Pechowy wyścig rajdowców pod Olsztynem

    Pechowy wyścig rajdowców pod Olsztynem

    Marcin Radzimowski

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Pomimo problemów, w klasie N3 Marek i Kasia zdobyli trzy punkty, które nie pozostaną bez znaczenia w końcowej klasyfikacji.

    Pomimo problemów, w klasie N3 Marek i Kasia zdobyli trzy punkty, które nie pozostaną bez znaczenia w końcowej klasyfikacji. ©Hulakuka Rally Team

    Nasi rajdowcy mieli pod Olsztynem ogromnego pecha, ale… wywalczyli punkty.
    Pomimo problemów, w klasie N3 Marek i Kasia zdobyli trzy punkty, które nie pozostaną bez znaczenia w końcowej klasyfikacji.

    Pomimo problemów, w klasie N3 Marek i Kasia zdobyli trzy punkty, które nie pozostaną bez znaczenia w końcowej klasyfikacji. ©Hulakuka Rally Team

    Pożar rajdówki, zerwane zawieszenie auta i jazda oplem na popych. Pomimo takich przygód, rajdowcy z naszego regionu - Marek Kwaśnik i Katarzyna Buś, w 11 Rajdzie Agapit rozegranym w sobotę okolicach Olsztyna wywalczyli cenne punkty.

    - Emocje jakie towarzyszyły nam na tym rajdzie, można by było spokojnie podzielić na kilka następnych imprez. To był chyba najtrudniejszy dotychczas dla nas rajd - mówi Marek Kwaśnik z Huty Komorowskiej, kierowca rajdowej załogi Hulakula Rally Team.

    Początek ścigania nie dawał powodu do niepokoju.
    Na drugim odcinku specjalnym duet Kwaśnik/Buś miał siódmy czas w klasyfikacji generalnej (78 zespołów) i trzeci w ich klasie N3. Problemy pojawiły się dopiero w parku serwisowym, kiedy to po zatankowaniu paliwa i umyciu szyb, nasza załoga zamierzała wyjechać na trzeci odcinek.

    Jechali "żabką"

    - Motor nie chciał zapalić, a czas naglił. Nie wiedzieliśmy co się dzieje. Próby odpalenia auta skończyły się tym, że wybuchł mały pożar pod maską, musieliśmy użyć gaśnicy - relacjonuje Katarzyna Buś z Nowej Dęby, pilot załogi. - W końcu silnik zaskoczył i niejako rzutem na taśmę zdołaliśmy wyruszyć o czasie.

    Wkrótce jednak pojawiły się kolejne problemy. W trakcie tego odcinka opel, nazywany pieszczotliwie Bandziorem, odmawiał posłuszeństwa. Na tym i kolejnym oesie rajdowcy jechali "żabką" - na odcinku 300 metrów silnik pracował, potem sto metrów bez zasilania. Strata czasowa do pozostałych załóg rosła. Na metę czwartego odcinka duet Kasia i Marek dopchali swoje auto, bo tuż przed metą silnik zgasł i nie dał się już uruchomić.

    - Prawie się poddaliśmy, bo w parku serwisowym przez kwadrans nie byliśmy w stanie odpalić auta. Okazało się w końcu, że problem z przewodami zasilającymi pompę paliwową - dodaje Marek Kwaśnik. - Nasi mechanicy awaryjnie usunęli usterkę.
    Dotrzeć do mety

    To nie był jednak koniec niespodzianek. Zaraz na początku kolejnego odcinka, auto zaczęło się źle prowadzić. Początkowo wyglądało to na kapcia, ale okazało się, że usterka znacznie poważniejsza - zerwane całe przednie zawieszenie.

    - Lewy amortyzator wyrwał się z mocowania i postanowił uwolnić się przez maskę naszego samochodu, zaś prawy wygiął się w literkę "S" co spowodowało ocieranie opony o elementy zawieszenia. Gorzej już być nie mogło - wspominają rajdowcy.

    Ostatnie trzy odcinki rajdu załoga Hulakula Rally Team pokonała na światłach awaryjnych i w tempie niemal żółwim. Dla nich liczyło się już tylko dotarcie do linii mety, co nie udało się wszystkim. Na rampie w Olsztynie opel astra naszych rajdowców zameldował się jako trzeci od końca. Pomimo tego, w klasie N3 Marek i Kasia zdobyli trzy punkty, które nie pozostaną bez znaczenia w końcowej klasyfikacji.
    Sponsorami startu naszej załogi są: Hulakula - Rodzinne Centrum Rozrywki, Automobilklub Rzemieślnik oraz firma Alwar, patronat medialny sprawuje portal nowadeba.eu oraz Echo Dnia.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo