Bieszczady - góry, które potrafią zaskoczyć każdego...

    Bieszczady - góry, które potrafią zaskoczyć każdego (zdjęcia)

    Ewa BOŻEK

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Zwolennicy dzikich koni, chcą, żeby to stado konika polskiego zadomowiło się na stałe jako wolne dzikie zwierzęta w Bieszczadach.

    Zwolennicy dzikich koni, chcą, żeby to stado konika polskiego zadomowiło się na stałe jako wolne dzikie zwierzęta w Bieszczadach. ©E. Bożek

    Bieszczady zimą czekają nie tylko na tych, którzy chcą się zmierzyć ze szczytami Tarnicy, Połonin, czy Rawek. To góry magiczne.
    Zwolennicy dzikich koni, chcą, żeby to stado konika polskiego zadomowiło się na stałe jako wolne dzikie zwierzęta w Bieszczadach.

    Zwolennicy dzikich koni, chcą, żeby to stado konika polskiego zadomowiło się na stałe jako wolne dzikie zwierzęta w Bieszczadach. ©E. Bożek

    28 zdjęć
    Przejdź do galerii

    Galeria dostępna tylko dla abonentów Echa Dnia Podkarpackiego

    Magiczne Bieszczady

    Magiczne Bieszczady

    Link do głównego zdjęcia

    Magiczne Bieszczady
    ©E. Bozek


    Jedyne takie miejsce

    Artysta i jego dzieła w domowej galerii.

    Artysta i jego dzieła w domowej galerii.

    Jedyne takie miejsce


    Bieszczady to jedyne miejsce w Polsce gdzie:
    - występują połoniny,
    - największe obszary lasów naturalnych,
    - najliczniej występujące drapieżne ssaki: rysie, wilki i żbiki,
    - jest największa zapora wodna,
    - znajduje się najdalej na południe wysunięty punkt w Polsce,
    - mamy największy górski park narodowy.



    Tajemnica, niespotykany klimat i to coś, co każe ci zawsze wracać do tych miejsc.
    Bieszczady, kilkadziesiąt hektarów przygody, adrenaliny, absolutnych niespodzianek, a jednocześnie wyciszenia, spokoju i miejsc, gdzie nie spotkasz żywego ducha - to wszystko w naszym zasięgu. Doskonałe miejsce na zimowy urlop.

    Przez jednych docenianie, przez innych jeszcze niepoznane. Najwyższy czas na odkrywanie, naszych najbliższych gór.

    - A jeśli wydaje ci się, że byłeś tu już wiele razy i nic nie jest już w stanie cię zaskoczyć, to możesz się bardzo pomylić - przekonuje Daniel Wojtas, który potrafi wpaść na najbardziej zaskakujące, ekstremalne pomysły, do realizacji, których Bieszczady nadają się najlepiej.

    - Dlaczego Bieszczady są inne niż wszystkie polskie góry? Dla mnie odpowiedź na to pytanie nie jest trudna. Urodziłem się tutaj, wyjechałem, ale wróciłem, znam wszystkie miejsca i ich możliwości. Nie znam innego takiego, gdzie jednocześnie mamy w swoim zasięgu góry i jezioro. Miejsc, które mają w sobie tyle historycznych tajemnic, a wiele z nich nadal czeka na odkrycie - dodaje Daniel Wojtas.

    On po powrocie w Bieszczady założył własną agencję turystyczną i stara się pokazać różne oblicza swoich ukochanych gór.

    Przydatne adresy:

    Przydatne adresy:


    www.krainawilka.pl
    www.biesisko.com
    www.bieszczady.pl



    ADRENALINA I EMOCJE

    Wielu uważa, że Bieszczady nadają się głównie na piesze wędrówki i to głównie latem i jesienią. Tymczasem zimą to miejsce oferuje zaskakujące niespodzianki.

    - My chcemy pokazać, że ten region doskonale nadaje się również na inne ciekawe, niespotykane przygody - przekonuje Wojtas.

    Berezka. Pod "Leśniczówką" czekają trzy terenówki. Wsiadają do nich żądni przygód amatorzy. Nie wiedzą, co ich czeka na trasie. Jest ślisko i dużo śniegu. Trzeba przeprawić się przez rzekę. Szef grupy zapowiada, że kierowcy będą robić wszystko, żeby utrzymać auta na śliskich ścieżkach. Kilka osób robi duże, wystraszone oczy. Na pierwszy skok adrenaliny nie trzeba długo czekać, zjazd z drogi, samochody wjeżdżają na stromą polną dróżkę. Cała trasa, ogromne wyrwy w ścieżkach, wszyscy chaotycznie, w różnych kierunkach z impetem podskakują w kabinach. Zakopują się, trzeba wypchać terenówkę z zaspy, są momenty, że któreś z aut zsuwa się po śliskiej powierzchni w dół, ale wprawny kierowca, wie jak sprawić, żeby się jednak nie zsunąć, albo niebezpiecznie przechylić. Po około 1,5 godziny wszyscy docierają na grzbiet Rybnego. Po jednej stronie piękny widok na cały zalew Soliński, po drugiej panorama wysokich Bieszczad. Oczom wszystkich ukazują się połoniny.

    SKUTERY I WIDOKI

    Dla tych, którym emocji jeszcze mało, przemieszczają się pod Biesisko w Przysłupie, miejsce, w którym jak wieść niesie, podają najlepsze pierogi w okolicy. Tam, czekają skutery śnieżne i Tomek Kudełka z Rzeszowa, który przywędrował w Bieszczady i już nigdy ich nie opuścił. To on jest współorganizatorem Mistrzostw Polski w wyścigach psich zaprzęgów w Bieszczadach. Zna dokładnie każdą dolinę i dróżkę. Odpowiada za wyznaczenie trasy wyścigów.

    Skutery ruszają trasą starej kolejki leśnej. Za chwilę zjazd z trasy i pęd polanami pod górę, w kierunku lasu. Śnieg, silny powiew wiatru zapiera dech. Ale to dopiero początek. Zachodzi słońce, w powietrzu daje się wyczuć koniec dnia. Niebo staje się ciemnoniebieskie z poświatą czerwieni. A oczom wszystkich ukazuje się zapierający dech widok. Od lewej widać ośnieżony Smerek, Przełęcz Orłowicza, na połoninie Wetlinskiej można dojrzeć mały czarny punkcik - schronisko, potem Caryńska i w oddali, najwyższy szczyt Bieszczad Tarnica. Trochę bliżej, po prawej stronie można zobaczyć Małą i Dużą Rawkę.

    - To nie wszystko. Chcecie polecieć nad Soliną i zobaczyć najpiękniejsze widoki na świecie, zabawić się w szkołę przetrwania, przepłynąć przez niebezpieczne nurty Sanu, przemierzać terenówkami bezdroża, odkrywać skarby - ślady, które pozostawiły po sobie I i II woja światowa, uczyć się odczytywania śladów po dawnych mieszkańcach Bieszczadów, albo po prostu łowić ryby, pośpiewać przy ognisku, czy wędrować, albo zapewnić swoim dzieciom niezapomniane wspomnienia z ferii? To wszystko jest tutaj możliwe - mówi zakochany w swoim miejscu rodzinnym Daniel.

    DZIKA PRZYRODA

    Grzegorz Sitko, współautor przewodnika "Dzikie Bieszczady" przekonuje, że te góry nadal takie są.
    - Wszystko zależy od tego, czego szukamy w tych miejscach. Jeśli chcemy towarzystwa i dobrej zabawy, to zawsze możemy zatrzymać się w przydrożnym barze i posłuchać opowieści miejscowych zakapiorów. Jeśli jednak zależy nam na odosobnieniu, poczuciu smaku przygody w pojedynkę, to nic prostszego. Bieszczady są tak rozległe, że swoje miejsce odnajdą tutaj nawet ci, którzy pragną wyciszenia w pojedynkę - mówi przyrodnik.

    - Miłośnik przyrody może tropić zwierzęta, zające, żubry, wilki i lisy. Odwiedzają nas nawet turyści z Holandii, czy Anglii, żeby obserwować pewne gatunki ptaków, które pojawiają się w Bieszczadach, a są niezwykle rzadko spotykane w innych częściach Europy - mówi Sitko.

    Jest jednak w tym regionie coś, co jednych przyciąga a innych zniechęca. Prostota i brak luksusów, coś nieuchwytnego, surowego.

    - Uważam, że to największy atut tego regionu. To miejsce nadal trzyma się daleko od cywilizacji i oby jak najdłużej tak było. Wielu ludzi pragnie wyjechać do miejsca, gdzie nie będzie luksusów, czy chociażby Internetu. A Bieszczady właśnie to mają i są chyba jedynym regionem w Polsce, gdzie są turyści, a nie wszędzie jest zasięg Internetu czy sieci telefonicznej - mówi Adam Zwolak, urodzony w bieszczadzkim Baligrodzie, dyrektor Muzeum Zamku w Baranowie Sandomierskim.

    Nie ukrywa on, że ma do miejsca swojego urodzenia szczególny sentyment, mimo, że wyjechał z Baligrodu tuż po podstawówce ponad 40 lat temu!
    - To jedyne takie miejsce na świecie - przekonuje.

    MIEJSCE JAK MAGNES

    Magia Bieszczad to także historia i ludzie. To chyba jedyne takie miejsce, gdzie przemierzając terenówką czy wędrując po miejscach gdzie wydawałoby się, że nie znajdziesz śladu cywilizacji, nagle natrafiasz na piękną cerkiewkę, stary okalany tarniną cmentarz, czy jeszcze inne ślady dawnych wiosek łemkowskich.

    A ludzie? Słynne zakapiory z bieszczadzkimi opowieściami, zapaleńcy zakochani w tych zakątkach, artyści, których inspiruje otocznie i historia, a wśród nich Zdzisław Pękalski z Hoczwi zwany bieszczadzkim Dudą-Graczem. Przybył w Bieszczady wiele lat temu ze Lwowa.

    - Zabrałem ze sobą pędzle i farby i powiedziałem do matki, że idę. Nie mogła w to uwierzyć. Już kiedyś wcześniej byłem tutaj raz i wiedziałem, że kiedy skończę szkołę muszę wrócić na zawsze - mówi Pękalski.

    Inspirują go naturalne kształty drewna. Pewnego dnia przyjechał do niego mężczyzna z transportem drewna na opał.
    - Na opał została tylko garstka drewienek. Prawie w każdym widziałem jakiś ciekawy kształt, inspirację. Nie mogłem tego oddać na spalenie. Żona złapała się tylko za głowę - śmieje się. Pękalski robi diabły, chrystusy i anioły i - jak mówi - to wszystko widzi tu, na miejscu, wokół siebie.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo