Kamila Porczyk najlepsza!

    Kamila Porczyk najlepsza!

    Dorota Kułaga, Artur Szczukiewicz

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Kamila Porczyk świętowała zwycięstwo u boku męża i ojca.

    Kamila Porczyk świętowała zwycięstwo u boku męża i ojca.

    Kamila Porczyk pokonała pozostałych uczestników "Gwiezdnego cyrku". Zwyciężczyni show towarzyszyliśmy podczas wszystkich odcinków programu.
    Kamila Porczyk świętowała zwycięstwo u boku męża i ojca.

    Kamila Porczyk świętowała zwycięstwo u boku męża i ojca.

    - W cyrku wszystko jest możliwe - mówią znawcy sztuki cyrkowej. - To się nigdy nie uda - mówiły z kolei gwiazdy, gdy po raz pierwszy dowiadywały się, jaki numer będą musiały wykonać w kolejnym odcinku "Gwiezdnego cyrku".

    ZA KULISAMI "GWIEZDNEGO CYRKU"

    Za kulisami programu panowała nerwowa atmosfera. Niektórzy musieli przełamać ogromny strach, by szybować pod kopułą, inni zastanawiali się, czy "dogadają" się ze zwierzętami, jeszcze inni tylko się uśmiechali, bo akurat dostali do zrobienia coś łatwego. Wszyscy trzymali kciuki za konkurentów i gorączkowo odliczali minuty pozostałe do ich występu.

    Kamila Porczyk nawet przez moment nie przypuszczała, że wygra z pozostałymi gwiazdami. Co tydzień ciężko pracowała, by dobrze wypaść na arenie. I co tydzień dziwiła się, że widzowie wciąż chcą ją oglądać.

    Na początku było dziewięcioro śmiałków, którzy zgodzili się poddać niezwykłej próbie i przeżyć przygodę, o jakiej marzyli... w dzieciństwie. Grażyna Wolszczak przyznaje, że zawsze z podziwem patrzyła na żonglerów i magików, Szymon Wydra skrycie zazdrościł treserom dzikich zwierząt, a Ania Powierza zamykała oczy, gdy akrobaci wykonywali niebezpieczne ewolucje na dużych wysokościach. Teraz dziewięć znanych z ekranów gwiazd po prostu mogło wcielić się w rolę artysty cyrkowego i skonfrontować dziecięce marzenia z rzeczywistością.

    "Gwiezdny cyrk" był najdroższym widowiskiem w historii polskiej telewizji. To także jedno z najbarwniejszych i najciekawszych show, jakie dane nam było oglądać od lat. Tutaj, w cyrku, nigdy nic nie jest takie samo. Każdy numer, każde wyjście na arenę to wielka niespodzianka, wyzwanie. Przekonała się o tym Marysia Góralczyk, gdy - podczas wykonywania wydawałoby się nieskomplikowanego numeru - upadła i na chwilę straciła przytomność. - Byłam dobrze przygotowana do występu, na próbach wszystko szło jak po maśle - mówi młoda aktorka. - Zawinił... rekwizyt.
    Marysia, choć odpadła z programu jako jedna z pierwszych, co tydzień przychodziła do cyrku kibicować przyjaciołom. Kołnierz ortopedyczny to pamiątka, z którą jeszcze przez jakiś czas nie może się rozstać. Także Piotr Pręgowski doznał w czasie występu kontuzji.

    - Chwila nieuwagi i talerz, który miałem chwycić, wylądował na mojej twarzy - żartuje aktor. - Skończyło się na szczęście tylko na podbitym oku.
    - Całodzienne treningi przyniosły świetne rezultaty. - Nasze gwiazdy połknęły bakcyla - twierdzi Stanisław Zalewski, dyrektor Cyrku Zalewski. - Z programu na program wszyscy byli coraz lepsi, coraz śmielej wykonywali coraz trudniejsze zadania. Dla mnie każda z gwiazd była faworytem, nie umiałem wskazać, która sprawdzała się na arenie cyrkowej najlepiej. Widzowie wyróżnili Kamilę Porczyk, ale ja dałbym nagrodę wszystkim!

    Jurorzy od początku bez chwili wahania wskazywali swojego faworyta. Marek Siudym miał według nich ogromne szanse na wygraną, bo czuje się na arenie jak ryba w wodzie. Także Piotr Pręgowski, zawsze uśmiechnięty, cieszył się ogromną sympatią jurorów i widzów. - Jeden z nich musi wygrać - mówił nawet Przemysław Saleta, a Maryla Rodowicz dodawała: - Ze wskazaniem na pana Marka.

    Kamila Porczyk pokonała ich obu. - Miała dużo szczęścia, bo jej ostatni numer naprawdę był rewelacyjny - twierdzi Piotr Bałtroczyk. Jurorzy nagrodzili go czterema dziesiątkami - jedyny raz w całym programie!

    - Podczas przygotowań do show wszyscy bardzo się zaprzyjaźniliśmy - opowiada Kamila Porczyk. - Szkoda, że do finału nie mogliśmy zakwalifikować się wszyscy. I szkoda, że swoją nagrodą nie mogę podzielić się z przyjaciółmi.

    Kim jest Kamila Porczyk

    Kim jest Kamila Porczyk


    Urodziła się 6 lipca 1977 roku w Pionkach, przez wiele lat związana była z Kielcami. Ma męża Bernda Czabauna, który pochodzi z Austrii. Jest absolwentką Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach. Przygodę ze sportem rozpoczęła od akrobatyki, którą trenowała w kieleckiej Tęczy, jej trenerem był Adam Makowski. Największe sukcesy odniosła w fitness - została mistrzynią świata w trzech federacjach. Hobby - taniec, muzyka.



    NIE TRZEBA BYĆ GWIAZDĄ, ŻEBY... BYĆ GWIAZDĄ - ROZMOWA Z KAMILĄ PORCZYK

    Kamila Porczyk, która przez kilkanaście lat związana była z Kielcami, odniosła kolejny sukces. W pięknym stylu wygrała "Gwiezdny cyrk". W nagrodę dostała Złotą Gwiazdę Cyrkową, razem z mężem Berndem Czabaunem pojedzie też na Międzynarodowy Festiwal Sztuki Cyrkowej do Monte Carlo.

    * Co pomyślałabyś, gdyby przed rozpoczęciem programu ktoś powiedział Ci, że sięgniesz po zwycięstwo?

    - Potraktowałabym to jako dobry żart. Zdawałam sobie sprawę, że jestem osobą najmniej znaną w tym gronie. Startowałam z aktorami, którzy grają w popularnych serialach i często goszczą w domach telewidzów, czy z Szymonem Wydrą, który podbija listy przebojów. A ja byłam znana wąskiej grupie ludzi, tym, którzy interesują się sportem, szczególnie fitness.

    * To ile tygodni dawałaś sobie w tym programie?

    - Na początku myślałem sobie: jak wytrwam trzy odcinki, to będzie bardzo dobrze. Zresztą już miałam zarezerwowany bilet lotniczy do Niemiec (śmiech). Jak przeszłam dalej, to Bernd powiedział mi: "Jak dojdziesz do piątego, czy szóstego odcinka, to będzie super, zostaniesz w pamięci ludzi". A po awansie do półfinału dla mnie przestała to już być zabawa, a zaczęła się sportowa rywalizacja. Zaczęła się walka o zwycięstwo, tak jak na zawodach o mistrzostwo Polski czy świata.

    * Jak wspominasz tych dziesięć tygodni, spędzonych w "Gwiezdnym cyrku"?

    - Przede wszystkim to była ciężka praca. W Warszawie byłam od 1 lutego, miałam tylko sześć dni przerwy na wylot na pokaz do Las Vegas. Treningi odbywały się nawet trzy-cztery razy dziennie, to był bardzo duży wysiłek. Jeszcze odczuwam trudy tej rywalizacji, bolą mnie żebra, kolana, po ostatnim występie stawy skokowe. Ale warto było podjąć takie wyzwanie, bo tych cudownych chwil, które przeżyłam, nikt mi nie odbierze. A ja już taka jestem - zawsze idę na całość, daję z siebie wszystko, często ryzykuję, bo lubię mocną dawkę adrenaliny. I dlatego decydowałam się na wykonanie tych najtrudniejszych ćwiczeń, czasem na swoją odpowiedzialność. Udział w tym programie to była też niezapomniana przygoda. Spotkałam wspaniałych ludzi, nie tylko tych, z którymi występowałam. Z niektórymi na pewno będą to bliższe znajomości. Właśnie dostałam sms-a od Agnieszki Popielewicz, która prowadziła ten program. Zapytała, co u mnie słychać i napisała, iż ma nadzieję, że "zostanę w Polsce forever". Na razie to jest niemożliwe, na pewien czas wracam do Niemiec, bo tam teraz mieszkam i pracuję. Ale w miarę możliwości będę przyjeżdżać do Polski i do Kielc, do których mam ogromny sentyment.

    * Czy podczas tego programu były chwile zwątpienia, były takie momenty, kiedyś zadawałeś sobie pytanie - co ja tutaj robię?

    - Było kilka takich momentów. Przed pokazem na linie miałam tak obolałe nogi, że nie mogłam chodzić. Podczas występów z szarfami było podobnie. Na ostatniej próbie przed finałem najtrudniejsze ewolucje wyszły mi tylko raz, a później były upadki. Byłam potłuczona, ale zawzięłam się. Powiedziałam sobie: nie mogę zawieść tych ludzi, którzy na mnie głosowali i teraz na mnie liczą. I w finale wszystko ułożyło się po mojej myśli. Ale ja już taka jestem, że jak jest walka o zwycięstwo, jak muszę się wykazać, to zazwyczaj wszystko mi wychodzi. To jest dar z góry, bo tego nie da się wytrenować.

    * Z którymi uczestnikami programu miałaś najlepszy kontakt?

    - Z Piotrkiem Pręgowskim, to dusza towarzystwa. Każdego potrafi rozbawić do łez. Bardzo dobrze dogadywałam się też z Szymonem Wydrą i Markiem Siudymem.

    * Twój mąż powiedział mi, że podziwia cię za to, co pokazałaś w tym programie i jest z ciebie dumny.

    - Jest dumny i bardzo przeżywał każdy mój występ. Ale mnie utkwiły w pamięci jego słowa, które powiedział do jednego z dziennikarzy, że był już ze mnie dumny zanim dostałam zaproszenie do tego programu. Z Berndem często rozmawialiśmy jak wracałam z prób, nawet o godzinie 24. Dzwoniliśmy do siebie, bo on musiał być w pracy w Niemczech. Ale cały czas mi powtarzał, żebym się nie martwiła, że dam sobie radę. Był dla mnie wsparciem, podobnie jak cała rodzina: moi kochani rodzice, brat i siostra. Jestem im za to bardzo wdzięczna. Dziękuję też wszystkim, którzy na mnie głosowali, wysyłali sms-y. Wiem, że bardzo aktywni byli czytelnicy
    "Echa Dnia". Dlatego jeszcze raz wielkie dzięki, bo bez was nie byłoby tego sukcesu.

    * W nagrodę za zwycięstwo dostałaś Złota Gwiazdę Cyrkową. To wyjątkowa statuetka w twojej kolekcji.

    - Najtrudniej było ją zdobyć, jest mi bardzo bliska i dlatego podjęłam już decyzję, że przekażę ją na licytację. Jeszcze nie wiem, kiedy i gdzie, ale zależy mi na tym, żeby pieniążki, które uda się zebrać, przekazać na cel charytatywny, na przykład na leczenie chorych dzieci.

    * Wiem, że w nagrodę wyjedziesz też na Międzynarodowy Festiwal Sztuki Cyrkowej do Monte Carlo.

    - To dla mnie zaszczyt i duże wyróżnienie, podobnie jak udział w tym programie, u boku tak znanych osób. Wiem, że zasiądę w loży honorowej razem z księciem Monaco, później ma być uroczysta kolacja.

    * Co jeszcze dało ci zwycięstwo w tym programie?

    - Niesamowitą satysfakcję i świadomość, że nie trzeba być gwiazdą, żeby... być gwiazdą. Nie pojawiam się w serialach, moja dyscyplina nie jest zbyt popularna w naszym kraju, a jednak udało mi się zdobyć serca Polaków. Wydaje mi się, że ludzie mnie pokochali, pokochali taką normalną Kamilę Porczyk, i to jest dla mnie największa radość. Poza tym, ten program dał mi takie wewnętrzne przekonanie, że jeśli trzeba będzie, to poradzę sobie w życiu w innej roli. Nie tylko w siłowni, na pokazach fitness, na zawodach, ale również w pokazach iluzji, czy innych występach, gdzie potrzebne są pewne umiejętności aktorskie.

    * Znacznie wzrosła też twoja popularność.

    - Taka jest siła telewizji i popularnego show, bo wiem, że ostatnie odcinki miały bardzo dużą oglądalność. W sobotę jechałam windą w dresie, bez makijażu. Wsiadł jakiś pan i powiedział: "Dzień dobry pani Kamilo, gratuluję wspaniałego występu". W sklepie też zagadnęła mnie pani, powiedziała, że śledziła moje występy i podziwiała odwagę w tych najtrudniejszych numerach. To bardzo sympatyczne, ale ja chcę zaznaczyć, że ta popularność na pewno mnie nie zmieni. Nadal będą taką Kamilą Porczyk, jak trzy, cztery miesiące wcześniej. Będę normalną babką, która twardo chodzi po ziemi.

    * A jakie masz teraz relacje z Marylą Rodowicz? Na początku programu nie były najlepsze...

    - I zupełnie nie wiem dlaczego. Byłam surowo oceniana, padło trochę ostrych słów, ale myślę, że z czasem pani Maryla przekonała się do tego, co robię. I sądzę tak nie tylko dlatego, że za ostatni pokaz dala mi "10". Bardzo sobie cenię to, że na bankiecie, który odbył się po finale, podeszła do mnie i powiedziała, że gratuluje mi zwycięstwa i naprawdę podziwia za to, co robię. To było bardzo miłe.

    * Jakie masz kolejne plany?

    - Jedno swoje marzenie już spełniłam, zrealizowałam się w cyrku. Teraz mam kolejne. Chciałabym nagrać płytę DVD. Byłyby na niej rady dla kobiet: jak odpowiednio się odżywiać, jak dbać o sylwetkę, co zrobić, żeby zrzucić kilka kilogramów bez uszczerbku na zdrowiu. To byłyby ćwiczenia z lekkim, humorystycznym komentarzem, bo takiej pozycji brakuje na rynku. Chciałabym, żeby ta płyta była drogowskazem dla każdej kobiety, czy dziewczyny, która chciałaby zadbać o figurę, a nie wie, jak to zrobić.

    * A gdybyś teraz dostała ofertę występu w kolejnym show, to co byś powiedziała?

    - Teraz, nie. Chcę odpocząć i pomieszkać z mężem. Ale za kilka tygodni, czy miesięcy jak najbardziej. Lubię adrenalinę i kolejne wyzwania.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo