Palmer: W Polsce są moje korzenie

    Palmer: W Polsce są moje korzenie

    Krzysztof Ajgel

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Samuel Palmer z Katarzyną Glinką.

    Samuel Palmer z Katarzyną Glinką. ©Oko Cyklopa

    Samuel Palmer na co dzień pracuje jako poważny doradca biznesowy, ale największą frajdę sprawia mu granie w… "Barwach szczęścia".
    Samuel Palmer z Katarzyną Glinką.

    Samuel Palmer z Katarzyną Glinką. ©Oko Cyklopa

    * Czy rola w "Barwach szczęścia" to twoje pierwsze wyzwanie aktorskie?

    - Tak. Nie jestem aktorem. Na co dzień pracuję w międzynarodowej korporacji, która zajmuje się doradztwem strategicznym. Wspieram największe firmy we wszelkich kwestiach biznesowych i pomagam im się rozwijać. Od zawsze rozpiera mnie jednak nieposkromiona artystyczna energia. Cały czas szukam nowych doświadczeń i wyzwań.

    Z jednej strony realizuję się zawodowo, z drugiej - występuję w "Szansie na sukces" i gram w "Barwach szczęścia".
    W ten sposób się dopełniam. Tak jest od najmłodszych lat. Grałem kiedyś na skrzypcach i pianinie. Nie są mi też obce krakowiaki, oberki i walce, bo tańczyłem w dziecięcym zespole pieśni i tańca ludowego "Mała Wielkopolska".

    * Jak udaje ci się połączyć pracę z występami w serialu?

    - Na razie jestem w stanie pogodzić te zajęcia, choć nie przychodzi mi to łatwo. Moja praca jest bardzo absorbująca czasowo. Dlatego na planie pojawiam się głównie w weekendy.

    * Znalazłeś wspólny język z Katarzyną Glinką, która gra twoją serialową partnerkę?

    - To, podobnie jak ja, bardzo otwarta, energiczna osoba. Od pierwszego dnia na planie połączyła nas nić porozumienia. Dużo ze sobą rozmawiamy, żartujemy. Dobre relacje ułatwiają nam granie.

    * Jaka była twoja droga do "Barw szczęścia"?

    - Producenci, szukając osoby o mojej karnacji, zwrócili się do banku twarzy, z którym współpracowałem. Zgodziłem się przyjechać na casting i zostałem wybrany do roli Sama.

    * Liczysz na to, że dzięki roli w serialu otrzymasz kolejne propozycje aktorskie?

    - Praca na planie to dla mnie wspaniała przygoda. Każdego dnia, głównie dzięki Kasi Glince i reżyserce serialu Natalii Korynckiej-Gruz, które mi bardzo pomagają, odkrywam w sobie coś nowego. To niesamowite. Dlatego, gdyby ktoś zaproponował mi jakąś nową rolę, na pewno podjąłbym rozmowy. Nie jestem jednak aktorem i niczego nie oczekuję. Daleko mi do profesjonalnego grania.

    * Jaka krew płynie w twoich żyłach?

    - Tata, który pochodzi z Ghany, przyjechał do Polski studiować medycynę. Poznał moją mamę - Polkę - pobrał się z nią i został… 23 lata. Urodziłem się i wychowałem w Poznaniu. Mieszkałem w tym mieście 15 lat. W 1996 roku wyjechaliśmy do Kumasi, drugiego co do wielkości miasta w Ghanie. Tam skończyłem szkołę średnią. Na studia pojechałem do Stanów Zjednoczonych. Uczyłem się na wydziale ekonomii w Harvardzie. Do Polski wróciłem dwa lata temu.

    * Po ukończeniu takiej uczelni mogłeś dostać pracę w każdym zakątku świata! Dlaczego zdecydowałeś się wrócić do Polski?

    - Rzeczywiście, dostałem sporo ofert, między innymi z Nowego Jorku. Wybrałem jednak Warszawę, czego nie mogli zrozumieć moi znajomi. Cóż, czym skorupka za młodu nasiąknie… W Polsce są moje korzenie. Jestem emocjonalnie i - co zabrzmi górnolotnie - patriotycznie związany z tym krajem. Stęskniłem się za nim i chciałem tu znowu przyjechać. Poza tym to znakomite miejsce do rozwoju zawodowego. Pracując w mojej branży, mogę mieć wymierny wpływ na to, co się dzieje w sferze gospodarki. Na ukształtowanych rynkach - wbrew pozorom - możliwości są znacznie mniejsze.

    * Nie czujesz się trochę wyobcowany w Polsce?

    - Czasami do mnie dociera, że jestem jedynym czarnym gościem w okolicy (śmiech). Nigdy nie miałem jednak z tego powodu nieprzyjemności. Nie uważam, że Polacy są nietolerancyjni, wprost przeciwnie. To ciekawi, otwarci ludzie. Mój kolor skóry ułatwia nawiązywanie kontaktów. Już na wstępie jest temat do rozmowy. Osoby, które poznaję, są zazwyczaj zdziwione, że mówię po polsku.

    * Twoja rodzina nadal mieszka w Afryce?

    - Tak. Rodzice prowadzą klinikę chirurgiczną w Kumasi. Tata zajmuje się operacjami, a mama finansami. Być może niedługo na studia do Polski przeniesie się moja 19-letnia siostra. Pracujemy nad tym.

    * W jakim języku rozmawiasz z rodzicami?

    - Rozmawiamy po polsku. Nasz dom jest bardzo tradycyjny. Nawet teraz, mimo że moja rodzina mieszka w Afryce, podczas świąt Bożego Narodzenia stoi u nas choinka i śpiewamy kolędy.

    * Masz kogoś bliskiego w Warszawie?

    - Dziewczynę. Jesteśmy ze sobą ponad rok. Jeśli chodzi o wspólne plany, zobaczymy, co przyniesie przyszłość.


    Komentarze (1)

    Wszystkie komentarze (1) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo