Teresa Lipowska wystąpi gościnnie w "Na dobre i na złe"!

    Teresa Lipowska wystąpi gościnnie w "Na dobre i na złe"!

    Kuba ZAJKOWSKI

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Świętokrzyskie

    Serialowa Barbara Mostowiak z "M jak miłość" zagra mistrzynię flirtu, która wie wszystko o mężczyznach! Czy usidli jakiegoś lekarza w szpitalu w Leśnej Górze?
    Aktorka została twarzą Akademii e-seniora ! Będzie uczyła starszych ludzi serfować w internecie

    Aktorka została twarzą Akademii e-seniora ! Będzie uczyła starszych ludzi serfować w internecie ©Oko Cyklopa

    - Kogo pani zagra w "Na dobre i na złe"?

    - Przede wszystkim ucieszyłam się, że dostałam propozycję z tego serialu. Od dziewięciu lat marzyłam, żeby w nim zagrać, jako że składałam papiery na medycynę i jestem bliska tych tematów. Póki mogłam, śledziłam losy bohaterów "Na dobre i na złe". A jestem zadowolona tym bardziej, że wcielę się w postać szalenie odbiegającą od mojej Basi Mostowiak z "M jak miłość". Na tym mi głównie zależało. Proszę Boga, żebym miała jeszcze parę takich propozycji.

    - Różnicę między Barbarą i Jadwigą widać choćby po ubraniu i makijażu, ale to pewnie nie wszystko…

    - Jadwiga to ekstrawagancka emerytowana nauczycielka, która oprowadza wycieczki między innymi po pałacu w Oborach.
    Ma dużo pikantnych wiadomości o pisarzach i dzieli się nimi z niezwykła frajdą. Na każdym kroku opowiada też z zadęciem o swoich romansach, podrywach i podróżach. To kompletnie inna osoba niż Barbara.

    - Jak pani sobie radzi z popularnością ?

    - Gdy niedawno pojechałam na dwa tygodnie do sanatorium w Nałęczowie, byłam królową balu. Rozpoznawało mnie 90 procent kuracjuszy. Jedni byli nachalni, łapali z całej siły za rękę i krzyczeli, bez jakiegokolwiek wstępu: "Niech pani zaczeka, wnuk nam zrobi zdjęcia". Na szczęście przeważały miłe spotkania, za które wszystkim bardzo dziękuję. "M jak miłość" jest nieprawdopodobnie popularne. To coś niebywałego!

    - Zawsze pani jeździ do Nałęczowa?

    - Byłam tam drugi raz, bo podobało mi się w zeszłym roku. To jest niedaleko od Warszawy, pięknie, cisza, mogę zarezerwować z odpowiednim wyprzedzeniem taki pokój, jaki chcę. Odpoczywam wspaniale i regeneruję siły. Przed tegorocznym wyjazdem do sanatorium chodziłam jak kaczka, bo gnębiły mnie problemy z biodrami. Teraz, odpukać, czuję się świetnie! Miałam siedem zabiegów dzienne, dużo zajęć w wodzie i masaże. Powiedziano mi, że trafiłam w ręce najlepszego masażysty i to się sprawdziło, a do tego był miły i przystojny. Gdybym miała 50 lat mniej, to kto wie…

    - W lipcu ekipa "M jak miłość" będzie miała wolne. Zaplanowała już pani urlop?

    - W pierwszej połowie miesiąca jadę z moim pięcioletnim wnusiem Szymusiem na Mazury. Syn wynajął nam pokój w gospodarstwie agroturystycznym. Jeśli dopisze pogoda, będziemy spędzali czas na powietrzu. Mam też plan na wypadek niepogody. Kupiłam różne książeczki, malowanki i gry. Pierwszy raz pojedziemy gdzieś sami. Dla mnie to ogromna odpowiedzialność, dla niego - trudna rozłąka z rodzicami, do których jest bardzo przyzwyczajony. To wrażliwy chłopczyk i wielki pieszczoch. Pewnie będzie tęsknił. Nawet gdy odwiedzam go w domu, podczas zabawy nagle wstaje i mówi: "Pójdę się przytulić do mamusi". Leci na dół, posiedzi pięć minut i wraca. W drugiej połowie lipca wybiorę się do Rucianego-Nidy. Świetnie się czuję nad jeziorami; całe życie jeździłam tam z mężem. Mogę pływać na łódce albo zakładam kalosze i idę do lasu. Uwielbiam zbierać grzyby. Kiedyś przywoziłam do domu nawet 4 kilogramy prawdziwków! Suszyłam je, a potem robiłam z nich zupę grzybową na Wigilię.
    - Wciąż prowadzi pani zajęcia w Akademii Dobrych Obyczajów, którą założył aktor Janusz Zakrzeński?

    - Chciałam się tym zajmować, ale zajętości zawodowe pokrzyżowały mi plany i musiałam zrezygnować. Teraz robię inną cudowną rzecz: zostałam twarzą projektu Akademia e-Seniora. Postaram się nakłonić ludzi starszych, którzy nie bardzo mają siłę na wyjazdy i aktywny wypoczynek, żeby otwierali okno na świat w Internecie. Chodzi też o to, aby scalić rodzinę. Żeby syn przyszedł do mamy i jej pokazał, jak obsługiwać komputer, a wnuczek się z nią nie nudził.

    - A pani surfuje w sieci?

    - Gdy zostałam zaproszona do tego projektu, nie miałam pojęcia, co to jest komputer i Internet. Zaliczę jednak 16 godzin wykładów, więc niedługo będę surfować prawie jak moje dzieci i wnuczek. Wysyłam już e-maile do syna. Odpisał, że spodziewał się wszystkiego, ale nie tego, że będzie korespondował z mamą w Internecie!

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo