Świńska grypa w Mielcu. Kobieta miała kontakt tylko z...

    Świńska grypa w Mielcu. Kobieta miała kontakt tylko z pięcioma osobami - nowe fakty

    Agata DZIEKAN-ŁANUCHA, RMF

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Ordynator Józef Sznajder zapewnia, że jego oddział jest przygotowany do leczenia grypy A/H1N1.

    Ordynator Józef Sznajder zapewnia, że jego oddział jest przygotowany do leczenia grypy A/H1N1. ©Agata DZIEKAN-ŁANUCHA

    Alarm na miejscowym oddziale zakaźnym. 58-letnia kobieta przywiozła groźnego wirusa z USA. To pierwszy taki przypadek w Polsce. Kobieta miała bezpośredni kontakt tylko z pięcioma osobami.
    Ordynator Józef Sznajder zapewnia, że jego oddział jest przygotowany do leczenia grypy A/H1N1.

    Ordynator Józef Sznajder zapewnia, że jego oddział jest przygotowany do leczenia grypy A/H1N1. ©Agata DZIEKAN-ŁANUCHA

    1148 chorych

    1148 chorych


    Ostatnie dane dotyczące zachorowań na świńską grypę: 1148 chorych na całym świecie. W Europie choroba najdotkliwiej dotyka Hiszpanię (57 przypadków) i Wielką Brytanię (27). W Niemczech odnotowano 9 chorych, we Francji i Włoszech po 4.



    Kobietę, która właśnie wróciła ze Stanów Zjednoczonych, lekarze umieścili na oddziale zakaźnym mieleckiego szpitala profilaktycznie. W środę przed godziną 19 z laboratorium Państwowego Zakładu Higieny przyszła wiadomość: To jednak jest grypa A/H1N1!

    - We wtorek zadzwonił do mnie lekarz z Tarnobrzega i mówi, że ma u siebie chorą, która wróciła z USA. Powiedziałem, że trzeba ją przywieźć - opowiada ordynator oddziału zakaźnego w mieleckim szpitalu Józef Sznajder. Kobieta mieszkała w Filadelfii. Do Warszawy leciała z lotniska w Nowym Jorku z 1 na 2 maja. Źle poczuła się dzień później. Lekarza nie odwiedziła jednak natychmiast. Nie podejrzewała, że jej dolegliwości postawią w stan gotowości służby epidemiologiczne w całym kraju.

    JEST GRYPA!

    58-latka trafiła do sali odizolowanej od pokojów innych pacjentów. Lekarze pobrali od niej wymazy z nosa i gardła. Tylko w ten sposób można było stwierdzić, czy bóle głowy, katar, wysoką temperaturę wywołuje wirus A/H1N1, odpowiedzialny za świńską grypę. Materiał do badań trafił we wtorek do Państwowego Zakładu Higieny. W środę wieczorem przyszła alarmująca wiadomość: to pierwszy potwierdzony przypadek grypy A/H1N1 w Polsce!

    Mielecki oddział jest przygotowany do leczenia świńskiej grypy. Pacjentka pozostanie na miejscu. - Szczególną ochroną na tym oddziale zostali teraz objęci personel i pozostali pacjenci. Otrzymali przewidziane w tym przypadku antybiotyki - informuje rzecznik wojewody Wiesław Bek.
    NIKT Z RODZINY NIE MA OBJAWÓW

    Rzecznik rzeszowskiego sanepidu Dorota Gibała informuje, że mąż i dwójka dzieci kobiety są już pod opieką lekarzy. Dostali leki łagodzące ewentualne wystąpienie choroby i wkrótce trafią na oddział zakaźny do Mielca. Do tej pory nie mieli jednak żadnych objawów grypy. Służby epidemiologiczne docierają teraz do 168 pasażerów i 9 członków załogi samolotu, w którym leciała 58-latka. Osoby potencjalnie zagrożone chorobą muszą zgłosić się do lekarza.

    CHORZY TRAFIĄ DO RYMANOWA

    Według zapewnień rzecznika wojewody, Podkarpacie jest przygotowane do epidemii niebezpiecznej choroby. Jeśli grypa się rozprzestrzeni, zarażeni będą trafiać do odizolowanego miejsca. Wojewoda wyznaczył do tego uzdrowisko w Rymanowie, w którym może być leczonych 200 osób. Gdyby ta liczba okazała się niewystarczająca, łóżka zarezerwuje u siebie 7 istniejących na Podkarpaciu oddziałów zakaźnych.

    TYLKO 5 OSÓB

    Jak podało radio RMF Sanepid w Tarnobrzegu ustalił, że zarażona wirusem A/H1N1 kobieta z Podkarpacia miała bezpośredni kontakt tylko z pięcioma osobami - to mąż, dwóch synów, lekarka i pielęgniarka z przychodni zdrowia. Lekarka i pielęgniarka zostały objęte nadzorem epidemiologicznym, podano im leki antywirusowe. Żadna z pięciu osób nie ma objawów grypy.

    Dziennikarka RMF dodzwoniła się do syna zarażonej kobiety, który również znajduje się w mieleckim szpitalu. Zapewnia, że jego mama dobrze się czuje, choć jak przyznaje, nie mają ze sobą kontaktu. Kobieta do końca leczenia będzie odizolowana od rodziny oraz innych pacjentów. - W następny dzień po przyjeździe poczuła się nieswojo. Katar, nic szczególnego. Trafiła do lekarza rodzinnego. Zwróciła uwagę lekarzowi na tą sytuację, skąd wróciła i od razu trafiła do szpitala zakaźnego. Mi z nerwów i ze strachu tylko ciśnienie skoczyło - powiedział pan Sebastian.

    Komentarze (2)

    Wszystkie komentarze (2) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo