Głuche telefony utrapieniem strażaków

    Głuche telefony utrapieniem strażaków

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Młodszy ogniomistrz Rafał Kata, dyżurujący w komendzie straży pożarnej w Stalowej Woli, jak zwykle odebrał na dyżurze kilkaset telefonów.

    Młodszy ogniomistrz Rafał Kata, dyżurujący w komendzie straży pożarnej w Stalowej Woli, jak zwykle odebrał na dyżurze kilkaset telefonów. ©Z. Surowaniec

    Utrapieniem dyżurnych w komendach straży pożarnej są setki głuchych telefonów na numer alarmowy.
    Młodszy ogniomistrz Rafał Kata, dyżurujący w komendzie straży pożarnej w Stalowej Woli, jak zwykle odebrał na dyżurze kilkaset telefonów.

    Młodszy ogniomistrz Rafał Kata, dyżurujący w komendzie straży pożarnej w Stalowej Woli, jak zwykle odebrał na dyżurze kilkaset telefonów. ©Z. Surowaniec

    Nawet matki uczą dzieci jak dzwonić wykręcając 112.

    Rozlega się głośny telefon na numer alarmowy 112. Dyżurny podnosi słuchawkę i nic, cisza. Za chwilę kolejny telefon, tym razem z głupim tekstem. Po chwili znów telefon bez identyfikacji. I tak kilkaset telefonów na jednej służbie.

    Dyżurni w komendach straży pożarnej świetnie sobie radzą z przyjmowaniem zgłoszeń na alarmowy numer 112. Dobija ich zwyczaj używania telefony do wygłupów.
    To przede wszystkim zasługa najmłodszych. Na komendach wiedzą dokładnie, kiedy w szkołach rozpoczynają się przerwy. Właśnie na przerwach jest najwięcej telefonów na alarmowy numer. Stało się to plagą, z którą nie sposób sobie poradzić.

    GŁUPIE ŻARTY

    Około pięciuset telefonów od wygłupiającej się młodzieży przyjmuje na służbie oficer dyżurny komendy straży pożarnej w Stalowej Woli. - W ciągu dziesięciu minut jest nawet dwadzieścia telefonów, które są głupimi żartami - potwierdza zastępca komendanta straży pożarnej w Stalowej Woli Krzysztof Żywczyk. - Przez dwanaście godzin służby dyżurny bez przerwy odbiera takie telefony. One irytują i wyczerpują dyżurnego - ubolewa komendant. Szacuje, że miesięcznie dyżurni odbierają osiem tysięcy telefonów od żartownisiów.

    Telefon na dyżurce w komendzie straży pożarnej w Stalowej Woli ma głośno ustawiony dzwonek. Można o nim powiedzieć, że stawia na nogi. Gdyby dyżurny odbierał tylko zgłoszenia od naprawdę potrzebujących pomocy, byłoby nieźle. Ale dyżurny jest bombardowany setkami głupich telefonów. - Kiedy podnoszę słuchawkę, to albo nikt się nie odzywa, albo słychać jakieś głosy czy pogłos. To jest różnie - mówi młodszy ogniomistrz Rafał Kata.

    RZUCAJĄ WYZWISKAMI

    Zdarza się, że ktoś rzuci kilka wyzwisk i wyłączy telefon. Zauważono, że dorośli uczą dzieci dzwonić, wystukując właśnie 112. Dzieci zabawiają się wybierając ten numer. - I mają radochę - domyśla się Rafał Kata. Nasila się to w ferie, w wakacje, w dni wolne od nauki.

    Na wyświetlaczu telefonu w komendzie straży pojawiają się numery telefonów, z jakich dzwonią wzywający pomocy. Jednak problem jest z tym, że na telefon alarmowy można dzwonić z telefonu komórkowego nawet po wyjęciu z niego karty, nawet kiedy karta nie jest doładowana. Takie połączenia są bezpłatne. Bez skrupułów wykorzystują to półgłówki. Kiedy ktoś dzwoni z takiego "rozbrojonego" telefonu komórkowego na wyświetlaczu wyskakuje numer 601-… i dalej same zera.

    Technicznie jest możliwość namierzenia osoby dzwoniącej bez potrzeby, dla draki, na telefon alarmowy. Procedura jest jednak żmudna. Należałoby złożyć doniesienie do policji czy prokuratury. Potem trzeba by wystąpić do operatorów komórkowych o pomoc w odnalezieniu żartownisia. To by trwało. Być może udałoby się ukarać kilka osób. Tymczasem lawina "dzikich" telefonów jest duża i nie widać sposobu na jej zatamowanie.

    SETKI DZIENNIE

    Komendant straży pożarnej w Nisku Ryszard Sieńko potwierdza, że głupie telefony bombardują dyżurnego. - Jest ich około dwustu na dwunastogodzinnej zmianie - szacuje. - Fałszywych telefonów o rzekomych zdarzeniach mamy około dziesięciu w miesiącu. Telefony od głupków idą w setki dziennie - twierdzi.

    - To jest naprawdę upierdliwe i rozprasza dyżurnego. Bo nie wiadomo czy ktoś dzwoniąc wzywa pomocy, tylko zaniemówił lub nie potrafi się wysłowić - tłumaczy komendant. Po kilku godzinach odbierania setek telefonów dyżurny może nie mieć ochoty uprzejmie odezwać się do kogoś wzywającego pomocy.

    ZROBIĆ PORZĄDEK

    - Te telefony są nie do wyeliminowania - obawia się komendant mieleckich strażaków Roman Kołacz. Zdarzało się, że straż oddzwaniała na telefon, z którego było wiele głuchych telefonów. Okazywało się wówczas, że telefon odbierał rodzic, którego dziecko robiło sobie zabawę. - Rodzic odpowiednio porozmawiał z dzieckiem i było o jeden telefon mniej - uważa komendant.

    Mielecki komendant przyznaje, że dziennie jest około pięciuset głupich telefonów, od rana do północy, od północy do rana. - W dyżurnych, w nas wszystkich, gotuje się z tego powodu. Gdybyśmy mogli wciągnąć kogoś takiego dzwoniącego do komendy przez kabel, zrobilibyśmy z nim porządek - śmieje się komendant.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo