Zwiń, zwinoćku...

    Zdzisław SUROWANIEC

    Echo Dnia Podkarpackie

    Echo Dnia Podkarpackie

    Główna ulica Łucka, czyli Prospekt Wolności.

    Główna ulica Łucka, czyli Prospekt Wolności. ©Z. Surowaniec

    Główna ulica Łucka, czyli Prospekt Wolności.

    Główna ulica Łucka, czyli Prospekt Wolności. ©Z. Surowaniec

    Studenci śpiewający po polsku "Na zielonej Ukrainie". Z. Surowaniec

    Studenci śpiewający po polsku "Na zielonej Ukrainie".
    (fot. Z. Surowaniec)

    "Zwiń, zwiń, zwiń zwinoćku" - zaśpiewali studenci Wołyńskiego Instytutu im. Wieczysława Lipińskiego Akademii Zarządzania Kadrami w Łucku na Ukrainie. Wśród publiczności była także grupa Polaków, która nie kryła zachwytu, kiedy studenci za chwilę zaśpiewali to samo po polsku "Dzwoń, dzwoń, dzwoń dzwoneczku, mój stepowy skowroneczku".
    To był jeden z kilku wzruszających momentów podczas pobytu delegacji "Olympusa" Szkoły Wyższej im. Romualda Kudlińskiego ze Stalowej Woli w gościnie w Łucku na Wołyniu.
    Proboszcz łuckiej katedry ks. Jan Buras i wiceprezydent Stalowej Woli Franciszek Zaborowski. Z. Surowaniec

    Proboszcz łuckiej katedry ks. Jan Buras i wiceprezydent Stalowej Woli Franciszek Zaborowski.
    (fot. Z. Surowaniec)


    Podczas obrad polsko-ukraińskiego "okrągłego stołu", w eleganckim hotelu "Ukraina", Oksana Samojlenko - dyrektor Wołyńskiego Instytutu powiedziała, że ubiegły rok był szczególny, bo Polska znalazła się w Unii Europejskiej, a w zrewolucjonizowanej Ukrainie doszło do dużych zmian. - Mamy ogromne możliwości i szanse osiągnięcia celu, do tej pory nie osiągalnego - oceniła.

    Wiceprezydent Łucka Sergij Tarasiuk wspomniał o dużym zainteresowaniu świata Ukrainą. - W ciągu ośmiu ostatnich tygodni przyjechało do nas czternaście delegacji zagranicznych z zachodnich krajów - powiedział. Zebrani usłyszeli, że w Łucku liczącym 217 tys. mieszkańców, jest 33 tys. uczniów i dwa tysiące nauczycieli w siedmiu wyższych uczelniach i 26 gimnazjach.



    Gra rynkowa

    Ukraińcy chcieli poznać doświadczenia krajów unijnych w prowadzeniu edukacji. Ewa Kosak, dziekan "Olympusa", powiedziała o kontaktach jej szkoły ze szkołami średnimi, co ma służyć nie tylko promocji uczelni, ale także przygotowaniu uczniów do studiowania. Świetnie do tego nadaje się metoda nauczania zwana "eksperymentem ekonomicznym", rozwijająca przedsiębiorczość i ośmielająca do podejmowania ryzyka prowadzenia gry rynkowej.

    Dr Kosak ma zamiar zaprosić do swojej uczelni grupę łuckich studentów. To jednak kosztuje. Pomoc może przyjść z Unii. Ukraina, która deklaruje przystąpienie do wspólnoty europejskiej, może przy udziale Polski korzystać z programu "Erazmus Mundus" i sięgać do unijnej kasy po finansowanie programów, dzięki którym ukraińska młodzież może kształcić się u nas.

    Także zachwycony występami łuckich studentów wiceprezydent Stalowej Woli Franciszek Zaborowski będzie kołatał do unijnej kasy po pieniądze z programu "InterReg", dzięki którym możliwe będzie sprowadzenie ich na scenę Stalowej Woli.



    Niska płaca

    Serdeczność Ukraińców była wzruszająca. Byliśmy zachwyceni młodziutką ukraińską tłumaczką Marianną Kononczuk. Jej język polski można nazwać perfekcyjnym. To ona powiedziała nam także, że średnia płaca w Łucku wynosi sto dolarów, a płaca minimalna sześćdziesiąt dolarów.

    Po najlepszym łuckim gimnazjum, gdzie uczy się 1300 uczniów, oprowadzał nas dyrektor Oleksandr Szyszkowiec. Zdumiało nas nie tylko to, że ma ośmiu zastępców, ale także to, że każdy z dyrektorów ma swojego psychologa.

    W Łucku, który przed wiekami był jakiś czas we władaniu Polski, jako że leży na byłych Kresach Wschodnich Rzeczpospolitej, jest sporo polskich pamiątek. Najbardziej niezwykłą jest cudowna ikona Matki Boskiej Chełmskiej, zwana także Matką Boską Wojenną. Pochodzi z przełomu XI i XII wieku. W roku 1651 towarzyszyła wyprawie wojennej króla Jana Kazimierza. Podczas bitwy pod Beresteczkiem z hetmanem kozackim Bohdanem Chmielnickim, była wystawiona w namiocie i przyniosła królowi zwycięstwo. Ikonę, będąca w konserwacji, zobaczyliśmy w muzeum ikon, mieszczącym się w dawnej siedzibie sekretarza partii komunistycznej.



    Nasi księża

    Niezwykłe było także spotkanie w katolickiej katedrze Świętej Trójcy. Tu proboszczem i kanclerzem jest ks. Jan Buras. Ucieszony spotkaniem przyznał, że pochodzi z Tarnobrzegu, do liceum chodził do Nowej Dęby, po czym wyjechał na Śląsk i stamtąd, po studiach w seminarium, trafił na Ukrainę. Wikarym jest natomiast Polak Tomasz Czopor ze Strzyżowa na Podkarpaciu. Za miesiąc przyjmie święcenia. Świątynia, z którą się związał, w okresie komunizmu była zamieniona na muzeum ateizmu. - Dzięki temu nie została zrujnowana - cieszy się młody kapłan.

    Duże wrażenie zrobił na nas zamek łucki. W budynku na zamkowym dziedzińcu zobaczyliśmy wystawę starych książek polskich, przeniesionych z krzemienieckiego liceum.

    Wracaliśmy zauroczeni słowiańską gościnnością, jakiej doświadczyliśmy na Wołyniu. Nawet opryskliwa ukraińska urzędniczka na granicy, pokrzykująca na każdego po sprawdzeniu paszportów "do samochodu!", nie zepsuła nam przekonania, że za wschodnią granicą mamy przyjaciół.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Sport

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Wideo

    Galerie zdjęć