Bachleda-Curuś: Szczęście mi sprzyja

    Bachleda-Curuś: Szczęście mi sprzyja

    Artur Szczukiewicz

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Alicja Bachleda-Curuś ma już za sobą debiut w amerykańskim filmie - zagrała u boku Kevina Kline w dramacie "Trade".
    Alicja Bachleda-Curuś za swój prawdziwy aktorski debiut uważa rolę w "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy.

    Alicja Bachleda-Curuś za swój prawdziwy aktorski debiut uważa rolę w "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy.

    * Nie spędzasz ostatnio zbyt dużo czasu w Polsce...

    - ...teraz też nie zabawię tu długo. Przyjechałam do domu na krótko i zaraz znów wyjeżdżam. Wracam do Ameryki.

    * Z twoją urodą, wdziękiem i zdolnościami pewnie bez problemu "podbijesz" Amerykę. Masz taki zamiar?

    - Nie wystarczy mieć ładną buzię, by grać w amerykańskich filmach. W Stanach roi się od naprawdę pięknych dziewczyn, ale tylko jednej na kilka tysięcy udaje się zrobić karierę. Sama uroda nie wystarczy, trzeba mieć przede wszystkim bardzo dużo szczęścia i... układy. Tych ostatnich nie mam w ogóle.

    * Ale na brak szczęścia chyba nie możesz narzekać?

    - Szczęście rzeczywiście mi sprzyja - mam wspaniały dom, cudowną rodzinę, robię to, co lubię.
    Wydaje mi się jednak, że jestem szczęśliwa głównie dlatego, iż potrafię docenić wszystko, co dostaję od losu. Zazwyczaj ludzie doceniają swoje szczęście dopiero wtedy, gdy ich ono opuszcza. Ja umiem cieszyć się chwilą.

    * Co w tej chwili cieszy cię najbardziej?

    - To, że mam możliwość uczenia się aktorstwa od najlepszych specjalistów na świecie.

    * Czy w Ameryce uczą aktorstwa inaczej niż w Polsce?

    - Nie mam porównania, bo w Polsce nigdy nie uczyłam się, jak grać. W amerykańskiej szkole najważniejsze są autentyczność i prawda. Uczyłam się, w jaki sposób jak najdłużej pozostać sobą, jak być kreatywną podczas przygotowywania roli, jak tworzyć postać. Oczywiście każdy aktor musi znać pewne "sztuczki", które pomagają mu w pracy. Tych "sztuczek" też uczyłam się w Stanach.

    * Jeszcze kilka lat temu nie byłaś zdecydowana, czy zostaniesz aktorką.

    - To prawda. Dziś jestem już zdecydowana!

    * Wybrałaś aktorstwo jako sposób na życie?

    - Tak naprawdę nigdy nie musiałam wybierać między aktorstwem a czymś innym, bo gram już od siódmego roku życia i pewne "wybory" dokonały się w moim życiu same, poza mną. Gram od zawsze, więc naturalną koleją rzeczy jest, że kształcę się w tym kierunku, bo chcę robić jak najlepiej to, co robię. Aktorstwo zawsze było moją wielką pasją, sprawiało mi ogromną przyjemność - to nie jest tylko zawód czy sposób na zarabianie pieniędzy. Masz rację, mówiąc, że to sposób na życie.



    * Czy coś aktualnie dzieje się w twoim zawodowym życiu?

    - Oj, dzieje się, dzieje (śmiech). Są pewne pomysły związane ze mną, pewne projekty, w których jest dla mnie miejsce, odbywam wiele rozmów z producentami i reżyserami, ale nie chcę o tym mówić, żeby nie zapeszyć. Mogę jedynie zdradzić, że dostałam niedawno dwie naprawdę poważne propozycje.

    * Myślisz, że jesteś dobrą aktorką?

    - Nie chcę oceniać siebie, bo z całą pewnością nie zrobiłabym tego obiektywnie.

    * W porównaniu z innymi...

    - ...nie, nie! Nie dam się wciągnąć w tego rodzaju "grę".

    * Nalegam, byś dokończyła to zdanie. W porównaniu z innymi aktorkami...

    - ...mam naprawdę dużo szczęścia. Zdobywałam doświadczenie od najmłodszych lat i czuję się w swoim zawodzie bardzo dobrze. Mam nadzieję, że nauka w Stanach dała mi jeszcze "zaplecze" techniczne, bardzo potrzebne każdemu aktorowi, co zapewni mi w końcu komfort psychiczny w pracy na planie czy na scenie. Tego komfortu psychicznego ciągle brakuje mi jako aktorce do pełni szczęścia.

    * Cały czas mówisz o szczęściu zawodowym. A prywatnie? Czego ci brakuje, by być naprawdę szczęśliwą?

    - Skąd wiesz, że nie jestem naprawdę szczęśliwa?

    * Nie wiem, dlatego pytam.

    - W moim prywatnym życiu też wiele się dzieje, ale nie chcę o tym opowiadać.

    * Młode kobiety, pytane, czego im brakuje do szczęścia, mówią najczęściej o wielkiej miłości.

    - Każdy chyba marzy o wielkiej miłości, bo miłość to najpiękniejsza rzecz na świecie.

    * Jaki powinien być, według ciebie, idealny mężczyzna?

    - Nie myślę o mężczyznach w kategoriach "ideał - nie ideał". Nie tworzę w swojej głowie ideałów, bo nie chcę sama siebie krzywdzić. Serce nie sługa i czasem płata nam różne figle. Czasami osoba, która wydaje się obiektywnie mało atrakcyjna, staje się najpiękniejsza na świecie, olśniewa urodą ducha. Na takie olśnienie czekają kobiety.

    * Umiałabyś to "olśnienie" zdefiniować?

    - Olśnienie znaczy... miłość.

    * Zdefiniuj zatem miłość.

    - Miłość nie ma definicji. Ona po prostu jest!

    * Rozmawiamy już kilkanaście minut, a ty ciągle się uśmiechasz!

    - Jaki z tego wniosek?

    * Że jesteś zakochana!

    - Nic ci na ten temat nie powiem. Stan mojego serca jest moją tajemnicą.

    * Jak wygląda twój przeciętny, zwykły dzień?

    - Każdy mój dzień jest inny. Gdy chodziłam do liceum, mogłam powiedzieć: "codziennie wstaję o siódmej, idę do szkoły, wracam do domu i pilnie się uczę." W tej chwili moje życie jest znacznie ciekawsze. Kiedy nie pracuję, staram się zawsze robić coś, co mi wynagradza brak pracy. Żeby dobrze się czuć, muszę działać, robić coś szalonego.

    * Na jakie szaleństwa możesz sobie pozwolić?

    - Pozwalam sobie na wiele różnych szaleństw. Wielokrotnie sama siebie zaskakuję, bo zdarza się, że robię rzeczy, o jakie nigdy bym się nie podejrzewała.

    * Na co ci najczęściej brakuje czasu?

    - Wcale nie twierdzę, że brakuje mi na coś czasu. Cały mój czas jest do mojej dyspozycji i rozporządzam nim tak, jak chcę. Zdarza się, że muszę rezygnować z jednej rzeczy, by poświęcić się innej, ale generalnie robię to, co chcę.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo