne i taką kupię także tym razem. Nierówne, niezgrabne choinki z krzywymi wierzchołkami mają dużo uroku. Gdy byłam mała, co roku marzyłam, żeby takie drzewko stanęło u nas w domu. Teraz ubieram je z moim dzieckiem. To zabawne i urocze chwile. Nasza choinka jest zawsze kolorowa, wisi na niej dużo bombek i ozdób.

    * Panią czekają radosne chwile podczas świat, tymczasem Teresa, którą pani gra w "Samym Życiu", nie ma powodów do zadowolenia…

    - Wolałabym, żeby moja bohaterka nie tonęła ciągle w morzu łez, czekając na męża, który ponownie ją opuścił. Ale, niestety, na razie zmusza ją do tego życie. Dla Teresy i Kacpra ślub kościelny miał być szczególny. Tymczasem musieli się rozstać, bo mąż mojej bohaterki znowu dał się ponieść emocjom.

    * Kacper ponownie trafi za kratki?

    - Na razie ukrywa się i przez jakiś czas jego sytuacja nie zmieni się. Mój serialowy mąż bardzo nie chce iść do więzienia. Zaklina się, że za żadne skarby tam nie wróci. Teresa też nie chciałaby go widzieć za kratkami, chociaż zdaje sobie sprawę, że gdy będzie się ukrywał, nie zobaczy go w ogóle… Dramat. I to świeżo po ślubie. Kacper znalazł się w trudnej sytuacji, bo Przemek Sadowski, który go gra, ma pewne plany zawodowe i chciał trochę odpocząć od serialu. Scenarzyści poszli mu na rękę i ograniczyli jego wizyty na planie do minimum.

    * W środowisku aktorskim mówi się, że dla bohaterów serialu nie ma nic gorszego niż… ślub. Co pani o tym sądzi?

    - Coś w tym jest. Związek, w którym partnerzy darzą się absolutną, bezwarunkową miłością, jak Teresa i Kacper, jest czymś dziwnym i nudnym. Dlatego chciałabym, żeby w życiu mojej bohaterki pojawił się inny mężczyzna. Może prawnik, który miałby pomóc w rozwiązaniu problemów męża, a okazałby się jej nową miłością? To oczywiście jedynie spekulacje. O wszystkim decydują scenarzyści.

    * Czy depresyjny nastrój Teresy przekłada się jakoś na pani samopoczucie?

    - Na szczęście nie (śmiech). Jeżeli mam zły humor, to wynika to zazwyczaj z niewyspania. Niezależnie od tego, czy gramy radosne czy smutne sceny, atmosfera na planie jest zawsze bardzo miła. Między ujęciami szybko przechodzimy do rozmów prywatnych…

    - …i żartów, z których pani słynie..

    - Dobrze się czuję w towarzystwie osób, które znam. Wśród znajomych z ekipy "Samego Życia" mogę być swobodna i - rzeczywiście - czasami się wygłupiam. Natomiast na co dzień trzymam się raczej na uboczu.

    * Ma pani jakieś firmowe żarty?

    - Nie, mówię, co mnie ostatnio spotkało, zaskoczyło czy ucieszyło. Opowiadam też kawały. Kobietom zwykle słabo to wychodzi, więc gdy ktoś powie, że nie spaliłam żartu, odbieram to jako duży komplement (śmiech).

    * Widzi pani u swojej córeczki smykałkę do aktorstwa?

    - Moje dziecko, jak wszystkie maluchy w jej wieku, popisuje się, mówi wierszyki i śpiewa piosenki, których nauczyło się w przedszkolu. Oczywiście ku radości i wzruszeniu całej rodziny. Nie upatruję w tym jednak talentu do aktorstwa. Myślę, że jest to związane z jej rozwojem.

    * Czy jest już na etapie zadawania pytań?

    - Powoli zaczyna wkraczać w ten okres. Pytania "dlaczego" nie mają końca (śmiech). Pilnujemy się, żeby odpowiadać wyczerpująco nawet na te najbardziej zabawne. Ta sytuacja mnie rozwesela.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo