Ciężka praca ratowników medycznych

    Ciężka praca ratowników medycznych

    Zdzisław Murowaniec, Marcin Radzimowski, Anna Krężel

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Ratownicy Stacji Ratownictwa Medycznego w Borowej - dumnie prezentują nową karetkę.

    Ratownicy Stacji Ratownictwa Medycznego w Borowej - dumnie prezentują nową karetkę. ©P. Cynkier

    Ratownicy medyczni mieli w poniedziałek swoje święto. To była okazja do refleksji, czym jest praca ludzi, którzy przybywają, aby ratować życie i zdrowie.
    Ratownicy Stacji Ratownictwa Medycznego w Borowej - dumnie prezentują nową karetkę.

    Ratownicy Stacji Ratownictwa Medycznego w Borowej - dumnie prezentują nową karetkę. ©P. Cynkier

    - Ratownictwo medyczne to system w skład, którego wchodzi lekarz, pielęgniarka i ratownicy medyczni. Te osoby tworzą zespół, który wyjeżdża karetką na wezwanie - tłumaczy dr Marek Niemiec, ordynator Oddziału Ratunkowego w szpitalu w Stalowej Woli.

    To, co charakteryzuje pracę ratowników medycznych to szybkość działania, gdy w nagłej sytuacji zagrożone jest życie i zdrowie ludzi. To są na przykład zadławienia, zawały, krwotoki, urazy - wyjaśnia dr Niemiec.

    AGRESJA LUDZI

    - To jest najbardziej odpowiedzialna praca, jaką sobie można wyobrazić - zapewnia.
    - Bardzo odpowiedzialna i bardzo stresująca - dodaje. Stres wiąże się nie tylko z koniecznością szybkiej interwencji. Zespół ratunkowy spotyka się niekiedy z ogromną agresywnością osób, do których przyjeżdża. - Niezwykle rzadko zdarzają się przypadki okazywania wdzięczności przez tych, którymi spieszymy z pomocą - zapewnia.

    Osoby wzywające karetkę pogotowia chciałyby, aby pomoc przybyła natychmiast. - Ludziom czekającym na pomoc dłuży się czas oczekiwania, ale przecież my nie latamy helikopterami, tylko musimy przejechać często po dziurawych drogach - tłumaczy dr Niemiec.

    Ogromnym problemem jest pozyskanie do pracy w pogotowiu lekarzy. Starsi lekarze nie chcą się tułać, a młodszych taka praca nie pociąga. Nie ma za to większego problemu z pozyskaniem ratowników pomagających lekarzom w czasie wezwań.

    STRESUJĄCA PRACA

    - Praca ratownika medycznego to ogromna odpowiedzialność, bo przecież ratownik ma za zadanie przede wszystkim ratować ludzkie życie. To stresująca praca, gdzie jeden mały błąd może zakończyć się tragedią - zauważa Monika Gołębiowska, lekarz pogotowia ratunkowego w Tarnobrzegu.

    Dla ratowników medycznych i wszystkich osób pracujących w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, jednym z największych problemów są fałszywe alarmy. Niestety zbyt często zdarzają się wyjazdy do "fałszywek" - do zawałów, porodów, ataków padaczki, zasłabnięć i wielu innych przypadków, których nie ma.

    Bywa, że dzwoniący dowcipnisie, żarty robią sobie nawet z ludzkiej śmierci - zgłaszają śmiertelne wypadki drogowe. Po przyjeździe ekipy na wskazane miejsce okazuje się, że wypadku nie było. W tym czasie ktoś w innym miejscu może naprawdę potrzebować pomocy, a karetka dojedzie za późno tylko dlatego, że wyjechała do fałszywego zgłoszenia.

    - Najmilsze są chwile, kiedy ktoś od serca podziękuje nam za pracę, co niestety nie zdarza się często - dodaje Monika Gołębiowska.
    ZABAWNE SYTUACJE

    Zdarzają się też na izbie przyjęć niecodzienne i zarazem zabawne sytuacje. Jedna z takich miała kilka miesięcy temu miejsce w Tarnobrzegu. Mężczyzna jadąc samochodem przez las, dostrzegł leżącą na jezdni żmiję. Nie chcąc przejechać zwierzęcia, zatrzymał auto i zaczął odganiać węża w kierunku lasu.

    Żmija ukąsiła mężczyznę, ale on pomimo tego złapał gada do reklamówki i postanowił z nim przyjechać na izbę przyjęć. Kiedy tarnobrzeżanin wszedł na izbę przyjęć, zwierzę uwolniło się i wypełzło z auta, gdzieś się ukryło. 25-letni tarnobrzeżanin dostał zastrzyk surowicy przeciwko jadowi żmii, później rozpoczęto poszukiwania, które po kilku minutach zostały zwieńczone sukcesem. Gada wypatrzył ochroniarz pracujący w szpitalu.

    WŁASNA KARETKA

    Mieszkańcy Borowej, Gawłuszowic i Czermina w powiecie mieleckim są szczęśliwi. Mają własną karetkę, która w ciągu paru minut może dotrzeć na miejsce wypadku i udzieli pomocy.

    W poniedziałek pogotowie oficjalnie oddelegowało karetkę wraz z zespołem medycznym z Mielca do Borowej. Stację umieszczono w budynku Gminnego Ośrodka Zdrowia, w specjalnie przygotowanych do tego pomieszczeniach. Stacjonować tu będzie najprawdopodobniej dwóch ratowników medycznych, kierowca karetki i pielęgniarka.

    - W tym miejscu stacja ratunkowa jest potrzebna - mówi Dyrektor Wydziału Zdrowia i Spraw Społecznych Starostwa Powiatowego w Mielcu, Paweł Pazdan. - Obszar, jaki zajmuje Borowa, Gawłuszowice i Czermin jest duży, karetka często nie dojeżdża tu tak szybko jak powinna. Teraz to się zmieni, osoby poszkodowane otrzymają fachową pomoc nawet w ciągu paru minut - zapewnia.

    SZYBKA INTERWENCJA

    Dojazd zespołu medycznego z Mielca do Borowej rzeczywiście jest utrudniony. W godzinach szczytu most na Wisłoce jest praktycznie nieprzejezdny, a stan dróg również nie sprzyja szybkiemu dotarciu karetki do poszkodowanych. Zdarzało się, że nawet 30 minut karetka jechała na wezwanie.

    - Ta karetka spełni oczekiwania - mówi dyrektor Zbigniew Bober. Jej zadaniem jest nie tylko niesienie pomocy, ale także uświadomienie ludziom, że w każdej chwili mogą liczyć na szybką i fachową interwencję ratowników medycznych.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo