Tragiczny finał rodzinnej awantury

    Tragiczny finał rodzinnej awantury

    Marcin Radzimowski

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Tutaj leżał syn. Nie ruszał się - pokazuje matka.

    Tutaj leżał syn. Nie ruszał się - pokazuje matka. ©M. Radzimowski

    Syn szalał z widłami, ojciec chwycił za szpadel. Teraz 23-letni mężczyzna walczy o życie w szpitalu.
    Tutaj leżał syn. Nie ruszał się - pokazuje matka.

    Tutaj leżał syn. Nie ruszał się - pokazuje matka. ©M. Radzimowski

    Rodzinny dramat w Kupnie koło Kolbuszowej. Podczas pijackiej awantury w niedzielę wieczorem 55-letni ojciec zmasakrował swego 23-letniego syna szpadlem. Nieprzytomny mężczyzna walczy o życie w szpitalu. Sprawca uciekł, ale w poniedziałek został zatrzymany. Kilka lat temu wyszedł z więzienia, gdzie siedział za napaść z siekierą na sąsiada.

    - Nie odzyskał przytomności, lekarze mówią, że źle z nim. Niech będzie nawet kaleką, ja się będę nim opiekować, ale niech żyje - mówi Maria Surdyka, matka 23-letniego Stanisława, zarazem konkubina Jana G.

    Widoczne na ziemi ślady krwi mówią o dramacie, jaki rozegrał się w niedzielę około godziny 21.30. Jak ustaliła policja, Jan G. na podwórzu pił alkohol wspólnie z synem. W domu w tym czasie przebywała matka 23-latka, jego narzeczona i siostra. W pewnej chwili między mężczyznami doszło do awantury.

    - To było chyba tak, że Staszek biegał z widłami. On się leczył w szpitalu psychiatrycznym w Jarosławiu, nie wiem, może mu choroba wróciła po alkoholu - mówi matka.

    Nie wykluczone, że syn zamierzał uderzyć ojca widłami, dlatego ten chwycił za szpadel. Zaczął uderzać, bił syna po głowie bez opamiętania.

    Kiedy kobiety usłyszały odgłosy awantury, wybiegły z domu. Stanisław leżał nieruchomo na trawniku, obok była wielka plama krwi. Matka pobiegła do sąsiada - sołtysa wsi, aby wzywać pomocy. Sprawca w tym czasie uciekł, prawdopodobnie schronił się w pobliskim lesie. Dopiero w poniedziałek rano wrócił do domu, tam czekali na niego już policjanci.

    Nieprzytomnego 23-latka przewieziono do szpitala w Rzeszowie. W poniedziałek do godziny 15 wciąż nie odzyskał przytomności, lekarze określali jego stan jako krytyczny.

    Jan G. w 1999 roku został skazany, za pobicie sąsiada. Bił siekierą, o mały włos nie zabił. Mężczyzna powiesił się kilkanaście miesięcy później, nie wiadomo do dziś, z jakiego powodu. W zakładzie karnym 55-letni dziś Jan G. spędził trzy lata.
    W Kupnie dobrego zdania ludzie nie mają ani o sprawcy, ani o poszkodowanym w niedzielnej awanturze.

    - Ten młody się leczył psychiatrycznie. Kiedyś to chciał mi nogę odciąć piłą spalinową - mówi jeden z mieszkańców. - W ogóle lepiej tam się nie zbliżać.
    Rodzina pozostaje pod finansową kuratelą ośrodków pomocy społecznej, jedynie 23-latek ma rentę, pozostali nie pracują. Troje z siedmiorga dzieci Marii i Jana, jest w domu dziecka, kilkoro innych już się usamodzielniło.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo