Halama wystąpi w roli szalonego profesora

    Halama wystąpi w roli szalonego profesora

    Piotr K. Piotrkowski

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Grzegorz Halama od 3 lutego będzie bawił widzów jako szalony profesor Halama, w programie "Clever! - widzisz i wiesz!" w TVN.
    Grzegorz Halama od lat należy do najpopularniejszych artystów kabaretowych w Polsce.

    Grzegorz Halama od lat należy do najpopularniejszych artystów kabaretowych w Polsce.

    * Rola profesora to chyba dość nietypowe zadanie dla kabaretowego artysty?

    - Jest czymś oczywistym, że w amerykańskich programach rozrywkowych i sitcomach grają commediants. Nie ma na to polskiej nazwy, bo słowo "komediant" nie oddaje istoty rzeczy, a wręcz wywołuje negatywne skojarzenia. W Polsce jest jeszcze taka dziwna tradycja, że to nie kabareciarze, komicy, czyli ci, którzy wiedzą, jak być zabawnym na scenie, są pierwszoplanowymi postaciami w programach rozrywkowych, ale wszyscy inni. W naszej telewizji to norma.

    Od dawna spodziewałem się, że ta irracjonalna sytuacja musi się zmienić. I to już zaczyna się dziać. Właśnie "Clever" jest takim programem, w którym we wszystkich jego wersjach - bodaj w pięciu krajach - profesora grają tacy commediants.

    Ta postać jest bardzo sprytnie pomyślana - z jednej strony wyjaśnia wszystkie zjawiska fizyczne, a z drugiej - stara się to robić atrakcyjnie i zabawnie.
    W tej roli wykorzystuję nabytą w kabarecie umiejętność klarownego przekazu do publiczności. Bo publiczność w kabarecie nie ma czasu na zastanawianie się nad tym, co autor miał na myśli. Z przyjemnością dałem się wkręcić w to nowe przedsięwzięcie. "Clever" to naprawdę program dobrej jakości.

    * Niektórzy nawet porównują go do legendarnej "Sondy"…

    - Powiedziałbym, że "Clever" to rozrywkowa wersja "Sondy". Nawet robiłem doświadczenie z ciekłym helem, które kiedyś było prezentowane w "Sondzie". Oczywiście między "Clever" a "Sondą" są też zasadnicze różnice. Tamten program powstawał w całkiem innych warunkach. "Clever" to wysokobudżetowa produkcja, w bardzo współczesnym wydaniu. Na planie działy się już różne rzeczy. Biliśmy nawet rekord świata. Jeśli potrzebny jest nam, nawet na krótką chwilę, rekwizyt, który znajduje się na przykład w jakimś instytucie, to jest on sprowadzany. Nie ma tu udawania ani wyrobów czekoladopodobnych.


    * Jak się pan czuje w tematyce popularnonaukowej?

    - Wychowywałem się w niewielkim Świdwinie, gdzie nie było zbyt wielu atrakcji. W związku z tym dużo czasu spędzałem w bibliotece. Jako dziecko czytałem bardzo dużo książek, w tym 99 procent popularnonaukowych. W związku z tym większość zagadnień, jakie poruszamy w programie, znam z tamtych lektur, a część prezentowanych w "Clever" doświadczeń robiłem w podstawówce.

    * Zatem nic pana nie zaskoczyło?

    - Skłamałbym, gdybym tak powiedział. Parę rzeczy bardzo mnie zaskoczyło. Na przykład właściwości mączki ziemniaczanej. Proszę mi uwierzyć - ten produkt, który prawie każdy ma w swojej kuchni, kiedy mu się przyjrzymy przy pomocy szkiełka i oka, potrafi naprawdę zadziwić. Kolejny zadziwiający przykład - zamiast żarówki wkręciliśmy kiełbaskę, korniszona i cytrynę - okazało się, że jedna z tych rzeczy świeci! Nawet wiem, dlaczego, chociaż jestem po technikum elektryczno-elektronicznym.

    * A co sprawia największą trudność w tym programie?

    - Czas. Obliczyłem, że na nagranie jednego odcinka poświęcamy trzy i pół dnia. Mój rekord to szesnaście godzin pobytu na planie. Jest przy tym naprawdę sporo pracy. W eksperymentach wykorzystujemy niekiedy niesamowite rekwizyty, jeśli tak można nazwać boks ze świniami, owcami czy zwierzątko, które nazywa się gekon. Na planie pojawiła się też autentyczna dojarka. Jednak zdecydowanie najczęściej używanym przez nas sprzętem jest mikrofalówka.

    * Jako profesor z "Clever" zamienił pan słynny żółty golf na koszulę i krawat.

    - Wszystko ma swój czas i swoje miejsce. W tym programie nie jestem panem Józkiem. Profesor to nie jest postać przeniesiona z kabaretu.

    * Zamierza pan odciąć się od pana Józka i pokazać inne oblicze?

    - Nie mam takiej manii, żeby przejść do historii jako człowiek o stu twarzach. Nawet jestem dumny, że stworzyłem postać, która stała się nośna, a słowo kurczak może kojarzyć się z moją osobą. Ale jeśli uda mi się stworzyć inne postacie, które również pozostaną w pamięci publiczności, też mi będzie miło.

    * A jak ocenia pan swoją współpracę z Dorotą Wellman i Marcinem Prokopem, z którymi dzieli się pan prowadzeniem programu "Clever"?

    - Na początku obawiałem się ich. Gdy oglądałem ich w telewizji, wydawali mi się tacy rozchełstani psychicznie (śmiech). Miałem obawy, że się nie spasujemy. Ale z czasem, gdy się bliżej poznaliśmy, popracowaliśmy razem, okazało się, że jednak się spasowaliśmy. Myślę, że to jest kwestia zawodowstwa. Wpływamy na siebie na planie programu swoją swobodą i poczuciem humoru.

    Nasze role w tym projekcie są bardzo konkretne - kiedy zajmuję się eksperymentem, oni przeważnie milczą, a kiedy oni zajmują się gośćmi, ja szykuję się do kolejnego doświadczenia.

    * Miał pan zagrać główną rolę w filmie "Podwędzane kurczaki". Jakie są losy tej produkcji?

    - Zaproponował mi to reżyser Piotr Matwiejczyk. Poznaliśmy się przy produkcji jego filmu "Emilia", w którym mam swój skromny udział. Propozycja przypadła mi do gustu, ale pan Matwiejczyk więcej się nie odezwał.

    Komentarze (2)

    Wszystkie komentarze (2) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo