W Kotowej Woli nie zadziałał system wzywania strażaków do...

    W Kotowej Woli nie zadziałał system wzywania strażaków do zdarzeń

    Zdzisław Surowaniec

    Echo Dnia Podkarpackie

    Aktualizacja:

    Echo Dnia Podkarpackie

    - Nie wiem od czego zapaliło się na strychu - przekonywał strażaków właściciel posesji.

    - Nie wiem od czego zapaliło się na strychu - przekonywał strażaków właściciel posesji. ©Zdzisław Surowaniec

    Renata Machaj, bibliotekarka w Kotowej Woli, z okna biblioteki zauważyła w czwartek dym wydobywający się ze strychu stodoły u sąsiada. I mężczyznę rozpaczliwie gaszącego pożar wężem ogrodniczym. Wezwała straż.
    - Nie wiem od czego zapaliło się na strychu - przekonywał strażaków właściciel posesji.

    - Nie wiem od czego zapaliło się na strychu - przekonywał strażaków właściciel posesji. ©Zdzisław Surowaniec

    Ale szybką interwencję miejscowej ochotniczej straży pożarnej uniemożliwiła awaria systemu ratowniczo-gaśniczego. Nie można było także włączyć syreny alarmowej na remizie. Nie działała.

    Kobieta kazała znajomemu siąść do auta i zaalarmować strażaków w domach. Podziałało, przyjechali. Ale zamiast w cztery minuty, interweniowali po dwudziestu minutach od zgłoszenia.

    To, że strażacy z Kotowej Woli przyjechali jeszcze zanim przybyła zawodowa straż z odległej o szesnaście kilometrów Stalowej Woli, zawdzięczać można wyłącznie energicznej bibliotekarce.
    Straż w Kotowej Woli jest włączona do systemu ratowniczo-gaśniczego i to ona powinna natychmiast zareagować na wezwanie komendy straży stalowowolskiej. - Cóż, awarie systemu elektronicznego się zdarzają - przyznał komendant stalowowolskich strażaków Tadeusz Niedziałek.

    Co takiego się wydarzyło, jeśli chodzi o pożar? - Zobaczyłam dym na dachu i jak farba z niego schodziła. Słychać też było wybuchy - opowiada Renata Machaj. Wybuchy obudziły także drzemiącego w domu właściciela. Próbował gasić pożar wężem ogrodniczym, ale nie był w stanie opanować żywiołu. Paliło się siano na strychu. Dopiero straż pożarna silnym strumieniem wody ugasiła ogień.

    - Nie wiem od czego to się zapaliło. Na pewno nikt specjalnie nie podpalał - mówił gospodarz.

    Jednak chyba podejrzewał, że mogło dojść do zwarcia instalacji elektrycznej, bo na oczach zdumionych strażaków zerwał ze ściany kabel elektryczny. Wyjaśnieniem przyczyn zajmie się policja. Właściciel ocenił straty na 4 tys. zł. - Bo drewno na krokwie jest drogie - powiedział.

    Komentarze (9)

    Wszystkie komentarze (9) forum.echodnia.eu

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Sport

    Zobacz koniecznie:

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Ocena prezydentów, burmistrzów, wójtów. GŁOSOWANIE ZAKOŃCZONE

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Szukasz taniego mieszkania na Podkarpaciu? Sprawdź najlepsze oferty

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Oceń swojego radnego. Zagłosuj

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Nie przegap szansy wygrania pieniędzy i mieszkania z Echem Dnia!

    Wideo

    Galerie zdjęć