Saperzy mówią, że mamy jeszcze więcej niewybuchów niż w...

    Saperzy mówią, że mamy jeszcze więcej niewybuchów niż w Kosowie po wojnie

    Marcin RADZIMOWSKI radzimowski@echodnia.eu

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    Patrole saperskie pracują nieustannie. Każdego dnia interweniują przy kilku zgłoszeniach.

    Patrole saperskie pracują nieustannie. Każdego dnia interweniują przy kilku zgłoszeniach. ©Marcin Radzimowski

    Półtonowe bomby, miny, granaty i pociski artyleryjskie. I tysiące sztuk drobnej amunicji. Wszystko to wciąż zalega w ziemi, na którą spadło 70 lat temu.
    Patrole saperskie pracują nieustannie. Każdego dnia interweniują przy kilku zgłoszeniach.

    Patrole saperskie pracują nieustannie. Każdego dnia interweniują przy kilku zgłoszeniach. ©Marcin Radzimowski

    Każdego dnia podkarpaccy saperzy unieszkodliwiają "zabójcze pamiątki" z czasów II wojny światowej. Najwięcej jest ich w rejonie Dukli, Przemyśla, niemało w okolicach Niska i Tarnobrzega.

    Na Podkarpaciu są dwa patrole rozminowania - oczyszczają teren całego województwa i trzech powiatów Małopolski. W sumie żelastwo unieszkodliwia kilkunastu speców. Znalezione niewybuchy wywożą na teren z dala od ludzi, zazwyczaj na poligon (na przykład w Nowej Dębie), i tam detonują. Tylko w 2009 roku odnotowano już 360 zgłoszeń, przy czym zima to prawie martwy sezon.
    - Najwięcej zgłoszeń patrole saperskie przyjmują wiosną i jesienią, kiedy jest okres wzmożonych prac polowych i budowlanych - wyjaśnia kapitan Konrad Radzik, rzecznik prasowy 21. Brygady Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie. - Zazwyczaj niewybuchy znajdowane są w ziemi, ale zdarza się też, że pocisk tkwi w ścianie budynku lub wbity w drzewo.
    Wiele niewybuchów zalegających w ziemi wypłukują deszcze, dlatego po obfitych opadach jest więcej zgłoszeń.

    STARE, ALE SPRAWNE

    Pociski leżące w ziemi choć są skorodowane, ale wciąż bardzo niebezpieczne. Jak mówią rzeszowscy saperzy, w Polsce jest obecnie (kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny), znacznie więcej niewybuchów, niż w Kosowie bezpośrednio po działaniach wojennych.

    Ostatnio w Tarnobrzegu operator koparki pogłębiającej kanał wodny natrafił na pociski. Siedem równo ułożonych 40-centymetrowych nabojów artyleryjskich leżało w ziemi ponad 60 lat. To pociski, które ktoś ukrył w ziemi lub mini arsenał, który został przypadkowo przysypany.
    Ziemia w okolicy Tarnobrzega jest zresztą dość mocno naszpikowana niewybuchami, duże skupisko żelastwa jest w okolicy Grębowa. Tam, w lesie składowano niewybuchy znalezione w całej okolicy bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej.

    - W naszym województwie najwięcej niewybuchów pochodzących z czasów II wojny światowej, odkrywanych jest w rejonie Przełęczy Dukielskiej i okolicach Przemyśla, gdzie toczyły się największe walki i gdzie przebiegała Linia Mołotowa - dodaje kpt. Radzik. - Sporo zgłoszeń jest także z Tarnobrzega i okolic oraz z Niska i powiatu niżańskiego.

    NIE MA ŻARTÓW

    Z niewybuchami nie ma żartów. Pociski, które zostały wystrzelone, rzucone lub ułożone lecz nie eksplodowały, mogą być wciąż sprawne technicznie. Wiele z nich ma zapalniki, większość także materiał wybuchowy, zazwyczaj proch lub trotyl. Dlatego czasami wystarczy niewielkie uderzenie, aby "obudzić" pocisk.

    - W każdym przypadku o znalezieniu niewybuchu, należy natychmiast poinformować policję albo Straż Miejską. Nie wolno dotykać, przenosić, czy rozbrajać - przestrzega kapitan Radzik.
    Głupota lub nieświadomość każdego roku doprowadzają do tragedii. Pourywane ręce, nogi, kalectwo do końca życia. Zdarzało się, że rolnik wykopał w polu niewybuch i… przywiózł wozem na komendę policji.

    Niecałe dwa lata temu pod Nową Dębą w eksplozji niewybuchu (przyniesionego z pobliskiego poligonu), zginęło dwóch młodych mężczyzn. Bracia przecinali nabój, aby po jego opróżnieniu sprzedać skorupę na złom. Zginęli obaj, a wartość złomu, który próbowali pozyskać, wyceniono na niecałe 6 złotych. Podobny wypadek wydarzył się w Jadachach koło Nowej Dęby, gdzie w eksplozji niewybuchu zginął około 45-letni mężczyzna.

    JESZCZE DWIEŚCIE LAT

    Podkarpacka ziemia kryje wiele niebezpiecznych pamiątek. Saperzy unieszkodliwiają zarówno drobną amunicję do karabinów, jak i wielkie bomby lotnicze. Niektóre z nich ważą nawet pół tony! Niekiedy praca nad bezpiecznym wywiezieniem i zdetonowaniem takiego kolosa trwa dwa, trzy dni.
    W pierwszej kolejności saperzy interweniują przy pociskach znalezionych tam, gdzie są skupiska ludzi. A bywa, że niewybuchy znajdowane są na przykład w centrum miasta, podczas budowy drogi czy prac ziemnych na budowach.

    Żelastwo zalegające w ziemi naszego regionu to zarówno pociski produkcji niemieckiej, jak i amunicja używana przez żołnierzy Armii Czerwonej. I oczywiście pociski "Made in Poland".
    - Na przestrzeni ostatnich lat liczba neutralizowanych niewybuchów nie spada. A to świadczy o tym, że ziemia kryje jeszcze wiele "pamiątek" z czasów wojny - mówi kpt. Konrad Radzik, rzecznik prasowy 21. Brygady Strzelców Podhalańskich w Rzeszowie.

    Niekiedy w ziemi znajdowane są niewybuchy z czasów I wojny światowej, ale jest ich zdecydowanie mniej, niż tych sprzed 70 lat. Według szacunków ekspertów, oczyszczanie naszego kraju z niewybuchów, potrwa jeszcze dwieście lat.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Zobacz koniecznie:

    Wideo