Bezskutecznie walczy o zasiłek pogrzebowy

    Bezskutecznie walczy o zasiłek pogrzebowy

    Marcin Radzimowski

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Mecenas Zbigniew Rękas z Tarnobrzega: - Wystąpimy do ambasady w Rzymie z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego tak późno informacja o śmierci mężczyzny została

    Mecenas Zbigniew Rękas z Tarnobrzega: - Wystąpimy do ambasady w Rzymie z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego tak późno informacja o śmierci mężczyzny została przekazana rodzinie. ©M. Radzimowski

    Mieszkaniec Weryni (powiat kolbuszowski) w tragicznym wypadku we Włoszech stracił syna. Zapożyczył się, bo koszty sprowadzenia ciała i pogrzebu były duże.
    Mecenas Zbigniew Rękas z Tarnobrzega: - Wystąpimy do ambasady w Rzymie z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego tak późno informacja o śmierci mężczyzny została

    Mecenas Zbigniew Rękas z Tarnobrzega: - Wystąpimy do ambasady w Rzymie z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego tak późno informacja o śmierci mężczyzny została przekazana rodzinie. ©M. Radzimowski

    Teraz bezskutecznie próbuje odzyskać należne mu pieniądze. Winni są prawdopodobnie opieszali urzędnicy, przeszkodą - bezduszna ustawa.

    Jan G. stracił dziecko, ale nie traci wiary w sprawiedliwość. O jego nietypowej sprawie wiedzą już posłowie z naszego regionu, którzy obiecali interweniować. Być może ten precedens, sprawi, że ustawa trafi pod obrady Sejmu.

    W 2006 roku syn Jana G. - Franciszek, wyjechał do pracy we Włoszech.
    Do kwietnia 2007 roku utrzymywał stałe kontakty z rodziną w Polsce, później kontakt nagle się urwał. Mijały kolejne miesiące, a syn nie dawał znaku życia. Próby skontaktowania się z nim też nie przynosiły efektu.

    MINĄŁ PONAD ROK

    Dopiero 29 maja 2008 roku władze konsularne Ambasady RP w Rzymie poinformowały Jana G. o tym, że jego syn nie żyje. Z informacji wynikało, że zginął… ponad rok wcześniej, 6 maja 2007 roku w Anconie. Został śmiertelnie potrącony przez pociąg.

    - Ojciec natychmiast pojechał do Włoch, gdzie zidentyfikował zwłoki. Wykonano jednak dodatkowo badania DNA, wyniki znane były 17 czerwca, wtedy też ostatecznie potwierdzono tożsamość - wyjaśnia mecenas Zbigniew Rękas, pełnomocnik Jana G.

    Mężczyzna działał błyskawicznie. Pozwolenia, dokumenty, transport ciała do Polski, pogrzeb. Z wszystkim tym uporał się w ciągu tygodnia. Koszty były niemałe - w sumie 9,5 tysiąca złotych. Problem pojawił się 30 czerwca, kiedy mieszkaniec Weryni odwiedził Zakład Ubezpieczeń Społecznych z wnioskiem o zasiłek pogrzebowy (zwrot kosztów).

    ZASIŁKU NIE BĘDZIE

    Jan G. dowiedział się, że zasiłku nie otrzyma, gdyż wniosek trzeba złożyć w ciągu roku od daty śmierci członka rodziny. A minął rok i półtora miesiąca.

    - Mój klient padł ofiarą bezdusznego przepisu, gdyż w ZUS pojawił się miesiąc po tym, gdy dowiedział się o śmierci syna - dodaje mecenas Rękas.

    Sprawa trafiła do sądów, najpierw rejonowego, a kilka dni temu okręgowego w Tarnobrzegu. Sądy odmówiły wypłaty zasiłku pogrzebowego, gdyż musiały odmówić - ustawa jest święta. Pomimo że zarówno ZUS, jak i sądy zgodnie uznały, że Jan G. w żadnym stopniu nie przyczynił się do przekroczenia terminu.

    Kto zatem zawinił? Z dokumentów wynika, że już w połowie września 2007 roku włoska prokuratura zakładała, iż nieżyjącym jest Franciszek G. Dlaczego, zatem dopiero osiem miesięcy później powiadomiono rodzinę zmarłego? Informacja utknęła albo we włoskiej prokuraturze, albo w polskiej ambasadzie.


    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo