W święta samotność doskwiera najbardziej

    W święta samotność doskwiera najbardziej

    Magdalena Małodzińska

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Dla Antoniny Szczur to już ósme święta Bożego Narodzenia, spędzone poza własnym domem. Aby w pokoju panowała świąteczna atmosfera, staruszka zatroszczyła

    Dla Antoniny Szczur to już ósme święta Bożego Narodzenia, spędzone poza własnym domem. Aby w pokoju panowała świąteczna atmosfera, staruszka zatroszczyła się o własną małą choineczkę. ©M. Małodzińska

    Może nie będzie dwunastu potraw ani mnóstwa prezentów pod choinką. Będą za to ciepły posiłek, opłatek, życzenia. A dla nich to bardzo dużo.
    Dla Antoniny Szczur to już ósme święta Bożego Narodzenia, spędzone poza własnym domem. Aby w pokoju panowała świąteczna atmosfera, staruszka zatroszczyła

    Dla Antoniny Szczur to już ósme święta Bożego Narodzenia, spędzone poza własnym domem. Aby w pokoju panowała świąteczna atmosfera, staruszka zatroszczyła się o własną małą choineczkę. ©M. Małodzińska

    Święta Bożego Narodzenia to dla większości z nas czas spędzony w gronie rodzinnym. Dla większości. Są jednak osoby, które z różnych przyczyn zmuszone są ten niesamowity czas spędzić poza domem. To 138 mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Mielcu.

    Właśnie rozpoczął się dla nich najtrudniejszy okres w roku. Namiastkę rodzinnego domu starają się w tym czasie zapewnić pracownicy ośrodka. - Najważniejsze, że nie jesteśmy sami - mówią zgodnym głosem mieszkańcy domu. Postanowiliśmy przyjrzeć się tamtejszym przygotowaniom do świąt.

    TYLE POTRZEBA MIŁOŚCI...

    Zaraz po przekroczeniu progu domu uwagę przykuwa wywieszone hasło - cytat z wiersza księdza Jana Twardowskiego: "Tyle potrzeba miłości, aby zbudować prawdziwy dom".

    Jan Bury, dyrektor domu, podkreśla, że okres świąt to czas, kiedy brak tej miłości doskwiera mieszkańcom szczególnie. - Wiadomo, dom może być tylko jeden. Ale jeżeli już dochodzi do takich sytuacji, kiedy nasz ośrodek jest jedynym ratunkiem na godziwe życie, staje przed nami ogromne zadanie. Liczy się nawet jedno dobre słowo.

    W domu mieszkają zwłaszcza osoby w podeszłym wieku oraz niepełnosprawne fizycznie. Większość z nich przebywa tam od początku jego powstania, czyli od ośmiu lat. Tylko nieliczni mają na kogo czekać w niedzielne popołudnia. - Rodzina ma swoje sprawy. Nie mają czasu - mówi chora na stwardnienie rozsiane Zuzanna Mazur. Pozostają więc tylko albo aż spotkania z sąsiadami z domu, wspólne rozmowy.

    KILKA WIGILII

    Z uwagi na stan zdrowia, nie wszyscy mieszkańcy będą w stanie uczestniczyć w środowej wieczerzy wigilijnej. Stąd zostanie zorganizowanych parę wigilii. Jedna uroczysta w sali terapeutycznej, a kolejne w tym samym czasie w pokojach osób przykutych do łóżka. Tam nierzadko dwanaście potraw zostaje ograniczonych do jednej szklanki kompotu.

    Przygotowania do uroczystej wieczerzy już się rozpoczęły. Wprawdzie nie będzie suto zastawionego stołu, ale najważniejszych potraw nie zabraknie. - Barszcz z uszkami jest już prawie gotowy - mówi kucharka Maria Koźbiel - Zostaje jeszcze ulepienie pierogów, uszek. Ma być tak, jak w domu.

    Na uroczystą wieczerzę co roku są zapraszani goście - władze starostwa, duchowni. Wszyscy wspólnie śpiewają kolędy, dzielą się opłatkiem. Brakuje tylko...

    NAJGORSZY TEN ŻAL

    86-letnia Antonina Szczur w mieleckim Domu Pomocy Społecznej przebywa już ósmy rok. - Gdy miałam 75 lat - opowiada kobieta - zaczęłam odczuwać ubytek sił. Po prostu sobie nie radziłam. Załatwienie spraw administracyjnych mnie przerażało.
    Na pomoc rodziny, przyjaciół, znajomych nasza rozmówczyni nie mogła liczyć. Wcześnie owdowiała, nie doczekawszy się potomstwa. - Byłam całkowicie sama. Bo z sąsiadami, to wiadomo, rożnie bywa.

    Dom Pomocy Społecznej stanowił więc jedyne rozwiązanie. Jak mówi, w święta samotność doskwiera najbardziej. Aby panowała w jej pokoju choćby namiastka świątecznej atmosfery, staruszka ustawiła na stoliczku małą choinkę. - Żal ściska gardło. Niby niczego tu nie brakuje, ale człowiek czuje jakąś pustkę.

    WAŻNE, ŻE MAMY SIEBIE

    Porozmawiać z nami zgodził się też Jan Konios, który poza rodzinnym domem przebywa już czternasty rok - od jednego domu pomocy społecznej do drugiego, mielecki jest już trzeci z kolei. Mężczyzna choruje na raka prostaty. Jak mówi, dla rodziny byłby tylko ciężarem. - Tutaj jeden drugiego lepiej rozumie. Przechodzimy przez to wszystko razem.

    Komentarze (3)

    Wszystkie komentarze (3) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo