Ile ma nasza władza?

    Ile ma nasza władza?

    Wioletta Wojtkowiak

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Włodarze naszych miast ujawnili majątki. Przyglądamy się stanowi posiadania prezydentów i burmistrzów miast.
    Jak wynika z oświadczeń najbardziej majętnym spośród naszych prezydentów i burmistrzów jest prezydent Mielca Janusz Chodorowski, który samych oszczędności

    Jak wynika z oświadczeń najbardziej majętnym spośród naszych prezydentów i burmistrzów jest prezydent Mielca Janusz Chodorowski, który samych oszczędności ma na sumę około 250 tysięcy złotych.

    Najlepiej na urzędzie zarabia prezydent Mielca, Janusz Chodorowski, najskromniej burmistrz Baranowa Sandomierskiego, Mirosław Pluta. Dzisiaj przyjrzyjmy się majątkom prezydentów i burmistrzów naszego regionu.

    Zaczynimy od pieniędzy. W złotówkach, dolarach i euro skrzętnie oszczędza prezydent Mielca Janusz Chorodowski. W ostatnim roku odłożył na koncie najwięcej, bo ponad 32 tysiące złotych. Posiada też 195.150 złotych w funduszach inwestycyjnych.

    SĄ BOGACI I BIEDNIEJSI

    Za to w porównaniu z rokiem 2006 stopniały oszczędności prezydenta Tarnobrzega. Rok temu o tej samej porze deklarował posiadanie 35 tysięcy złotych w gotówce, dzisiaj już "tylko" 25 tysięcy złotych. Ale w tym roku deklaruje jeszcze akcje funduszu Pionier na kwotę 20 tysięcy złotych.

    Spośród trzech prezydentów najmniej imponująco wyglądają zasoby prezydenta Stalowej Woli, Andrzeja Szlęzaka, bo przyznaje się on tylko do 5 tysięcy złotych.
    Włodarze mniejszych miast też oszczędzają. Najbardziej zapobiegliwy pod tym względem jest burmistrz Rudnika nad Sanem, Waldemar Grochowski. Zgromadził przeszło 30 tysięcy złotych i siedem tysięcy dolarów. Ale podstawa jego majątku to nieruchomości, w tym dom wyceniony na ćwierć miliona.
    Burmistrz Baranowa Sandomierskiego, Mirosław Pluta, który dochody na urzędzie ma najniższe z dziś prezentowanych prezydentów i burmistrzów też ma kapitał w nieruchomościach. Trzy mieszkania wycenił w sumie na 110 tysięcy euro. Jako jedyny z włodarzy jeździ dwoma samochodami.

    Skromnie żyje burmistrz Nowej Dęby, Wiesław Ordon. Nie ma oszczędności wcale, a to, co zarabia wydaje na utrzymanie rodziny. Nie ma samochodu, ale długów też nie podobnie zresztą, jak prezydent Stalowej Woli.
    Jakie jeszcze wnioski nasuwają się po analizie oświadczeń majątkowych prezydentów i burmistrzów ?

    DOM MOŻE SPORY, ALE PASKUDNY…

    Niestety większość dopuściła się najczęściej popełnianego przez samorządowców grzechu - zaniżenia wartości podawanych nieruchomości. Burmistrz Ulanowa, Andrzej Bąk swój dwustumetrowy dom na osiedlu domów jednorodzinnych oszacował na jedyne 100 tysięcy złotych. Bo...

    - Dom może spory, ale paskudny. Budowany w socjalizmie, takie typowe pudełko. A jaką cenę podałem to moja sprawa. Fachowcem od wyceny nie jestem. Gdy zgłosi się kupiec, to będę negocjował - broni się Andrzej Bąk, chociaż domu wcale nie zamierza sprzedawać. - Zresztą nie wiem, czy liczy sobie 200 metrów. Nigdy go nie mierzyłem…

    Prezydent Stalowej Woli, Andrzej Szlęzak swoje 48 - metrowe mieszkanie wycenił na 50 tysięcy złotych. Trzymająca pieczę nad oświadczeniami sekretarz urzędu Gabriela Grzesiowska usłyszała od prezydenta, że przy ulicy Energetyków "drożej się nie sprzeda". - Za mało - słyszymy od znawców lokalnego rynku nieruchomości. Owszem, osiedle budowane dla pracowników elektrowni na obrzeżach miasta nie cieszy się wielką popularnością wśród kupujących, ale cena za prezydenckie lokum na pewno byłaby wyższa niż 50 tysięcy.

    Korektę wartości mieszkań dostrzegliśmy na przykład u prezydenta Tarnobrzega. Swoje 72-metry kwadratowe wycenił na 150 tysięcy złotych i biorąc pod uwagę, że duże metraże schodzą gorzej taka wartość nie razi. Janusz Chodorowski podniósł wartość mieszkania z 90 tysięcy w oświadczeniu ubiegłorocznym na 110 tysięcy złotych w oświadczeniu składanym w tym roku.

    PRAWDZIWOŚCI NIKT NIE SPRAWDZA

    Do końca kwietnia samorządowcy w całym kraju musieli złożyć oświadczenia majątkowe, czyli ujawnić swoje dochody i majątki. Zrobili to już szósty raz. A tej idei przyświecał antykorupcyjny cel - aby lokalna społeczność mogła mieć pod kontrolą sprawowanie przez funkcjonariuszy publicznych swoich obowiązków, głównie tego czy nie czerpią z tego tytułu nadmiernych korzyści. Składanie oświadczeń majątkowych miało też uchronić pełniących te stanowiska przed pomówieniami.

    Większości oświadczeń, do jakich dotarliśmy nie ma jeszcze na internetowych stronach Biuletynu Informacji Publicznej. Niestety, prawo nie precyzuje terminu publikacji. Ale lokalni decydenci dla własnego dobra nie powinni zwlekać z ujawnieniem takich informacji na stronach internetowych, uważa Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego, dyrektor programu "Przeciw korupcji". A to dlatego, by nikt nie miał wątpliwości.

    Niestety. Nikt nie sprawdza prawdziwości złożonych oświadczeń majątkowych. W maju ubiegłego roku miał na to ochotę były rząd, składając projekt ustawy o lustracji majątkowej funkcjonariuszy publicznych. Kontroli miał podlegać cały dorobek życia urzędników, włącznie z tym przepisanym na żony, dzieci czy rodziców. Do uchwalenia ustawy nie doszło.

    Zaś Najwyższa Izba Kontroli oceniając w raporcie dotychczasową praktykę składania i analizę oświadczeń majątkowych stwierdza, że nie zapewnia ona skutecznej walki z ewentualną korupcją. Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła brak należytej staranności przy analizie złożonych oświadczeń oraz nie wyciąganie konsekwencji służbowych wobec osób, które złożyły oświadczenia niekompletne lub po terminie.


    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo