Ola Szwed: W czepku urodzona

    Róża Adamcio

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aleksandra Szwed

    Aleksandra Szwed ©Oko Cyklopa

    Rozmowa z młodą aktorką Aleksandrą Szwed.
    Aleksandra Szwed

    Aleksandra Szwed ©Oko Cyklopa

    * Scenarzyści "Rodziny zastępczej" postanowili wydać twoją bohaterkę za mąż...

    - Tak, dostąpiłam wątpliwego zaszczytu zagrania w sukni ślubnej i obrączce na palcu.

    * Dlaczego wątpliwego?

    - Ponieważ wyjątkowo dziwnie, wręcz dyskomfortowo, czułam się w takiej kreacji. Podobne odczucia miał także mój serialowy mąż. Oboje robiliśmy sobie z całej sytuacji żarty. Nie mogliśmy powstrzymać się od śmiechu. Ogromną trudność sprawiło nam stworzenie nastroju stosownego do danej chwili.

    * Biała sukienka nie podziałała na ciebie refleksyjnie?

    - Sceny, w których odgrywam rolę panny młodej, wspominam raczej jako dobrą komedię. W żadnym wypadku nie było to rozrzewnienie czy rozmarzenie! Zresztą aktorstwu przypisane jest ciągłe przebieranie się i przeistaczanie, więc potraktowałam to zawodowo.

    * Spora część kobiet uważa, że występ w sukni ślubnej jest spełnieniem ich marzeń...

    - Ja się do nich na razie nie zaliczam. Wcale się sobie nie podobałam w ślubnej kiecce. Ale czego nie robi się dla sztuki (śmiech)!






    Ola Szwed

    Ola Szwed


    Choć trudno w to uwierzyć, przygoda Aleksandry Szwed z serialem "Rodzina zastępcza" rozpoczęła się dziesięć lat temu! Jej bohaterka Eliza stanie wkrótce na ślubnym kobiercu. 18-letnia dziś aktorka w prawdziwym życiu jest szczęśliwa w związku z Maciejem Duchem, ale do ślubu się nie spieszy. Aktualnie widzowie Polsatu mogą podziwiać jej umiejętności wokalne w "Jak oni śpiewają".



    * A może fason nie odpowiadał?

    - Nie o to chodzi. Elegancko i odświętnie ubieram się tylko wtedy, gdy wymaga tego ode mnie praca czy okazja. Mimo że jestem twarzą firmy odzieżowej Butik - reklamuję ubrania oraz akcesoria do ubioru, modę mam w nosie. Na co dzień wolę wygodny styl ubierania - dżinsy, T-shirt i trampki. Co prawda, mam kilka sukienek czy spódnic w szafie, ale się jedynie kurzą i zżerają je mole.

    * Jesteś romantyczką?

    - No właśnie nie, nad czym, przyznam się, trochę ubolewam. Romantyczność ewidentnie kojarzy się z kobiecością. Ale cóż... Ola Szwed to twardo stąpająca po ziemi realistka, wyznająca czasem wręcz archaiczne zasady. Zresztą mnóstwo we mnie różnych sprzeczności. Freud miałby ze mną dużo do roboty (śmiech).

    * Jesteś podobno szczęśliwie zakochana. Czy, podobnie jak Eliza, zalegalizujesz swój związek?

    - Staram się tak daleko nie wybiegać myślami do przodu. W sferze zawodowej i prywatnej żyję tu i teraz, zdaję się na los.

    Stać cię na takie szaleństwo, jak twoją serialową bohaterkę?

    - Z powodu mojego wrodzonego racjonalizmu nie wyobrażam sobie, że mogłabym popełnić podobne szaleństwo, jak Eliza i po tak krótkiej znajomości wyjść za mąż. Kiedyś z pewnością przyjdzie odpowiedni moment, gdy mi się zachce zostać czyjąś żoną. Mogę jedynie zdradzić, że marzy mi się, abym za czterdzieści lat, bujając się w fotelu, mogła z miłością spojrzeć na pomarszczonego i niedołężnego męża, który będzie dla mnie najpiękniejszy na świecie.

    * Ola Szwed stała się bardzo medialna...

    - Zgadza się. Wcześniej "Gwiazdy tańczą na lodzie", "Fort Boyard", a obecnie "Jak oni śpiewają". Zaproponowano mi przeżycie czegoś jedynego w swoim rodzaju, więc się bez wahania zgodziłam. I nie rozumiem, czemu miałabym tego nie zrobić.

    * Prasa z tej racji nie zostawiła na tobie suchej nitki...

    - Niestety, ostatnimi czasy naczytałam się i nasłuchałam wielu nieprzyjemności na swój temat. Oskarża się mnie o syndrom tak zwanego parcia na szkło, mimo że agenta nie posiadam, a na castingi nie chodzę. Niektórzy są zdania, że wyjątkowo za dużo się pokazuję w mediach oraz że wkrótce to nawet z lodówki wyskoczę. Tu muszę sprostować - zimna nie lubię, mogę, co najwyżej, wyskoczyć z kaloryfera (śmiech).

    * Co przekonało cię do udziału w show?

    - Uwielbiam się uczyć, doskonalić i sprawdzać, na ile mnie stać. Korzystam więc z tych okazji i nie mam żadnych skrupułów, że po raz kolejny biorę udział w show. Każdy następny program to zupełnie inne doświadczenia, emocje, wspomnienia. Jestem młoda i chcę z życia brać tyle, ile się da.

    * Miałaś wcześniej kontakt ze śpiewem?

    - Moja przygoda z profesjonalnym śpiewem zaczęła się ponad dwa miesiące temu. Wcześniej zamęczałam rodzinę wyciem pod prysznicem.

    * Jak więc śpiewa się nowicjuszce?

    - Dziś, gdy jestem po kilku występach na scenie "Jak oni śpiewają", śpiewa mi się dobrze, ale wciąż niepewnie. Okazało się, że mam niedoczynność głośni - nie zwierają mi się do końca struny głosowe, a to powoduje, że nie znam za bardzo możliwości swojego głosu.

    * Często zarzuca się formatowi show, że reżyseruje także przeżycia...

    - Właśnie, niektórzy odczytują nasze łzy jako teatralne, dobrze przemyślane gesty, które mają za zadanie podrasować program. Jasne, okazywanie wyrazistych przeżyć przed milionami widzów jest emocjonalnym striptizem, ale nikt nie powinien wątpić w ich szczerość.

    * Dobrze czujesz się w roli piosenkarki?

    - Tak. Zabawne, jak bardzo śpiewanie jest zbliżone do aktorstwa - również tutaj odgrywa się pewne role, wciela się w postać i wyraża jej intencje. Cieszę się, że mogę dać upust mojej wyobraźni, pokazać się od innej strony. Ale przede mną trudne zadanie. Programy typu "Jak oni śpiewają" są o tyle wyjątkowe, że odbywają się na żywo. Nie ma dubli ani niczyjej pomocy. Samemu trzeba opanować stres, by podołać wyzwaniu.

    * Czy oprawa, którą serwuje show - z krzykliwym makijażem i kiczowatym strojem, odpowiada ci?

    - Takie jest właśnie show. Skoro zdecydowałam się na udział w nim, muszę także akceptować jego format. W przypadku "Jak oni śpiewają" mam wrażenie, że oprawa ma na celu przede wszystkim odciągnięcie uwagi od fałszywych dźwięków, które popełniamy dosyć często. Dopiero na drugim miejscu powinna cieszyć oko widza.

    * Wystąpiłaś także w "Fort Boyard"...

    - Mimo że był to krótki epizod w moim życiu, to niewątpliwie niezapomniany. Będąc w forcie, czułam się tak, jakbym przeniosła się w inny świat, w którym rządzą inne prawa. Tutaj liczył się refleks, a nie umiejętności. Z każdym kolejnym zadaniem, jakie należało wykonać, by przejść dalej, emocje sięgały zenitu, a podwyższony poziom adrenaliny towarzyszył nam codziennie.

    * Co wzbudziło w tobie największą grozę?

    - Trudno powiedzieć, co szczególnie. Na pewno sama niesamowita aura miejsca. Ale przede wszystkim - wspinaczka po zewnętrznej stronie muru fortu nad dwudziestometrową przepaścią. Byłam zawieszona na cieniutkim haczyku i tylko czekałam aż się on urwie.

    * Mimo młodego wieku, odniosłaś już spory sukces...

    - Właśnie. Ostatnio doszłam do wniosku, że muszę być w czepku urodzona. Nie robię za wiele, by dopomóc swojemu szczęściu, bo ono samo do mnie przychodzi. Naprawdę udaje mi się w życiu.

    * Czy z racji, że pracujesz już dziesięć lat, jesteś dojrzalsza od rówieśników?

    - I tak, i nie. Z jednej strony żyje we mnie mały dzieciak, który ma w głowie same głupie pomysły, z drugiej zaś zachowuję się czasem aż za racjonalnie. Myślę, że dzieje się tak, ponieważ nie przeżyłam standardowo mojego dzieciństwa. Gdy inne dzieci się bawiły, ja otaczałam się dorosłymi i ciężko pracowałam.

    * Myślisz o studiach aktorskich?

    - Jezu, po nocach śni mi się, że zdaję do szkoły aktorskiej. Budzę się z krzykiem, bo za każdym razem go oblewam (śmiech). Panicznie się boję, że sen okaże się jawą. Ale od kilku lat faktycznie poważnie myślę o sobie jako o aktorce. Nie wiem jednak wciąż, czy chcę mieć wykształcenie w tym kierunku. Jedni są zdania, że powinnam, inni twierdzą, że skoro gram, to papieru i tak nie potrzebuję.

    * Jeśli nie aktorstwo, to co?

    - Z zamiłowania jestem humanistką, więc myślę, że w tym kierunku pójdę. Może historia sztuki? Nie wiem. Czas pokaże, którą ścieżkę wybiorę po maturze.

    * Jak udaje ci się połączyć życie osobiste z zawodowym?

    - Jest mi koszmarnie ciężko. Często chciałabym być w dwóch miejscach jednocześnie, co, jak wiadomo, nie jest możliwe. Niestety, nieustannie nie udaje mi się zadowolić wszystkich. Zawsze jedna ze stron jest poszkodowana, nawet ja - gdy cierpię na totalne zmęczenie.

    * Twoi rodzice nie złoszczą się, że córki nie ma w domu?

    - Załamują ręce. Martwią się, że tyle na siebie biorę.

    * Będziesz miała kiedyś dosyć tak intensywnego życia?

    - Pojęcia nie mam. Jedno jest pewne - lubię się wycieńczać w przeświadczeniu, że nie marnuję czasu, że produktywnie go spędzam. Jestem jednak świadoma, że długo tak nie pociągnę. Chyba należę do osób, które żyją intensywnie, ale krótko (śmiech).

    Komentarze (6)

    Wszystkie komentarze (6) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo