Ktoś postrzelił psa. Kłusownik? Myśliwy?

    Ktoś postrzelił psa. Kłusownik? Myśliwy?

    Katarzyna Sobieniewska - Pyłka

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Kora ma wciąż ślady po śrucie, ktoś strzelał do niej z bliska

    Kora ma wciąż ślady po śrucie, ktoś strzelał do niej z bliska ©K. Sobieniewska - Pyłka

    Półtoraroczna suka golden retriwera została postrzelona, gdy wyszła ze swoim panem na spacer w pola.
    Kora ma wciąż ślady po śrucie, ktoś strzelał do niej z bliska

    Kora ma wciąż ślady po śrucie, ktoś strzelał do niej z bliska ©K. Sobieniewska - Pyłka

    Raniona myśliwskim śrutem przeżyła tylko dzięki pomocy weterynarza. W Krzcinie (powiat sandomierski) już nie pierwszy raz ktoś próbuje zastrzelić psy, które nie są bezpańskie i groźne.

    - Kilka dni temu wyszedłem z Korą na spacer niedaleko naszego domu - opowiada pan Tomasz, właściciel psa. - Chodzimy w to miejsce od dawna, to tereny niedaleko byłej kopalni siarki w Piasecznie, trochę pól, lasów, żeby pies miał się gdzie wybiegać.

    W pewnym momencie Kora pobiegła gdzieś przed siebie, potem padł strzał.
    - Znalazłem ją poranioną w szyje i klatkę piersiową. Kiedy przyszła do mnie była już tak słaba, że nie mogła ustać na łapach.

    Zabrałem ją do weterynarza, który potwierdził moje przypuszczenia - pies został raniony z broni myśliwskiej i to z bliskiej odległości. Czy ktoś mógł uznać, że to dziki, samotnie wałęsający się pies? - zastanawia się pan Tomasz.

    O pomyłkę raczej trudno, bo Kora miała na sobie obrożę, którą myśliwy (czy też kłusownik) musiał widzieć. Jest łagodnym bardzo ufnym psem, który nie rzuca się na ludzi. Sprawa zajęli się policjanci z posterunku w Koprzywnicy.

    - To już nie pierwszy raz ktoś czyni zamach na nasze zwierzaki - mówi pan Tomek. - Kilka miesięcy temu we wsi zdechło kilka, a może nawet kilkanaście psów od trucizny, która ktoś porozkładał na obrzeżach Krzcina. Trutka zabiła też jednego z psiaków pana Tomka. Sprawców tego zdarzenia nigdy nie znaleziono.

    - Choć prawo łowieckie pozwala na strzelanie do psów wałęsających się samotnie w odległości większej niż 100 metrów od zabudowań, nie sądzę, żeby jakiś myśliwy mógł zrobić coś takiego - twierdzi Wacław Golik, myśliwy z Tarnobrzega.

    - To kwestia etyki. Żaden myśliwy nie strzeliłby do psa myśliwskiego, a takim jest golden retriwer, podobnie jak nie strzeliłby do wyżła, czy jamnika. To musiał być kłusownik.

    Rodzina pana Tomasza nie wierzy, żeby tym razem udało się znaleźć winnych całego zajścia. - Chcemy, żeby to była przestroga dla innych, nie możemy udawać, że nic się nie stało - mówią mieszkańcy Krzcina, w którym coraz rzadziej widać chodzące bez opieki czworonogi

    Komentarze (6)

    Wszystkie komentarze (6) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo