Przywracają blask w kościołach

    Przywracają blask w kościołach

    Klaudia Tajs

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Twórca kopiował postaci aniołów. Podobne można zobaczyć w kościele Mariackim w Krakowie.

    Twórca kopiował postaci aniołów. Podobne można zobaczyć w kościele Mariackim w Krakowie. ©M. Radzimowski

    Plastyczki z Krakowa odnawiają kościelne polichromie. Mieszkańcy Trześni odnajduję w wizerunkach świętych swoich… bliskich.
    Twórca kopiował postaci aniołów. Podobne można zobaczyć w kościele Mariackim w Krakowie.

    Twórca kopiował postaci aniołów. Podobne można zobaczyć w kościele Mariackim w Krakowie. ©M. Radzimowski

    Kiedy mieszkaniec Trześni przygląda się malowidłom na ścianach miejscowego kościoła, oznacza to, że poszukuje tam kogoś ze swojej rodziny. Nie wszystkim się to udaje, gdyż część polichromii jest już nieczytelna.
    Dziś mieszkańcy z uwagą obserwują, jak polichromie w ich świątyni odzyskują dawny blask, a znalezienie dziadka z aureolą na głowie nie jest już takie trudne i mozolne.

    Początki parafii w Trześni sięgają 1320 roku.
    Historia niewielkiego kościoła, stojącego przy głównej drodze we wsi, jest znacznie krótsza. - W 2002 roku powinniśmy obchodzić setną rocznicę jego wybudowania - przypomina ksiądz Marian Kondysar, proboszcz trześniowskiej parafii. - Niestety, w tym czasie nikt nie myślał o obchodach rocznicowych, bo żyliśmy wielką wodą, jaka zalała naszą gminę. Dopiero teraz powoli przygotowujemy się do obchodów.

    Z myślą o obchodach, proboszcz Kondysar postanowił odnowić wnętrze kościoła. Jedni mieszkańcy, widząc ogrom pracy, twierdzą, że porwał się z motyką na księżyc. Inni z zaciekawieniem przyglądają się dwóm plastyczkom, którego od pewnego czasu zadomowiły się w ich świątyni i odnawiają ściany.

    OGROMNE WYZWANIE

    Odnowienia polichromii, która powstawała w latach 1943-1944 ręką krakowskiego plastyka Jana Chajdusiewicza, podjęły się specjalistki od konserwacji malowideł ściennych z Krakowa. Magdalena Getler i Dorota Wierzbicka-Miłkowska, absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie przyjechały do Trześni już w ubiegłym roku. - To ogromne wyzwanie ze względu na powierzchnię, którą musimy odnowić, to tysiące metrów - pokazuje Magdalena Getler. - Poza tym malowidła są bardzo zniszczone. Jeszcze rok lub dwa, a farba sama odpadłaby ze ścian. Postanowiłyśmy spróbować. Wcześniej odnawiałyśmy polichromie w kościele Mariackim oraz u franciszkanów w Krakowie. Trudnimy się tym już ponad dziesięć lat.

    W ubiegłym roku plastyczki pracowały przez cały sezon letni. Po kilku miesiącach mozolnej pracy, oczom proboszcza i wiernych ukazał się wspaniały widok. - Udało nam się odnowić dwie boczne kaplice - pokazują dumnie malarki. - W tym roku zaczęłyśmy pracę w maju. Odnawiamy prezbiterium.
    CIERPLIWIE I MOZOLNIE

    Wyzwanie jest ogromne, dlatego pracują po 12 godzin dziennie. Na drewniane rusztowania wchodzą po godzinie 9. Prace konserwatorskie zaczynają od oczyszczenia powierzchni, którą planują odnowić. - Malowidła są wyjątkowo brudne, pokrywa je gruba warstwa kurzu i pajęczyn - opisują plastyczki. - Czyścimy ścianę pędzlami, gumami chlebowymi i specjalistycznymi płynami. Każde miejsce trzeba traktować inaczej. W niektórych malowidła trzymają się w miarę dobrze, w innych odpadają.

    Aby malowidło trzymało się ściany, trzeba znaleźć odpowiedni środek, który przytrzyma farbę. - Kiedy go nałożymy, to zabieramy się do malowania - śmieją się kobiety. - Używamy farb kazeinowych, są najbardziej popularne i zbliżone do tych, jakich autor używał.

    Każdy dzień na rusztowaniach wygląda inaczej. Obecnie plastyczki wspięły się na najwyższy punkt prezbiterium, który od posadzki dzieli 12-metrowa przepaść. Pod ich nogami, na drewnianej podłodze leżą przede wszystkim farby i puste pojemniki po jogurtach. - Są potrzebne do mieszania farb - zaznacza plastyczka. - Aby je mieć, musimy pochłaniać niezliczone ilości kefirów i jogurtów. Wychodzi nam to na zdrowie.

    Ich warsztat pracy to także pędzle. Są wszędzie, różnej wielkości. Obok nich leżą suszarki do włosów, jest odkurzacz, ale i inne urządzenia, które na co dzień używamy w kuchni. - Malowanie to nie tylko pędzel i farba - pokazuje Magdalena Getler. - To całe królestwo, które laikowi może wydać się zbędne. My niestety bez tego wszystkiego obejść się nie możemy.

    PRZYWRACAJĄ BARWY I ZARYSY

    Odnawianie polichromii polega między innymi na przywracaniu dawnej kolorystyki. Różne odcienie żółci, szafirów, bieli i czerwieni plastyczki uzyskują poprzez mieszanie pigmentów. - Odcienie robimy podobnie jak autor tych malowideł - przekonują plastyczki. - Dlatego postęp prac jest tak mozolny. Jednak kiedy patrzymy na efekt finalny, dochodzimy do wniosku, że warto znosić ból kręgosłupa i rąk.
    Panie Magda i Dorota poznały każdy zakątek trześniowskiego kościoła. Poznały także wiernych oraz kościelnego. To dzięki niemu znają jedną z tajemnic, jaką skrywa w sobie kościelna polichromia. - Okazuje się, że Chajdusiewicz, malując świętych i inne postaci, wzorował się na mieszkańcach Trześni - zdradza pani Dorota. - Dlatego postaci ukazane na ścianach, a nawet na wielu obrazach przypominają tutejszych mieszkańców. Wielu z nich już umarło. Bardzo często plastyk, nie mając już chyba modeli, umieszczał na malowidłach swój wizerunek. Raz jest świętym Franciszkiem, raz Chrystusem na sklepieniu.

    Jak wieść niesie, twórca polichromii, wybierając modele do malowania, był bardzo wybredny. - To musiała być charakterystyczna postać z oryginalną twarzą - pokazuje pani Dorota jeden z wizerunków świętego. - Zresztą Chajdusiewicz, malując ścienne pejzaże, także wzorował się na okolicy. Tutaj płynie Wisła, tam widać Sandomierz w oddali. Ponadto wiele jego aniołów, żywcem przypomina te, które odnawiałyśmy w kościele Mariackim. Zaś postać świętej Salomei zaczerpnął z Wyspiańskiego.

    ZAKOŃCZĄ DRUGI ETAP

    Wierni odnowione prezbiterium będą mogli zobaczyć już jesienią. Dziś skrzętnie zakrywa je folia. - Postęp prac zależy od wielu czynników - tłumaczy Magdalena Getler. - Od temperatury powietrza i wilgoci. Od stopnia zanieczyszczenia ściany i samego malowidła. W tym kościele, niemal w każdej niszy jest namalowana postać świętego. To dobry znak, kiedy nad mieszkańcami czuwa taka liczba świętych.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo