Mniej krwi w oddziałach terenowych krwiodawstwa, ale na...

    Mniej krwi w oddziałach terenowych krwiodawstwa, ale na alarm bić nie trzeba

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Oddawanie krwi w ubiegłym roku w "Olympus” Szkole Wyższej imienia Romualda Kudlińskiego w Stalowej Woli.

    Oddawanie krwi w ubiegłym roku w "Olympus” Szkole Wyższej imienia Romualda Kudlińskiego w Stalowej Woli. ©Zdzisław Surowaniec

    Tradycyjnie latem spada liczba krwiodawców, co jest problemem dla stacji krwiodawstwa i banków krwi zaopatrujących szpitale w "dar ratujący życie". W wakacje pobiera się o około dwadzieścia procent krwi mniej niż w pozostałych sezonach.
    Oddawanie krwi w ubiegłym roku w "Olympus” Szkole Wyższej imienia Romualda Kudlińskiego w Stalowej Woli.

    Oddawanie krwi w ubiegłym roku w "Olympus” Szkole Wyższej imienia Romualda Kudlińskiego w Stalowej Woli. ©Zdzisław Surowaniec

    - Jest mniej krwi, ale nie ma co bić na alarm. Memy jej dosyć na własne potrzeby, przekazujemy także innym szpitalom w Nisku, Rzeszowie, Lublinie i Krakowie - uspokaja dr Marian Nieradka, kierownik Oddziału Terenowego Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Stalowej Woli. Krwiodawstwem zajmuje się od 1972 roku, więc ma duże doświadczenie w tej dziedzinie.

    Krwi jest mniej, bo do oddawania krwi nie zgłaszają się osoby, które wyjechały na wakacje i urlopy.
    W Stalowej Woli jest dwa i pół tysiąca honorowych krwiodawców. Tysiąc osób oddaje krew stale i systematycznie, półtora tysiąca doraźnie. Rocznie pozyskuje się dwa i pół tysiąca litrów krwi. - Nikogo nie naciskamy na oddawanie krwi, nie robimy presji. Jest tylko łagodna zachęta - zapewnia dr Nieradka.
    Zdaniem doktora Nieradki problemem dla krwiodawstwa są właściciele prywatnych firm. Mają obowiązek dać płatne zwolnienie pracownikowi na dzień, w którym oddaje krew. Krwiodawca przekazuje mu potem zaświadczenie, że oddał krew.

    Dr Nieradka przypomina, że jeden z pracodawców powiedział do pracownika: - Niepotrzebna mi kartka, tylko pracownik. Zmienił zdanie, kiedy jeden z jego członków rodziny potrzebował krwi do poważnego zabiegu. Wtedy na własnej skórze przekonał się jaką wartość ma krwiodawstwo.


    W Banku Krwi w Tarnobrzegu także przyznają, że latem spada ilość krwi i są sytuacje, że trzeba szukać jakiejś grupy po różnych szpitalach. - Właśnie szpitalowi w Mielcu brakuje bardzo popularnej grupy zero plus. Mamy dwie jednostki, ale są zarezerwowane, musimy szukać - przyznaje pracownica banku.

    Jak słyszę, istnieje pewna niezwykła prawidłowość - jeśli w jednym czasie zachoruje dużo osób z jednej grupy krwi, co się zdarza, zaczyna jej brakować. Wtedy rozpoczyna się wydzwanianie po bankach i oddziałach krwiodawstwa. Bo nie wymyślono na razie nic lepszego od naturalnej ludzkiej krwi, która innym ludziom ratuje życie.

    Latem, kiedy wzmaga się ruch na drogach, rośnie także liczba wypadków. Przez nasz region przebiegają tranzytowe szlaki komunikacyjne, gdzie jest duży ruch, szczególnie w okolicach Niska, Stalowej Woli, Tarnobrzega i Sandomierza. Stąd potrzeba więcej krwi do ratowania życia.

    Tymczasem - jak potwierdzają fachowcy - akurat w tym czasie liczba krwiodawców maleje. Dlatego także latem organizowane są akcje honorowego oddawania krwi, aby jej nie zabrakło, kiedy przyjdzie krytyczna godzina.

    Dzięki krwi ratuje się życie pacjentów na kardiochirurgii, neurologii, na chirurgii, na sztucznej nerce. Krew może oddać każda osoba w wieku od 18 do 60 lat, która nie ma do tego przeciwwskazań. Jednorazowo pobiera się 450 ml krwi, czyli blisko pół litry. To norma przy honorowym krwiodawstwie.

    Komentarze (2)

    Wszystkie komentarze (2) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo